Socjalizm i jego związek z wakacjami

DSCF1204

Mamy szczęście żyć w kraju, ba, na kontynencie o bardzo socjalistycznym ustroju. Rzecz jasna nazywa się to u nas kapitalizmem, ale chyba nie jeden twórca kapitalizmu w grobie się obraca słysząc o poziomie świadczeń socjalnych jakie są rozdawane na prawo i lewo na Starym Kontynencie. Nie to żebym miał coś przeciw, bo jako szary pracownik jestem beneficjentem takowych, w sumie to mógłbym nawet pójść o krok dalej i zapisać się do związków zawodowych ale chyba uczciwsze byłoby iść najzwyczajniej kraść. Przy tej drugiej opcji mógłbym co wieczór spoglądać bez odrazy w lustro. Jako, że godności osobistej mam dość sporo to żadnej z tych opcji nie wybiorę, tylko spokojnie pracować będę do 75. roku życia (pewnie parę razy jeszcze się przesunie wiek emerytalny). Co prawda marzy się nam wcielenie planu pięcioletniego jak to robią nasi serdeczni znajomi za wielką wodą. Ale dzięki socjalistycznym zarobkom pewnie potrwa to u nas do wspomnianego wieku emerytalnego.

Nie tracimy jednak nadziei i staramy się gromadzić środki (czas i kasę) na poczet wyjazdu/wylotu. Wdrażany jest też plan oszczędnościowy polegający głównie na postarzeniu floty samochodowej…

Co do tej formy ustroju to żeby była jasność, jestem jedną z ostatnich osób chwalących ten piękny utopijny pomysł na ład na świecie i jego przedstawicieli. Taki na przykład Che Guevara niegdyś kojarzył mi się z nadrukami na koszulkach, które świetnie leżały na gogusiach z Londyńskiego City spędzających wieczory w jednym z setek pubów…  … w sumie nieźle się komponowała z marynarką od Joopa i dżinsami Pepe Jeans.

Nieco później bardziej sobie ulokowałem tego bohatera uciśnionych, hipsterów i innych kretynów w czasie i przestrzeni… Ale nie o tym miało być.

Wracając na ziemię i do dobrodziejstw socjalizmu jakich w naszym pięknym kraju dostępujemy, a które niebagatelny wpływ na życie osoby podróżującej mają.

Po pierwsze urlop, cudownie nieprzepadający w czeluściach systemów kadrowych, podlegający magazynowaniu z wielkim namaszczeniem udzielany pracownikom aby tylko nie mieli go za dużo.

Po drugie najważniejszy wynalazek czasów nowożytnych urlop “tacierzyński”, nieodmawialny, nietykalny wręcz jak wołowina łażąca po ulicach Delhi.  Pamiętać tylko trzeba że wykorzystać go trzeba nim latorośl skończy rok życia. Antek pierwszy jubileusz ma pod koniec kwietnia, urlop zeszłoroczny zachomikowany, fundusz pt. wczasy pod gruszą (nazwa nieco zmieniona – ale założenia podobne) przyznany, promocja Lufthansy złowiona…

… jeszcze tylko pokonać jetlag i brak miejsca na nogi w czasie 10godzinnego lotu i można uznać wakacje za rozpoczęte.

sztuczka z czterema miejscami

A co na wakacjach? Inaczej niż dotychczas – to na pewno, pewnie trochę tak jak sobie obiecywaliśmy swego czasu, ale też nie do końca bo miało być bez latorośli, tymczasem lecimy z dwójką…

 

 

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *