Hajłej numer jeden

Są ponoć takie “must see”, że bez ich zaliczenia wyjazd w dane miejsce jest “nie ważny”. Dla zachodniego wybrzeża Stanów jest to Big Sur i Hajłej 1 poprowadzony tuż nad Pacyfikiem. Droga ta ma jednak kilka drobnych wad 🙂

Po pierwsze, jako typowe “must see” jest oglądane przez wszystkich turystów jacy zjawiają się w okolicy.

Po drugie, jeśli jest się samochodziarzem, dla którego taka podróż nierozerwalnie wiąże się z autem w jakim się ją odbywa, wypadałoby przejechać ją Fordem Mustangiem – najlepiej rocznik 67, ale ponieważ nie jest to prosta sprawa takowego posiąść to przynajmniej w tym nowym – ładnie zresztą nawiązującym do swoich korzeni. Tutaj akurat wypożyczalnie wychodzą na przeciw potrzebom i nowych Mustangów jest na kopy. Stąd też wynika fakt, że na drodze wygląda to tak: Impala, Mustang cabrio, Mustang cabrio, Malibu, dwa Focusy, Harley, Mustang coupe, F150, Fusion (to my :D), Mustang cabrio, dwa Harley’e, Mercury Grand Marquis, Mustang, Mustang, F150, mgła…  Na dodatek podróżują nimi zwykle niemieccy nowożeńcy, ewentualnie dość otyłe pary amerykańskie (zdecydowanie nie NOWOżeńcy, a i nasi rodowici “narodowościowcy” by ich nie polubili). Tak więc po przejechaniu tych stu paru mil nasze marzenie pryska jak bańka mydlana i wolimy tą trasę przejechać choćby Trabantem – ale to chyba jeszcze trudniejsze niż wspomniany ’67 (zdziwić się można – ale poczciwego Trampka widzieliśmy w Bryce!!!!).

Po trzecie z kolei droga jest w bardzo kiepskiej kondycji, w wielu miejscach ziemia osunęła się tak bardzo że zabrała część jezdni. Oczywiście wszystko jest odpowiednio zabezpieczone i roboty trwają – ale skutkuje to sporymi korkami (ruch wahadłowy) oraz brakiem miejsc do zatrzymania się i zrobienia sobie zdjęcia (wiadomo – na fejsbuku dawno się nic nie wklejało).

Po czwarte  (primo zresztą) droga ta jak powszechnie wiadomo ma to do siebie (wykorzystam tutaj retorykę pewnej partii  – od paru dni jeszcze bardziej opozycyjnej), że nie jest łatwo zobaczyć ją w całości w pięknym słońcu – z reguły na części jest zamglona, a pogoda zmienia się bardzo szybko. Tym razem udało się nam zobaczyć spory kawałek – co razem z tym co widziałem parę lat temu daje mi całość 😀

Po piąte jeśli ma się jakieś aspiracje fotograficzne to można zapomnieć, najlepsze zdjęcia już i tak są w internecie i to od dawna…






6 Responses to Hajłej numer jeden

  1. Michał says:

    Witajcie. widze te zdjęcia i łza się w oku kręci. Bedę potrzebował kilku porad doświadczonych obieżyświatów, ale to dopiero w sierpniu. chcę zaczerpnąć z jak najbogatszych doswiadczeń :-).Komponujecie się świetnie do tych krajobrazów – cała TRÓJKA.
    m.

  2. Mariusz says:

    Za wiele nie wiemy, ale chętnie podzielimy się naszą wiedzą 😀

  3. Hubert says:

    A co się stało z Chargerem?

  4. Mariusz says:

    wymieniony w Vegas bo miał już prawie 5 tyś mil, niestety nie było dużego wyboru 🙁

  5. Hubert says:

    Czy mam to rozumieć jako “zamienił stryjek siekierkę na kijek?”

  6. Mariusz says:

    Tja, ale to nic przy naszym Alaskańskim potworze 😀

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *