Tygrys wchodu – od zaplecza

Wylot z Perth był dla nas niejako przełomowy. Był bowiem dużym krokiem w stronę domu, tym bardziej dużym, że pierwotnie cała trasa wpzs nie przewidywała Azji do zwiedzania.

Jako, że dwa kraje (jeden fajny, o drugim było w ostatnim poście) wydrenowały nasze konto to już wcześniej “się zmodyfikowaliśmy” tak aby zaoszczędzić miesiąc na Antypodach na rzecz Fiji i miejscagdzienaswogolenieciagnelo czyli Azji. I niech mi tu żaden malkontent nie pisze, że nie wiemy co to Azja, co tracimy i inne blablabla – bo fakt faktem, nie wiemy i jakoś przed przybyciem tutaj wcale a wcale nas nie ciągnęło w te strony. Nie uprzedzając jednak faktów – kiedyś magnesem dla nas była Australia i co z tego wyszło już napisałem.

Pewnie określenie Azja jest nieco na wyrost bo kraje wybraliśmy bardzo “normalne” czyli Singapur i Malezję (Maniek nam polecił).

Ponoć  “Azja” jest gdzie indziej – nie wiem, nie znam się, wolna sobota i te sprawy ale ostrzegam z geografii miałem zawsze najwyższą ocenę (nie będę pisał jaką bo się domyślą jak bardzo stary jestem) i według ówczesnych danych były one na tym właśnie kontynencie.

Co pozytywne to w obu dogadać się można po angielskiemu, angielkoskiemu, angohinduskiem a czasami nawet i po angielsku w przeróżnych odmianach – czyli jeden problem z głowy – nie to żebyśmy byli jakimiś poliglotami – ale znamy parę słów (znaczy w CV piszemy “dobra znajomość”).
Singapur jak to Singapur nie zaskoczył nas pogodą (akurat lało i wciąż było +32), za to przywitał nas tanimi taksówkami, zapachem jedzenia na ulicach, nieco przydrogim piwem i pokojem hostelowym o rozmiarze XXXS. Dość powiedzieć, że jako osobnik potężnie zbudowany i wyrośnięty mogłem (w pozycji wyprostowanej) poczynić tylko pół kroku od drzwi w kierunku najbardziej oddalonej ściany (kolankowej zresztą), a według norm budowlanych w naszym kraju jego powierzchnia wynosiła około 5cm2. Tak czy inaczej tańszego nie było 🙁

Z okna (na korytarzu) zaś rozpościerał się widok na meczet i dachy arabsko/indyjskiej dzielnicy (znaczy dzielnica była arabska – ale wówczas myśleliśmy, że jest indyjska).
Bez względu na to jaka by ona nie była i tak wszędzie roznosił się zapach formaliny – znaczy Chińczycy – też tu są. Nie wiem z czym oni ją jedzą ale pewnie z ryżem, bo ten też na każdym rogu się wysypuje.

Jako, że nasz pokój nie nastrajał zbytnio do przebywania w nim to postanowiliśmy powłóczyć się po okolicy. W tej zaś chyba nie obowiązywały słynne drakońskie kary za zaśmiecanie bo delikatnie rzecz ujmując sterylnie czysto nie było (taki standard Buenos). Fakt faktem gum do żucia nie zauważyliśmy przyklejonych do chodnika – ale za to Chińczyka załatwiającego swoje potrzeby (chyba formalina była nieświeża) w krzakach i owszem. Walające się puszki, torebki foliowe itd. Czyli normalnie bo już się baliśmy, że to rzeczywiście inny świat.
Zaletą dzielnicy o islamskich korzeniach było dobre i tanie jedzenie oraz faja w cenie – co też nieomieszkaliśmy natychmiast wykorzystać.

Oczywiście najwięcej radości z dymienia miała nasza pociecha co raz nazywając nas Wawelskim Smokiem.
Przy okazji – klon ten mały nas obojga – właśnie wkroczył w fazę “wiem lepiej” – tak więc sama decyduje w co i kiedy się ubrać. Gdy więc rankiem dnia kolejnego była gotowa do wyjścia poprosiła o ocenę swojego wyglądu:

Trochę czasu zajęło wynegocjowanie pozostawienia w domu deski do pływania oraz krowy (nasz fotelik samochodowy). W końcu jednak udało się wyruszyć na miasto…

5 Responses to Tygrys wchodu – od zaplecza

  1. Robert says:

    Ohhh alez wam zazdroszcze i podpowiem jeśli nadal w Sing. jesteście spróbujcie tych “suszonych” wyrobów wedlinopodobnych sprzedawanych często w chinskiej dzielnicy – mniami z innych podpowiedzi, co do Malezji bo nie wiem gdzie dokładnie planujecie to od początku macie tu: http://travel4photo.wordpress.com/2011/03/07/no-to-do-malezji/

  2. Hubert Muchalski says:

    Dobrze, że miałeś szeroki kąt, bo innym obiektywem to tylko byś poduszkę miał w kadrze 🙂

  3. Michał Palma says:

    Mariusz, szkoda że nie dałeś cynku wcześniej, mam bardzo dobrego kumpla w Singaurze, który mieszka tam z rodzinką od 20 stu lat. Na pewno byu was przenocował w chyba troche większej pezwstrzeni i to za friko, ale co śię odwlecze ….

    PS. Może jakiś lanczyk – własnie wróciłem z krótkiego urlopu w Chorwacji.
    Pozdro
    M.

  4. Mariusz says:

    zadzwonie 🙂

  5. Mariusz says:

    @Robert – echhhh gdybyśmy mogli decydować teraz gdzie pojechać w Malezji 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *