Pakowanie na wakacje – lepiej nosić czy się prosić?

DSCF1196

Lubię ten czas gdy czeka się na wyjazd, ten ścisk w dołku na samą myśl że to już za parę dni. Radość, że będzie się pędziło w nieznane, dzikie ostępy gdzie niczyja noga wcześniej nie postała i tak dalej i tym podobne (bzdety). No i najważniejsze czyli poczucie triumfu nad współpracownikami, którzy zostają w robocie.

Lubię też myśleć, planować, patrzyć w mapę, wertować przewodniki, czasem nawet na bloga zajrzę jednego z drugim. Tyle że te ostatnie jak już mają rozbudowaną część praktyczną to z reguły fabułę mają nudną jak flaki z olejem, te zaś które takiego działu nie posiadają potrafią wciągnąć na długie godziny (a czasu mało), zresztą do miejsca naszych wakacji jeździ się głównie z jakimiś biurami podróży, ewentualnie ściągać azbest, no chyba że ktoś ma Gorączkę i jedzie tam śladami Michniewicza…

Do etapu planowania dochodzi jeszcze organizacja środka transportu i wymiana sprzętu fotograficznego na lżejszy. Są więc fora tematyczne, testy, porównania, portale aukcyjne i spłacanie zaległości na karcie kredytowej bo za coś trzeba te hiper nowości kupić. Koniec końców tak jakoś wyszło, że planowanie wyjazdu zostało przełożone na lot nad Atlantykiem. Za to udało się pozostałe rzeczy “ogarnąć” i ponownie zadłużyć kartę na poczet bezlusterkowca i kilku innych rzeczy przy okazji. Przyjdzie wyciąg za miesiąc to wyciśnie łzy…

Przechodząc do pakowania, przysługuje nam dużo (3 dusze z bagażem rejestrowanym + jedna dusza bez takowego, ale z nieodmawialnym prawem do przewozu swoich osobistych środków transportu – czyli nosidełka i wózka, na upartego i fotelika – z czego tym razem nie korzystamy).

Plecakowanie porzuciliśmy dość dawno, głównie dlatego, że w naszym wieku nie wypada 🙂 a tak serio z całkiem prozaicznego powodu, dwójka dorosłych o ile każde z nich nie ma syjamskiego rodzeństwa, wyposażona jest w dwie sztuki pleców mogących służyć jako punkt mocowania plecaka. Biorąc pod uwagę obecność dwóch pociech z czego jedna w wieku samobieżnym ale bardzo krótkodystansowym i planach łażenia szlakami, a więc noszenia dziedzica w nosidle, zostają nam jedne plecy, które mają za zadanie nieść plecak z aparatem i podręcznymi rzeczami – dżast in kejs – a jak się ma dwójkę dzieci i ojca niezdarę to tych kejsów jest od cholery.

Na przemieszczanie się w miejscach bardziej cywilizowanych tudzież z i na lotnisko mamy plan uziemić juniora w wózku, a sami ciągnąć dwie W A L I Z K I na kółeczkach, jak przystało na prawdziwych wczasowiczów. Wygodnie, ergonomicznie, dystyngowanie rzec można, a jak już wspomniałem w tym wieku już trzeba, co prawda uznania wśród braci podróżników i wyprawowiczów, i ekspedyciarzy się nie zdobędzie, ale polecam im szukanie w sytuacji awaryjnej czegoś w plecaku (zawsze trzeba wyjąć 80% zawartości). Sytuacji takowych nie brakuje – zwłaszcza z roczniakiem i jego kreatywną siostrą i sprawnym inaczej tatą (o czym już wspominałem). Co więcej na podboje USA stosujemy taktykę na “matrioszkę” czyli jak lecimy z biednego kraju trzeciego świata to do dużej walizy wsadzamy jedną mniejszą do której jesteśmy spakowani, a do podręcznego ładujemy małą walizeczkę ważącą ze 30kg. Trzeba tylko na lotnisku robić dobrą minę przy check-in i nie przewrócić się próbując nonszalancko wprawić ją w ruch.

Taki zestaw ułatwia późniejsze wczasowanie, obie matrioszki zostają w samochodzie (podobnie jak wózek i nosidełko), a do motelu idzie się tylko z małą walizką i cenniejszymi rzeczami w plecaku (aparat, iPad,itp). Jak się ktoś zastanawia po co dwie walizki, skoro pakujemy się do jednej to odpowiedzią jest sieć sklepów TJ-Maxx.

Co do zawartości naszego bagażu to sporo się zmieniła w stosunku do tego co braliśmy ze sobą w 2010roku, jedna rzecz to dużo krótszy wyjazd – ale nawet na rok nie wzięlibyśmy wielu z fantów jakie dzielnie dźwigaliśmy poprzednio (w sumie wiele doświadczonych osób nam to mówiło wówczas – ale chcieliśmy być mądrzejsi…)

DSCF1199-2

Co wyleciało?:

– gwizdki ratunkowe (przed czym miałyby ratować?)

– paski ze schowkami na kasę,

– zbrojony kewlarem, kuloodporny pasek, hiper wcinający się w szyję i skręcający swoimi stalowymi oplotami PacSafe (zastąpiony przez super wygodny Marumi – bez pięknych żółtych napisów – jak to ma w zwyczaju Nikon dawać)

– moskitiery (kto w ogóle wymyślił żeby je nosić ze sobą)

– wyczesane outdoorowe kapelusze w których wygląda się jak kretyński gringo,

– tajemne portfele i saszetki (no comments)

– siatka stalowa do zabezpieczania bagażu (nigdy więcej pakowania doń plecaka…)

– plecaków (o tym wyżej)

– obudowy podwodnej do aparatu kompaktowego jak i tego właśnie aparatu (zastąpiony przez GoPro z akcesoriami)

– lustrzanki z czterema obiektywami (choć tym razem jeszcze bierzemy bo nie wiemy czy BH dośle nam aparat na czas, a że dwa obiektywy już sprzedane to mamy bardzo użyteczny zakres 12-24 i 70-200, w sam raz na wczasy)

IMG_4813

– ręczników turystycznych  – szybko schnących, pięknych niemnących – bo nic nie zajmuje tak mało miejsca i nie schnie tak szybko oraz nie chłonie takich ilości wody jak pielucha tetrowa.

– 5kg lekarstw wszelkiego rodzaju, z których przydały się może ze 3gramy przez cały wyjazd uprzedni, a jedyne co schodziło to woda utleniona i plastry. Zastąpione przez niezbędne minimum i ubezpieczenie zawarte w kraju do którego jedziemy (podziękowania dla 8Stóp).

– nie bierzemy też komputera (zastąpiony przez iPada), kamery, statywu (tylko gorille)  i miliona ładowarek (zastąpione jedną kostką Apple) z gniazdem USB i kilkoma kabelkami (do iPada i iPhona jeden, do tego micro i mini usb, i autorskie rozwiązanie suunto).

IMG_4803

IMG_4804

 

Kiedyś może podsumujemy co w bagażu zostało…

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *