znowu OZ

Po raz kolejny wróciliśmy do Sydney. Kolejna pieczątka w paszportach (i nie tylko).

Kolejne szwędanie się po tym hmmmm – takim sobie mieście. Może i nie nam odnosić się do rankingów na najlepsze miejsce do życia – bo w sumie spędziliśmy tu tylko parę (tak tak) tygodni – ale to miasto po prostu NICZYM (pozytywnym) nas nie zaskoczyło i NICZYM nam nie zaimponowało. Niby jest Opera, niby most, niby plaże, zatoki, piękny park botaniczny (z paroma tysiącami nietoperzy( – ale jak dla nas nie ma tego CZEGOŚ i choćby nie wiem jak długo tu zostać to na pewno tego byśmy nie znaleźli. Nie wiem dlaczego ale po prostu nawet nie chciałoby się nam szukać – a tym bardziej tutaj zostawać. Może nasze zdanie mało popularne ale w skrócie pisząc – takiego wysypu wiochy i bezguścia jak tutaj nie widzieliśmy jeszcze nigdzie. Dobrze, że jest lato i chodzą tutaj w klapkach – bo inaczej słoma mocno by wystawała z gumofilców…
Ale jeśli ktoś lubi? Proszę bardzo….

Na szczęście miasto ma swoje jasne punkty 🙂 Najjaśniejszymi są oczywiście Ludzie, nie piszemy o tych co przyczepiają sobie rogi renifera do samochodu – bo jest cool i święta, ani o chłopcach w koszulkach na ramiączkach a’la Ferdynand Kiepski, ale o naszych znajomych i przyjaciołach, którzy to się zmaterializowali i ugościli. Pokazali miasto, okolice, zaprosili na wigilię, mieliśmy okazję zjeść najlepsze schabowe i B.I.G.O.S. na południowej półkuli za sprawą Magdy i Przemka. Oraz spotkać Maćka znanego z Neverending Trip, no i przede wszystkim pobyć trochę u Ewy i Andrzeja!
Dzięki jeszcze raz i do zobaczenia!!!

A tu parę zdjęć z ogrodu botanicznego (fajny) – przy okazji poznaliśmy ZNANEGO PANA FOTOGRAFA z NG – wciąż drżę na myśl o uścisku jego dłoni. Fakt, zdjęcia robi ciekawe – ale poziomem samozadowolenia i narcyzmu miażdży wszystko wokół 😛

ps.
tak tak Szymon – w drodze powrotnej spróbujemy ruskie z LaPaz.

6 Responses to znowu OZ

  1. Ambasador says:

    No tak, ja obstawiam pierogi na tej półkuli. Czekam zatem.

  2. Magda says:

    Eee tam, nie marudzić. W Sydney da się żyć 🙂 Mi się przez pierwsze 3 lata też nie podobało, a potem jakoś tak samo z siebie mi się pozmieniało 🙂

    Cieszę się, że schabowe i bigos smakowały 🙂

  3. Mariusz says:

    Magda,
    samo w sobie nie jest złe miasto – ale szału nie robi – żadnego 🙂

  4. Czytelnik says:

    Na początku czytało Was się dobrze, były jakieś relacje ze świata. Lubiłem to, bo chętnie czytam o miejscach, które może kiedyś sam odwiedzę, albo i nie…
    Teraz jednak zaczynacie zachowywać się jak rozpuszczone dzieci, których nic już nie zadowoli, bo “wszystko mają”. NZ słaba, bo mgła była, gdzie ich gejzerom do Yellowstone. Sydney mizerne, bo nie ma “czegoś”…
    Szczerze mówiąc nie chce mi się czytać, że gdzieś nie ma czegoś, wolałbym przeczytać co fajnego widzieliście w wielkim świecie. Lada chwila spodziewam się, że znad Wodospadów Wiktorii napiszecie, że gdzie im tam do Iguazu…

    Podsumowując:
    Blog sam w sobie nie jest zły. Ale szału nie robi. Żadnego.

  5. Mariusz says:

    Drogi Czytelniku,
    Poniekąd masz rację nie tyle że zachowujemy się jak rozpieszczone dzieci, ale że próg zadowolenia nam się zmienia wraz z czasem. Cóż taki skutek bardzo długiego przebywania poza domem. Przyjeżdżając do takiej np. Rotoury na pewno bardzo by się nam podobało gdybyśmy byli w takim miejscu pierwszy raz – niestety/stety widzieliśmy wcześniej Yellowstone i porównanie nasuwa się samo (jak dla nas) i takiej konfrontacji atrakcja nowozelandzka niestety nie wygrywa – ale sama w sobie Nowa Zelandia jest jednym z najpiękniejszych miejsc jakie widzieliśmy i żadna mgła czy deszcz tego nie zmienią. To że o tym piszemy? Tak było więc dlaczego nie?

    Niestety nie zamierzamy pisać że coś jest super jeśli w naszej ocenie takie nie jest. A że Sydney nie ma tego czegoś (dla nas) – trudno, może Tobie uda się tam znaleźć coś interesującego. Parę miejsc które nas zaskoczyły bardzo pozytywnie jeszcze będzie 🙂 Więc jeśli starczy Ci cierpliwości do czytania czegoś co szału nie robi to zapraszamy.

  6. Ula says:

    Co do wypowiedzi Czytelnika, to ja akurat dobrze rozumiem autorów bloga. Im więcej się świata się zwiedza, tym ciężej być pod wrażeniem miejsca, którym zachwyca się przeciętnie podróżujący człowiek…
    Nie byłam w Sydney, ale już po tym stwierdzeniu o braku “tego czegoś” potrafię sobie doskonale wyobrazić o co chodzi. Jeśli zaczniesz podróżować na poważnie, to sam zobaczysz, że po jakimś czasie sam będziesz zachowywał się jak ‘rozpieszczony dzieciak’;).

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *