California dreamin’

Jedziemy, jedziemy, jedziemy, aż z tej drogowej monotonii wyrywa nas uśmiechnięty strażnik w budce (myśleliśmy, że to wjazd na jakąś płatną autostradę), wypytujący nas o owoce jakie wieziemy w aucie… Tuż po tym cena paliwa na stacji uświadamia nam, że już jesteśmy w stanie “bogatych” ludzi. Jak się okazało chwilę później “bogatych” nie tylko materialnie ale i duchowo, tudzież w ilość tatuaży na ich ciele ewentualnie we wszelkie inne doświadczenia życiowe 😀

Zobaczymy co będzie dalej, ale na chwilę obecną ilość indywidualistów spotykanych po drodze (w motelach i knajpach) zadziwia i przebija wszystko dotąd.

Kalifornia wciąż jest magnesem przyciągającym wielu ludzi. W niektórych miejscach (Eureka) naprawdę trochę straszno się było kręcić po okolicy motelu, w którym spaliśmy. Sam motel zaś wyglądał jak znany z mrocznych filmów przybytek gdzie zatrzymywały się różne typy spod ciemnej gwiazdy. Już samo sprawdzanie dokumentów wszystkich osób jakie będą spały w pokoju było dziwne bo gdzie indziej wystarczała karta kredytowa (niekoniecznie ze zdjęciem). Dopiero idąc do pokoju zrozumieliśmy o co chodzi, przez okna widzieliśmy rozłożone na podłogach karimaty i ilość osób była zbliżona do standardów chińskich 😀 Domyślamy się, że chyba nie wszyscy byli odnotowani w recepcji :D. Rano obraz ten dopełnił widok chyłkiem opuszczających pokoje młodzianów wyprowadzających psy (po dwa na pokój) 🙂 Na parkingu zaś stały przeróżne furgonetki wypchane po dach workami, w których lepiej nie wiedzieć  co było 🙂 Dodam tylko, że wybraliśmy jeden z lepszych moteli w okolicy 🙂

Ponadto jest to stan surowych przepisów dotyczących ekologii, z tysiącami wiatraków na wzgórzach, masą “hybryd” na ulicach, z drugiej strony największa dotąd ilość  aut-rupieci na drodze – których spaliny widać (dotąd niespotykane mimo przejechania już 6tys mil).

Do tego jest zimno (maks 20 stopni) i bardzo wietrznie – chyba nie o takiej Kalifornii się marzy…. Uff to w sumie dobrze, że to nie było nasze marzenie 😀

Poniżej zaś pierwsza rzecz jaką spotkaliśmy w Kalifornii po zjechaniu na boczne drogi:

2 Responses to California dreamin’

  1. paweł says:

    w LA jest ‘rainbow bar & grill’
    na sunset boulevard
    zdecydowanie warto 🙂
    jest tam stolik slasha 😉 i bywa 😉
    wszytsko inne blednie ;P

  2. Hubert says:

    Ta przesada na punkcie ekologii jeszcze im wyjdzie czkawką. Tylko kto wtedy wróci do przeszłości i zabije matkę Arnolda?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *