ciąg dalszy miasta na S.

Żeby nie być gołosłownym to krótka relacja z obserwacji jak dzieci się bawią w Children’s Museum – oczywiście należy zaznaczyć, iż moja obecność na niektórych zdjęciach jest uzasadniona – gdyż musiałem latorośli wyjaśnić – jak to “robi” 😀 Absolutnie nie czerpałem, żadnej przyjemności z puszczania piłeczek ping-pongowych w przezroczystych kanałach, nie interesowały mnie również ustrojstwa zbudowane z sieci rur z wodą i dziesiątkami przycisków do uruchamiania poszczególnych pomp. Samodzielne budowanie z rurek torów dla ww piłeczek również było do bani 🙂 I nie mam pojęcia co te dzieciaki w tym widzą 🙂 Jaką przyjemność mają np. z przebrania się w kompletny mini-strój strażaka, bycia kierowcą autobusu i samodzielnie go zatankować,  ewentualnie zwiedzania chińskiej dzielnicy, czy też np. sklepu z materiałami budowlanymi – gdzie nie ma rzeczy typu ” NIE DOTYKAJ, ILE RAZY MAM CIĘ PROSIĆ”. Były też inne sklepy, szlak górski z kamieniami pod którymi można było zobaczyć co czycha na nieboraka wtykającego nos w nie swoje sprawy, jakieś krzywe zwierciadła,  mnóstwo zajęć plastycznych dla dzieciaków, domki z postaciami z bajek itd itp. Tak jakby nie można sobie było najnormalniej w świecie powisieć na trzepaku, zapalić z kumplami papieroska w bramie czy pobawić się w doktora 🙂



Tuż obok była fontanna, którą jakiś złośliwiec zdalnie sterował – pewnie posiłkując się kamerami do obserwacji gawiedzi – tak, że każda istota znajdująca się w zasięgu była przemoczona do suchej nitki. Niektórym wydawało się, że są sprytniejsi – ale to było tylko złudzenie. Rany jak ja mu zazdrościłem tej roboty 😀




Wszystko to można było znaleźć w Seattle Centre, nad którym króluje wieża Space Needle, do której kolejka była jak po Klubowe Krakowskie w latach 80-tych, tudzież po czwartkowy Świat Młodych (to dla tych bardziej poprawnych politycznie :)).
Wieża ta wybudowana kiedyś tam z jakiejś tam okazji, okazała się być wysoce odporną na trzęsienia ziemi, osoby z obsługi dość często podkreślały 6,8 stopnia w skali Richtera z roku 2001, do tego stopnia obrazowo, że zacząłem przeczuwać najgorsze – czyli, że wtedy się udało a teraz będę bohaterem wiadomości wieczornych i że moje ubezpieczenie nie ma tego w zakresie.

Na dodatek na nadbrzeżu przycupnęło sobie niewielkie ale całkiem ciekawe Aquarium, w którym można spędzić kolejnych parę dolarów, znaczy się godzin z pociechą.



i jeszcze jakiś architekt chyba miał wizję i zaprojektował takie dziwne cuś:



to pisałem ja
lekarz medycyny Mariusz

7 Responses to ciąg dalszy miasta na S.

  1. Dag says:

    Ale pociecha miała zabawę 🙂 Ale tatuś chyba też 😉 Myślę, że mój dwulatek byłby zachwycony takim muzeum 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂
    P.S. Od niedawna śledzę Waszego bloga, ale już zazdroszczę odwagi i niezapomnianych przeżyć…

  2. Hubert says:

    Te dzieciaki dzisiaj to naprawdę nie wiedzą jak się bawić. Wszystko trzeba im pokazywać i podawać pod nos. Ja pamiętam jak dziś, ile to trzeba było się nagimnastykować, by “zapalić z kumplami papieroska w bramie.” Czasami kilka godzin “zabawy i negocjacji” schodziło, by owego papieroska zdobyć.

  3. Dag says:

    Co zrobić wszytsko się zmienia 🙂 Choć myślę, że kiedyś nastąpi przesyt i powrót do podobnych rozrywek jak opisujesz Hubercie 🙂

  4. Hubert says:

    Muszę się nauczyć lepiej dozować ironię. Sami byliśmy w podobnym (choć chyba gorszym) miejscu z naszym dwulatkiem. Po kilku minutach tam spędzonych miałem dwie myśli; 1) Zajebisty pomysł na biznes; 2) Trzeba będzie tu jeszcze przyjechać, bo mały bawi się jakby był dotąd trzymany w klatce.
    @Dag: Dzieci nie znają pojęcia “przesyt” 🙂

  5. […] w Auckland i Sydney – chyba mamy dość takich atrakcji.  Za to w pamięci wciąż tkwi Seattle z jego niesamowitym Children’s Museum – a ponoć niezły przybytek tego rodzaju znaleźć można w Petronas […]

  6. Anna says:

    Uwielbiam waszego bloga 🙂 Staje sie coraz brdziej popularny rowniesz wsrod moich znajomych. pozdrawiam Was i zycze Cudownych Chwil xxxxx

  7. Mariusz says:

    Bardzo nam miło, prosimy zaglądać 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *