Na Salar – dzień trzeci

właściwie dzień ten powinien dzierżyć kryptonim Laguna Day ewentualne Cherry Cherry Lady Day bo utwór ten w wykonaniu kolesia z wisiorkiem z napisem Nora na szyi wysłuchaliśmy 15 razy.

Była okazja podziwiać flamingi z baaaardzo bliska. Te różowe ptaki mają w sobie coś magicznego. Z jednej strony są tak delikatne, że trzeba być bardzo ostrożnym zbliżając się do nich. Niewiele osób wie, że są tak kruche, iż spłoszone zrywając się do lotu (z łapami utkwionymi w błocie) mogą z łatwością połamać swoje skrzydła. Podobnie zrywając się do lotu wśród wielu swoich braci i sióstr łamią się nawzajem. Na drugim zaś biegunie jest ich wytrzymałość na warunki atmosferyczne i wysokości. Spotkać je można w tropikalnych warunkach Jukatanu i na przedpolu Andów w Patagonii, Także tutaj na Altiplano – gdzie wysokości dość mocno przekraczają 4000 m npm spotkamy ogromną ich ilość i to w trzech odmianach brodzącą w lodowatej wodzie przez cały dzień.

Nie mam pojęcia, który gatunek jest który – ale nie zmienia to faktu że są fantastyczne. Mimo usilnych próśb nasza kucharka stanowczo odmawiała przyrządzenia rosołu z jednej z nich. Tak więc nie wiem czy w smaku również są wyborne. Może innym razem?

Dzień zaś kończymy w chałupie z soli – gdzie mimo zapewnień przewodnika nie wszystko jest z niej zrobione – no ale gorąca woda pod prysznicem rekompensuje nam tę drobną ułomność.












Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *