nic nie może wiecznie trwać

UTH_2203

nie, nie, nie, nie wracamy do domu… Znaczy jeszcze nie, po prostu przyszedł czas ruszyć się nieco dalej z naszej bazy w Moab. Jedynie słuszny kierunek na zachód spowodował  dodanie do listy kilku miejsc, które nie koniecznie są atrakcją wytłuszczoną w ukochanym LP…

Jednym słowem było od cholery piachu (także wpadającego w oczy razem z dość porywistym zefirkiem) i nieco mniej kilometrów do przejechania. Capitol Reef odpuściliśmy po drodze, bo wciąż pamiętaliśmy MCLS.

UTH_2229

UTH_2212

UTH_2204

 UTH_2221

UTH_2225

Jako cel obraliśmy sobie Grand Staircase Escalante, poza dziwnym kwieciem na pustyni, było parę ośnieżonych pagórków i walka o iPada w samochodzie. Jednym słowem wakacje z dziećmi.

UTH_2278

UTH_2263

Znaleźliśmy sobie nocleg w jakimś przybytku w Escalante (byłoby nadużyciem zastosowanie zwrotu “przyjemnym”), podobnej zresztą, jakości była jedyna knajpa (sądząc z frekwencji) w miejscowości. Dobrze, że mieliśmy trochę prowiantu…

Nie jest wielką tajemnicą, że nie jesteśmy fanami zbytnich upałów i wilgoci (stąd trudna, wciąż nieujawniona miłość do Azji PołudniowoWschodniej), środkowy zachód USA jest miejscem w jakim bardzo lubimy po pierwsze wilgotność (a raczej jej brak) i zmienność temperatur w rytmie dnia i nocy. Miło jest gdy po upalnym dniu (30+C) przychodzi rześki wieczór, chłodna noc i podobny poranek. Tyle pamiętaliśmy z poprzednich wizyt, tym razem – jako że podczas naszej wizyty była połowa kwietnia – upał nieco zelżał, a  “rześkość” i “chłód” poranka nabrały nieco innego znaczenia.

IMG_4061miejscowi farmerzy nie zrażają się tym i na bieżąco podlewają pastwiska…

UTH_2260

IMG_4064

Na liście “tudusów” … (ci co pracują w korporacji z rasowymi konsultantami wiedzą, że to pieszczotliwe określenie tego co trzeba koniecznie zrobić – inaczej mówiąc zadań, z których ktoś będzie was bezlitośnie rozliczał – z reguły przydzielanie takowych powoduje wbicie wzroku w podłogę i zmniejszenie wzrostu o 30-40%) …

…cholera za długie zdanie mi wyszło…

no więc na wspomnianej liście mieliśmy Cottonwood Canyon Road, Burr Trail Road, Buckskin Gulch, Paria River i parę innych haseł, był więc plan wytrzęsienia tyłków na części z nich szukanie szczęścia na kolejnych (The Wave) i zjedzenie lunchu w Capitol Reef – tyle że dostając się tutaj kuchennymi drzwiami (czyli jedną ze wspomnianych wyżej dróg) .

UTH_2299

UTH_2284

UTH_2297

UTH_2392

Był też sprytny plan udania się do któregoś z kanionów szczelinowych w okolicy, co udało się w okrojonym składzie,i udział w loterii po wejściówki do The Wave (tutaj standardowo wygrał zdrowy sen – co nie jest trudne gdy za oknem mróz)…

Do jednego z okolicznych kanionów pojechałem sam – tym samym załapałem się na złotą godzinę, a każdy fotograf podróżujący z dzieckiem wie – że chodzi o czas kiedy dziećmi zajmuje się ktoś inny. Dobrze, że wyposażony byłem w dżipiesy (pomogło wrócić) i że setki turystów było tego dnia przede mną tutaj bo udało się po śladach trafić do wejścia.

Zaczynał się kanion niewinnie, ot szczelina (dość szeroka) w skale i ścieżka wijąca się wgłąb. W miarę posuwania się dalej ściany pną się jakby wyżej, słońca coraz mniej, a my jakby grubsi. Optymistyczny marsz z plecakiem na barkach ustąpił, nieco wolniejszemu ciągnięciu dobytku za sobą, na koniec zaś postanowiłem porzucić balast w jednym z załomów skalnych i wcisnąć swe wątłe ciało dalej.

UTH_2307

po około 800metrach, zacząłem tracić wrodzoną pewność siebie i coraz częściej przypominałem sobie zasłyszaną gdzieś inforamcję, że kaniony te przy byle oberwaniu chmury potrafią zapełnić się w kilkanaście minut na wysokość 4 metrów. Pewnie wynikało to z tego, że parłem do przodu już dobre półgodziny więc powrót musiałby potrwać mniej więcej tyle samo. Piękno tego miejsca wciągało jednak głębiej i głębiej. W niektórych miejscach przekonałem się, że jak dobrze się postarać to się człowiek zegnie w najmniej spodziewanym miejscu i to w zakresie przy którym uczestnicy mam talent mieliby gwarantowane miejsce w finale. Z turystów idących w tą stronę byłem tylko ja, a i tych wracających nie było zbyt wielu co ułatwiało poruszanie się (konieczność znajdowania miejsca do mijanki). Jednym słowem nie jest to atrakcja przeznaczona dla typowych amerykanów.

UTH_2310

UTH_2313

Późna godzina i perspektywa spędzenia romantycznego wieczoru z wężami, skorpionami w wąskim kanionie, przy temperaturze -9stopni Celsjusza i oczekiwaniu na flash flood zaowocowało komendą do powrotu, co też zajęło dobrą godzinę i niedługo przed zachodem słońca udało się dotrzeć do wozu.

A tu zaczęło się 50 mil afrykańskiej tarki…

Po drodze zgubiłem kawałek plomby w zębie, a wóz klasy Premium dziwne betonowe uszczelnienie przy wydechu (ciekawe ile druciarstwa jeszcze znajdziemy w Leksie). Nie dość, że wytrzęsiony na tarce to jeszcze z coraz głośniejszym zespołem napędowym….

IMG_4178

… klima wciąż działa

5 Responses to nic nie może wiecznie trwać

  1. ola says:

    A to ciekawe, nas muszki masowo atakowały w Canyonlands i w Arches, w Capitol Reef nie było ani jednej. Może migrują na zachód?:)

  2. Anna says:

    Zdjęcia robią wrażenie.
    Pozdrawiam Suenosavida.blogspot.com/

  3. Hej! Piękne zdjęcia i Szkraby! 🙂 Zabieram się za czytanie.

  4. Domi says:

    Do takiego kanionu musimy się wybrać, dasz jakieś namiary?

    A my jeszcze nie dojechaliśmy do Utah, a właśnie klimatyzację zabiliśmy rajdem po Red Desert… Strach się bać co będzie dalej 😉

  5. Mariusz says:

    Domi szukajcie “Spooky Gulch aka Slot” jedna rada – strasznie zatłoczony w godzinach 11-17, warto wiec przyjechac dzien wczesniej i zrobic rekonesans, przespać się w okolicy (jest prowizoryczny kamping) i atakowac od rana. Calosc oczywista rzecz w Grand Stairs Escalante nieopodal Escalante. Parking jest na: Latitude: 37.4766439386 Longitude : -111.2204101961

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *