way back

IMG_4306

Widoki, na prawo, widoki na lewo, widoki na prawo, znów widoki na lewo, normalnie nudne się to robi. Na szczęście obraliśmy już kierunek powrotny, a nasza fantastyczna nawigacja (dla cierpliwych) starannie wytyczyła nam trasę przejazdu. W sumie zrobiła to w dość nieskomplikowany sposób dzięki czemu schemat dróg na dzień pierwszy i kawałek drugiego mieliśmy w jednym palcu.

IMG_4288

 

Po drodze zaliczyliśmy jednego trackdaya w szczerym polu

UTH_2756

rakieta

wizytę na Alei Waszyngtona

UTH_2770

poczytaliśmy ogłoszenia parafialne i popodziwialiśmy motoryzację amerykańską

UTH_2781 UTH_2782 UTH_2765

Trasa mimo swych niewątpliwych zalet w postaci łatwej do nauczenia listy manewrów, miała jedną subtelną wadę, brak było przy niej jakichkolwiek moteli, restauracji czy stacji paliw (przynajmniej przez pierwsze 320 mil). Jako, że zasięg naszego wozu klasy premium (klima chłodzi, wydech wyje coraz bardziej) to 400 mil, musieliśmy wrócić na międzystanową i tamtędy kontynuować podróż.

Te właśnie całodzienne przeloty są elementem, który doprowadza mnie do pasji podczas podróży z dzieciakami. Młodzież ma nisko umieszczony próg zniecierpliwienia i wolimy nie mierzyć się z nim częściej niż to naprawdę konieczne. Nie będziemy się jednak rozpisywać o cudzie podróżowania z dziećmi, macie/będziecie mieć swoje to znacie/poznacie to zjawisko z każdej możliwej strony.

Wracając jednak na międzystanową, opadające nad horyzont słońce i wskaźnik poziomu paliwa wymusiły rozejrzenie się za rest area. Dziwnym trafem niewiele takich znaków mijaliśmy, więc coraz bardziej zaniepokojeni przeszliśmy w bardziej asekuracyjny (czyt. ekonomiczny) tryb jazdy objawiający się jazdą z prędkością równą 95% dozwolonej prędkości, zamiast standardowo przyjętych 105%. Na tempo ubywania bezołowiowej to nie wpływa w naszym aucie, ale psychika wkłada wówczas różowe okulary. Nie osłabiło to czujności na tyle by zrezygnować z poszukiwań, wykorzystaliśmy więc pierwszą nadarzającą się okazję do znalezienia noclegu. Nieco podejrzane było, że znaki wskazywały motel o kilka mil od trasy co raczej standardem nie jest, za to nazwa (Midtown Motel) wskazywała czego możemy się spodziewać.

IMG_4306

Kiedy jednak dotarliśmy do centrum jakby opuszczonego miasteczka wyobraźnia zaczęła podpowiadać różne fajne scenariusze.

Przodowały te bazujące na horrorach klasy B, gdzie mieszkańcy miasteczka wespół z szeryfem wycinali w pień wszystkich przybyszów. Dobrze się przy tym bawiąc i wyprowadzając w pole całe stado agentów FBI/CIA/PZU/ABS w pole.

Brak obsługi w motelu dobrze się komponował z projekcjami w naszych głowach, co więcej ogłoszenie na drzwiach wejściowych tylko dodawało pikanterii całej sprawie.

IMG_0554

 

To dopiero uświadomiło mi, że mamy Wielką Sobotę czczoną pod różnymi szerokościami geograficznymi na różne sposoby. A co dopiero w kraju, gdzie związków wyznaniowych są tysiące. Nie jesteśmy strachliwi i wykonaliśmy telefon pod wskazany numer, akurat modły były żarliwe bo usłyszeliśmy tylko ciche “will call you back…” no i oddzwonił, ale już osobnik innej płci i z innego numeru telefonu.

Instrukcja mówiła, wejdźcie sami, pokój gdzie gra telewizor jest otwarty i czeka na was, standardowy druk meldunkowy i koperta na cash na stole, wypełnić i wsunąć pod drzwiami kantorka recepcjonisty.

IMG_0555

co by nie pisać, za trzydzieści dolców to ja w tym kraju nie spałem nawet w 2007 roku podczas pierwszej pielgrzymki do Ziemi Wuja Sama. A teraz mamy rok 2014, żal więc nie skorzystać. Jak to się mówiło w technikum, chwila strachu i po krzyku.

Pewnym minusem lokalu był brak bezprzewodowej sieci wifi (aby dać znać ewentualnym służbom ratunkowym gdzie nas można znaleźć), wysłaliśmy więc SMSa do znajomych z prośbą by sprawdzili rano czy wciąż jest z nami kontakt i udałem się na poszukiwania spożywczaka na mieście.

Niestety nie udało się to, za to znalazłem jeden bar bingo (zamknięty) dwa kościoły i jakąś ruderę, gdzie ekipa trash-metalowa piłowała jak Nergal za młodu (polecam książkę tego gościa – naprawdę niegłupi facet). To tylko podniosło morale, mogłem więc wrócić do naszego pokoju, uprzednio sprawdzając drogę ucieczki do samochodu. W tą szparę pomiędzy IceMakerem a ścianą mieściła się tylko walizka typu carry-on, taka full size musiała się wznieść i pokonać drogę do pokoju korytarzem powietrznym wytyczonym na wysokości 150cm.

Chyba nawet nie do końca załapaliśmy, że w TV na 50 kanałów 45 było telesprzedażą, kolejne 3 głosiły słowo boże ustami jakichś mniej lub bardziej stabilnych psychicznie kaznodziejów, a na ostatnich dwóch leciał Ben Hur i pierwsza powojenna ekranizacja “Przeminęło z wiatrem”.

Pół dnia kolejnego (czyli jednak przeżyliśmy), Marta opowiadała nam o losach Scarlet.

IMG_4315

IMG_4309

 

IMG_4310

ps.
tak to już jest, że Midtown Motel zostanie w głowie do końca, a pincet trzydziesty czwarty łuk skalny nie bardzo 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *