“Bonus pack”

Powrót do Tupizy z Uyuni, miał być zwykłą opcją transportową. Trasa jest tak ciekawa, że okazała się dodatkową wycieczką samą w sobie. Na dodatek w aucie zostałem sam z kierowcą i kucharką, którzy wracali do Tupizy.

Oboje wywiązywali się z roli przewodnika najlepiej jak potrafili – dla mnie zaś był to niezły trening hiszpańskiego- próbując zrozumieć co do mnie mówią. W ramach rekompensaty zmieniłem wspólnie z Don Fidelem koło 🙂


Kolejnego dnia, miałem zabookowaną jazdę konną 🙂

W sumie koń był, ale żebym to ja miał jakikolwiek wpływ na jego poczynania to bym nie powiedział. Co prawda dwa lub trzy razy udało się bestie zahamować, ale w momencie kiedy myślałem że „się słucha” to bydle postanowiło zmienić kierunek jazdy i przeskoczyć przez rzeczkę i to bez względu na to czy mi się to podoba czy też nie. Dobrze że byłem dociążonym plecakiem bo pewnie skończyłoby się to czymś więcej niż tylko potłuczonym tyłkiem. Za to mój (jak sądzę) zdalnie sterowany koń wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. Okolice oglądane z grzbietu wierzchowca – który co chwilę wrzucał dwójkę, a nawet trójkę są przepiękne i gdyby nie konieczność powrotu do Salty pewnie zabawiłbym tutaj dłużej.
Przyznać trzeba, że Winetu czy inny Old Szeterhend to ze mnie jak z koziej dupy trąba – więc największy sukces, że żyję 🙂



Całą „ta Boliwia” zaskakiwała mnie na każdym kroku. A zaskoczenia te były tylko pozytywne. Nigdzie nie czułem zagrożenia, a krajobrazy jakie roztaczają się wokół Tupizy i sam Salar są jednymi z najpiękniejszych jakie miałem okazję zobaczyć przez ostatnie 7 miesięcy podróży.

Na dodatek ta wycieczka – określana mianem dość drogiej w LP (mowa o opcji z Tupizy) jest kosmicznie wręcz tania – 150 dolarów za 4 dni, 3 noclegi, pełne wyżywienie i 1000km w dżipie na tych bezdrożach – to wręcz darmo – a co dopiero jak się doda wszystkie przeżycia.
Jak mawiają angielskojęzyczni – to był bardzo „dobry czas”. Na dodatek bardzo wiele rzeczy jakie tutaj obserwowałem było tak podobne do wspomnień z Polski z dzieciństwa. Często zastanawiałem się czy aby widzę to samo patrząc na przez okno w autobusie co inni przybysze z „naszego – lepszego” świata. Ale to już temat na zupełnie inną okazję….
Tak czy inaczej – jeszcze tu wrócę – tym razem z resztą WuPeZeteSów 🙂 Niech tylko najmłodszy osobnik będzie na tyle duży by w miarę szybko adaptował się do wysokości.





2 Responses to “Bonus pack”

  1. delog says:

    witam, gratuluje podrozy! trafilem tutaj dzisiaj, a w zasadzie juz wczoraj i troszke juz przeczytalem! Szczegolnie interesuje mnie czesc o USA i mam w zwiazku z tym kilka pytan, ktore pozwole sobie zadac tutaj:) – ile czasu spedziliscie w USA? jak zalatwialiscie auto i w jakich przedzialach cenowych sie to miesci – podobnie z hotelami czy kempingami? ponadto najbardziej interesuje mnie NW i Alaska – w jakich cenach kształtuja sie wycieczki na Alaske – rozumiem ze wyruszaliscie ze Seattle? dzieki za odpowiedzi, pozdrawiam!

  2. Mariusz says:

    w usa i kanadzie ok. 3 miesiace.
    Generalnie nasze “amerykanskie” podrozowanie nie bedzie zbyt miarodajne bo bardzo duzo korzystalismy z uprzejmosci znajomych, ich samochodow i gosciny 🙂
    Na Alaske – lecielismy z Seattle i kupowalismy pakiet samolot + auto przez Orbitz (sprawdzamy tez HotWire i Expedie) i wybieramy najtansze.
    Tak czy inaczej auto kosztowalo nas okolo (jesli wypozyczone) 24 dolary z podatkiem – ale bez ubezpieczenia. ubezpieczenie to droga rzecz. Dobrym sposobem bylo korzystanie z karty kredytowej Visa wydanej przez amerykanski bank – wowczas to Visa Cie ubezpiecza. no ale trzeba miec kogos kto ma taka karte i nie boi sie nas nia “wspomoc”.
    Ceny noclegow rozne – w SF w samym centrum placilismy 75 dolarow za noc. Na tzw zadupiu – mozna bylo znalezc cos za polowe tej ceny. Najdrozej na Alasce bo tam koszty sa x2. Na kampingach nie spalismy – ale generalnie miejsce kosztuje od 10 dolarow wzwyz + pare dolkow od osoby. Sa tez miejsca gdzie te ceny sa duzo wyzsze a miejsc brak (parki narodowe).
    Majac samochod warto dojechac do atrakcji 100km rano i zaplacic 1/3 ceny (spokojnie straczy na paliwo i kolacje)
    Na Alasce w sklepach ceny o 10-20% wyzsze niz w lower48 – tak wiec tragedi nie ma. tak naprawde przelot i wypozyczenie auta boostuje koszt.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *