Tag Archives: alberta

Brat biźniak

Posiadanie bliźniaka na pewno niesie za sobą wiele korzyści (można na ten przykład zagarać wspólnie w „O dwóch takich co ukradli księżyc” albo być innym bratem Mroczkem czy jak mu tam). Szczęście jego posiadania nie ominęło także parku narodowego Jasper, od południa bowiem graniczy on z p.n.Banff.

Podział pewnie bardziej historyczny (Banff jest bodajże najstarszym kanadyjskim przybytkiem tego typu) niż geograficzny bo oba oferują bardzo podobne krajobrazy i przyrodę. Na dodatek łączy je Icefileds Parkway „najbardziej widokowa trasa na świecie” jak określają ją w przewodniku. Przyznać musimy, że tych „najbardziej na świecie” to już przejechaliśmy kilka i nam mocno spowszedniały. Cała trasa to ponad dwieście kilometrów – co niewątpliwie powoduje, iż jest ona jedną z nadłuższych tego typu atrakcji. Podróż normalnym tempem i zatrzymywanie się w co ciekawszych miejscach zajmuje około 6-8 godzin. My zmieściliśmy się w tym krótszym czasie ale tylko dlatego, że się „trochę” zepsuła pogoda.

Jest ponoć takie porzekadło (dotyczące obu parków): „Jeśli nie podoba Ci się pogoda jaką zastałeś poczekaj kwadrans”. Tak więc burza jak gwałtownie przyszła tak gwałtownie się skończyła, przy okazji zostawiając po sobie basen w miejscu parkingu w naszym hotelu:)

Oczywiście sama trasa to tylko jedna z atrakcji parku, pewnie dla części najważniejszym miejscem jest hotel Banff Spring Hotel lub Chateau Lake Louise, ten drugi moloch stoi nad jeziorem o podobnej nazwie.. Ponieważ średnio nas interesowała „czysta” noc w tym hotelu i to w pokoju bez widoku – bo też w tym z view za przysłowiowy milion dolarów kosztowała „czysta” ale na twarz (oczywiście bez śniadania – bo im lepszy hotel tym mniejsza szansa na śniadanie po tej stronie oceanu).

Niesamowite wrażenie robi turkusowy kolor wody w rzekach i zbiornikach wodnych*
Nie udało się nam znaleźć w internecie czym oni ją farbują – ale jak tylko się to uda to wrzucę info 😀

Nasza Alaska

Pisaliśmy już w podsumowaniu Alaski, że mimo iż pięknym jest miejscem to nie do końca pokryła się z naszymi oczekiwaniami =>zbudowanymi na podstawie opinii ludzi, którzy tam byli.

Nie będziemy wnikać w to czy mieli oni więcej szczęścia od nas, czy też po prostu kupę kasy i czasu żeby zdążyć ją wydać w trakcie czekania na ładny widok 🙂 A że zaciągnęliśmy języka u miejscowych to jak nam ktoś powie, „Alaska zimą to jest to” to mu podamy adres najbliższego szpitala psychiatrycznego gdzie takie zmiany osobowości się leczy – co prawda nie jest to tanie ale ponoć spory procent pacjentów z tego wychodzi.

Wracając do sedna sprawy czyli do „naszej Alaski”, założenie było takie 3 miesiące na USA i spróbujemy „testowo” coś zobaczyć w Kanadzie – aby mieć wskazówkę na przyszłość czy warto czy też nie. Ttego „testowo” wyszło nam nieco ponad tydzień – co wystarczyło raptem na zobaczenie BC i paru miejsc w Albercie. Jednym z nich był park narodowy Jasper.

Co tu dużo pisać właśnie tak sobie wyobrażaliśmy lato na Alasce 😀 Ciepło – ale nie gorąco, krystalicznie czyste powietrze, masa lodowców, ogromna ilość zieleni i zwierząt wszelkiej maści – w tym Dziki Komar Kanadyjski, którego ukąszenia na szczęście swędziały tylko dwa dni 😀

Na początku wypatrywaliśmy zwierząt z boku drogi – złaknieni takich widoków – jednak po przejechaniu raptem paru kilometrów daliśmy sobie spokój bo trzeba było tak uważać, żeby przez przypadek żadnego z nich nie potrącić na szosie 🙂