Północ Południa

Macie szczęście – rzekł spotkany na polu kampingowym brytyjski expat mieszkający od 20 lat w NZ. Wieczorny prom do Picton to kapitalna sprawa – zachód słońca wśród urokliwych zatok tuż przed wejściem do portu w tej miejscowości.
Teoretycznie miał sporo racji, praktyka jednak nie zawsze idzie z nią w parze. Zamiast pięknych widoków była ściana deszczu. Zabrakło więc odwagi do oglądania okoliczności przyrody. Za to dzięki temu zdążyliśmy przejrzeć jakiś przewodnik i mniej więcej nakreślić trasę naszej podróży po Wyspie Południowej. Jakoś tak wyszło że w lewo mamy jechać, może to i dobrze bo przy kierownicy po prawej strony jakoś tak łatwiej.
Wracając do promu to całe szczęście, że tym co nie lubią bujania nie zdążył błędnik sfiksować.

Czego łódka nie dokonała to jazda po krętej drodze w ulewnym deszczu dopełniła – tak więc suma summarum małżonka zielona poszła spać.

Mieliśmy taki sprytny plan, żeby popływać kajakiem po Abel Tasman – ale półgodzinny spektakl z mocarnym chłopem w roli głównej i jego walka z falami by odbić kajakiem od brzegu wystarczyła nam, żeby plany zmienić.
Dobrze, że nie była to jedyna sensowna opcja spędzania czasu (w domyśle wolnego – swoją drogą nie bardzo pamiętamy jak wygląda ten drugi…. jak on się nazywał?

One Response to Północ Południa

  1. Hubert Muchalski says:

    Logika nakazuje, że ten drugi to nie jest czas wolny, a więc jest niewolniczy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *