Na Salar – studium “przypadku”

Przypadek 1.
Kobieta lat dwadzieścia parę, ze sposobu bycia wynika, iż wydaje się owej, że się podoba.
Obywatelka Australii. Do Boliwii przyjechała bo…. znajomi jechali. Pierwsze trzy dni wycieczki chodzi szczelnie owinięta w koc. Jak twierdzi – Jak wyjeżdżałam z Sydney było 33°C, a skoro Boliwia jest tak blisko równika to powinno być ciepło! A tu niedość, że zimno to jeszcze nie ma czym oddychać.

Przypadek 2.
Kobieta, lat dwadzieścia parę, koleżanka Przypadku 1. Odkąd przyjechała do Tupizy nieustannie boli ją głowa. Na wszelki wypadek odstawiła tabletki antykoncepcyjne i co za tym idzie chłopaka. Chodzi wkurzona bo nic to nie dało, na dodatek już trzy dni nie myła włosów bo woda jest lodowata.

Przypadek 3.
Niemiec, lat dziewiętnaście. Po lądowaniu w Buenos, nocny do Salty, później dzienny do Tupizy z obowiązkowym łącznikiem w pociągu (na który musieli czekać w La Quiaca jeden dzień bo ich LP zrobił w konia). Podczas wycieczki mało uchwytny gdyż swój czas spędza głównie na toalecie, tudzież poszukując tabletek na ból głowy. Przeczytał w przewodniku, że Salar jest kapitalny – nie doczytał jednak małym drukiem że leży na wysokości ponad 3600 m npm – i jest to jeden z najniższych punktów na całej trasie. O aklimatyzacji nie słyszał.

Przypadek 4.
Kobieta – lat 25, obywatelka Niemiec, od lat paru zamieszkująca w Melbourne. W podróży wspólnie z Przypadkami 1 i 2. Miało być fajnie a jest do dupy, trzęsie, nie ma gdzie się umyć, a przewodnik nie mówi po angielsku.
W sumie oczekiwań specjalnych nie miała ale ma ochotę na owoce morza i Bondi Beach.
Kiepsko się czuje – tak ogólnie. Jakoś mało powietrza tutaj. I się dusi w nocy.
Zapytana czy próbowała żuć liście koki twierdzi, że takiego paskudztwa do ust nie weźmie.

Przypadek 5.
Grupa Niemców (wśród nich Przypadek3). Poświęcili pół dnia by negocjować cenę w kilku agencjach oferujących wyjazd na Salar. W końcu pojechali za 950 boliwianos od głowy. I byli z siebie dumni że mają o 35 dolarów taniej niż inni. Podróżują w piątkę.
_____________________________________________

Dzień 1.
kupa śmiechu z kobity w kocu

Dzień 2.
kupa śmiechu z kobity w kocu

Dzień 3. – rano
kupa śmiechu z kobity w kocu
spotykamy w małym pueblo o wiele znaczącej nazwie „In the Middle of Nowhere”, Przypadek 5, gorączkowo poszukujący lekarstw na chorobę wysokościową dla Przypadku 3. Polak bohater (znaczy ja) daje im listek Duramidu i parę tabletek przeciwbólowych. Wpółprzytomny Przypadek 3 jest zszokowany szczęściem jakie go spotkało na tym pustkowiu. Narzeczona owego przypadku pyta (bohatera):

– Why do you have so many medicaments in your bag?
– To help idiots….

Dzień 3 wieczór
Przypadek 1, 2 oraz 4 zostają odwiezione w trybie pilnym do szpitala w Uyuni…

Dzień 4 rano
na wschód słońca nie dojechał Przypadek 5. Okazało się, że kierowca (budżetowy) tak zapił, że nie był w stanie stać o własnych siłach na nogach – co prawda nie widział przeszkód w prowadzeniu auta – jednak po namowach dał spokój i zaoferował im, że może pokazać zachód słońca w zamian za wschód. Koniec końców Przypadek 5 sam przyjechał na Isla del Pescado. Po Swojego superdrivera wrócili wczesnym popołudniem. Dopiero tutaj zobaczyliśmy, że jakoś dziwnie patrzą na nasze śniadanie, w rozmowie przyznają się że od 4 dni jedzą ten sam czerstwy chleb i tylko na obiad jedzą coś ciepłego. Przebąkują coś, że w siedem osób w dżipie jest nieco ciasno…
Przypadek 3 żyje, ale co to za życie…..

a tutaj czysto informacyjnie parę wykresów (chyba mi brakuje korporacji 🙂 )


9 Responses to Na Salar – studium “przypadku”

  1. kuba says:

    haha! znakomite! podoba mi się styl :] też kiedyś opiszę kilku agentów, których udało mi się spotkać.. ludzie są niereformowalni czasem! 😀

  2. Mariusz says:

    Tez zdarzalo mi sie robic rzeczy glupie w zyciu, ale elementarny brak instynktu samozachowawczego jest dla mnie absolutnie niezrozumialy…

  3. magda says:

    Rasowi backpackerzy te Twoje ‘Przepadki’ 😉

  4. Mariusz says:

    Magda, nie bójmy się tego słowa – rodacy (Twoi) no prawie…. 😛

  5. Hubert Muchalski says:

    Świetny wpis. Wciągający wstęp, burzliwe rozwinięcie no i zakończenie… chyba faktycznie brakuje Ci korporacji 🙂

  6. Szymon says:

    ostro pojechałeś 😛

  7. mark says:

    wolalbym byc w grupie ze wszystkimi “przypadkami”
    niz z jednym “rodakiem” – madrala…

  8. Mariusz says:

    Mark – technicznie rzecz biorąc – byłoby Ci ciasno…

  9. […] stąd wynikały problemy moich „Przypadków” spotkanych w Boliwii, że żyjąc w tak cieplarnianych warunkach trudno jest wyobrazić sobie, że […]

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *