coś dla turystów

Jak wspomnieliśmy pod latarnią najciemniej – ale po kolei. Spacerując o “godzinie, której nie ma” czyli jakaś dziewiąta rano w niedziele (czyli każdy jeden dzień odkąd wyruszyliśmy w drogę) po jeszcze chłodnych (+28) ulicach pytamy Malaja o drogę i od słowa do słowa okazuje się, że ma dość dużo wiedzy na temat okolic, ma również Protona WIra rocznik ’90, którego nie zawaha się użyć gdybyśmy byli zainteresowani pokręceniem się po okolicy. To wszystko było wynikiem dłuższej rozmowy i raczej my byliśmy stroną bardziej nagabującą niż atakowani przez Majfrenda.

No dobra, szybkie drugie śniadanie i jedziemy z naszym nowym znajomym do fabryki lalek do teatru cieni. Podchodzimy do zagadnienia bardzo sceptycznie bo to pewnie typowa atrakcja dla turystów i to innych niż muzułmanie bo władze (a Malezja jest krajem z jasno określoną religią) delikatenie rzecz ujmując nie pochwalają tych przedstawień. Dość często uprzednio organizowane pokazy w ośrodku kultury Kota Bharu obecnie goszczą tam sporadycznie (tak przynajmniej jest w kwietniu gdy tam byliśmy) i ciężko jest zobaczyć pełne przedstawienie.

Sposób przygotowania lalek robi wrażenie swoją precyzją i przede wszystkim trwałością bo jak mieliśmy okazję się przekonać lekko nie mają podczas występów. Specjalnie wyprawiona skóra po kolejnych zabiegach nabiera kształtu swojego przyszłego bohatera. Malowanie specjalnymi farbami, następnie zabezpieczanie całości specjalnymi lakierami wydłuża czas powstawania “kukiełki” do ponad tygodnia. Marcie oczywiście bardzo się podobają “lalecki”, ona zaś całemu zespołowi produkującemu “aktorów”. Co prawda córka zdecydowanie woli kontakt osobisty z lalkami – podczas gdy przedstawienie opiera się na tzw projekcji tylnej.

Szkoda, że (jak myślimy) nie będzie możliwości zobaczyć takiego przedstawienia….

… no właśnie dnia kolejnego nasz przewodnik podjeżdża do naszego hotelu i zostawia wiadomość, że jednak będzie możliwość obejrzenia przedstawienia – a raczej treningu nowego prowadzącego. Po spotkaniu okazało się, że cała przyjemność kosztować nas będzie rozmowę…. tak rozmowę w drodze na miejsce. Gdy zacząłem się domagać jakiejś realnej ceny bo to jednak jest parę kilometrów, a po kondycji auta widać, że nie jest krezusem odpuszcza i wycenia usługę na całe 8 złotych – bo tyle ma kosztować paliwo na dojazd na miejsce.

U celu okazuje się, że jestem jedynym turystom jaki uczestniczy w pokazie – a właściwie treningu (ponieważ to nocny pokaz to dziewczyny zostają w hotelu). Na dodatek komitywa w jakiej jest mój przewodnik z muzykami i szefem teatru powoduje że mogę cały trening oglądać “od zaplecza” to znaczy wśród muzyków, gęstego tytoniowego dymu i atmosfery niesamowitości w jakiej odbywa się pokaz. Po muzykach widać, że całymi sobą przeżywają to co robią.

Przewodnik nachylając się do mnie mówi: “Wiesz już dlaczego Islam tego nie pochwala”?

Po wszystkim jest jeszcze długa rozmowa przy misie pełnej specjałów lokalnej kuchni, ultrasłodkiej mocnej herbaty i bierne palenie brązowych ręcznie robionych papierosów. Do hotelu wracamy o 2 nad ranem i mój miejscowy przyjaciel wzdryguje się od przyjęcia jakiejkolwiek zapłaty…


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *