Richardson Hgw

Był taki sprytny plan aby po Denali zobaczyć super mega wyczesaną i kultową Dalton Hajłej. Bo niby taka dzika, taka niedostępna, odludna no i oczywiście zabroniona 😀 Jednym słowem spełniała wszystkie wymogi stawiane atrakcjom turystycznym przez takich obieżyświatów jak my 😀 Niestety jak to w życiu bywa plan się nie powiódł i to z bardzo prozaicznej przyczyny, mianowicie spadł deszcz, taki typowy alaskański “kapuśniaczek” padający od 9. rano do 9. wieczorem. Na tyle zawzięcie padał (przy okazji zrzucając tony całkiem sporych kawałków lodu), że dojście do samochodu bez kasku i zestawu ABC do snorklingu było niemożliwe. Trudno sobie zatem wyobrazić jazdę naszym “przyrządem do jeżdżenia” po rozmokniętej szutrowej drodze. Cóż innym razem zobaczymy most na Jukon i zrobimy sobie zdjęcie na kresce zwanej Arctic Circle.

Kolejnego dnia pogoda zmieniła się na tyle, że mogliśmy się zapakować do auta i jechać na południe. Tym razem wybraliśmy inną drogę zwaną na cześć kogoś tam Richardson Hajłej.

Mieliśmy spore obawy bo przewodnik podkreślał kilkakrotnie, że jest ona bardzo ładna widokowo i bardzo mało uczęszczana – a z przewodnikami często jest tak, że piszą je ludzie, dla których pojęcie “ładna widokowo” oznacza to samo co dla kolesia, który decydował na Alasce o stawianiu znaczków “View point”.
Ciągnąc dalej temat “wju pojntów” trzeba przyznać, że tak wielu miejsc, z których nic nie widać jeszcze nie widzieliśmy 😀 Miejsca te nie rokowały na widok nawet inną porą roku bo i tak zasłaniały wszystko drzewa nie mające w zwyczaju zrzucać liści/igieł na zimę, ich wiek zaś wskazywał że w momencie gdy zaczęły już zasłaniać – nie było nawet drogi w tym miejscu, a co dopiero w momencie stawiania fantastycznej brązowej tabliczki z aparatem Zorka 5. Tak więc wskazówka dla chcących zrobić zdjęcie jakiegoś landszafciku na Alasce – widzisz coś fajnego – stajesz i robisz zdjęcie (w większości ruch jest znikomy i można śmiało się zatrzymać).

Co do samej drogi to niecałe 30 mil za Fairbanks opustoszała i zaczęła się prawdziwa Alaska (jak dla nas). Morze zieleni, ośnieżone góry na horyzoncie, pusta droga (bez pobocza) i my w naszym…. hmmm chciałoby się napisać, że w wielkim amerykańskim pickupie z ogromnym silnikiem, ale niech stanie na tym, że w naszym “wozie”.


Ponieważ droga prowadzi do Valdez – czyli terminala załadunkowego dla tankowców – to nie mogło zabraknąć na horyzoncie słynnej Alaskańskiej Pipeline. Spore jej odcinki poprowadzone są na powierzchni i z daleka widoczne. Srebrny rurociąg i tysiące sterczących w niebo radiatorów robią wrażenie.
Przy okazji prezentujemy dość typowy obraz tego jak miejscowi podchodzą do rzeczy z którymi się nie zgadzają:

Im bliżej mety tym droga coraz ciekawsza, jęzory lodowców schodzące w doliny, łosie pasące się przy drodze i ogólnie bardzo przyjemne okoliczności przyrody – no i na dodatek tylko dwa razy padał deszcz (po maks pół godziny).

One Response to Richardson Hgw

  1. Hubert says:

    Powinni tam przenieść Festiwal im. Ryśka Riedla.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *