Tag Archives: red center

Królewski Kanion : WPZS => 1:0

To co nas zaskoczyło po widokach jakie oglądaliśmy z samolotu to to, że z bliska outback jest zielony, nawet bardzo zielony. Znaleźć tu można wszelkie odcienie tego koloru, od soczystej wiosennej po spaloną słońcem i przykrytą warstwą pomarańczowego kurzu.
Źródło tej soczystej poznaliśmy próbując pospacerować po Kings Canyon – gdzie parogodzinny deszcz uniemożliwił nam bliższe zapoznanie się z nim, a podatność okolicznych dróg na tzw. “flash flooding” zmuszając do powrotu do Ayers Rock.

The Olgas

Wszyscy o Uluru słyszeli, wszyscy o Uluru wiedzą, ale tuż obok jest coś równie pięknego, a to coś nazywa się Kata Tjuta. A że my mało wylewni to poprzestaniemy na tym…

Wunderbau

Hmmmmmmm – powiedział Sztefen do swojej Helgi
Das ist wundabau
Ja sztimt – wyszeptała z namaszczeniem jego wybranka serca
Iś niśt wiedziałem że das Skała jest taka hmmmmm
– wundabau – wyszeptał znów Sztefen

widzę tu nur cwaj waden – powiedział z wrodzoną manierą w głosie
– zu fil tych cholernych francuzów
co się dziwisz – zaskrzeczała Helga – nie mają do nas daleko

– tylko warum te brudasy w rozklekotanych kamperach muszą zawsze parkować koło nas?
– My przynajmniej codziennie korzystamy z toalety
ah Sztefen – jesteś taki mądry – pomysł z podjeżdżaniem na pola kampingowe już po godzinach urzędowania biura jest wyśmienity.
– kto by tam płacił tyle dolarów za noc
– zaśmiał się przebiegły potomek „wypędzonych”

Takie właśnie rozmowy dało się słyszeć o poranku przy Uluru. To tu właśnie osiem tysięcy niemieckich turystów wespół z dwoma tysiącami francuskich pseudo hippisów (rzeczywiście czystością nie grzeszyli – ale fakt pozostaje faktem, że na szyi fantazyjnie zawiązana apaszka była grana) dziwnie patrzyli na obywateli innych krajów, a zdziwieniem największej wagi obdarzali Australijczyków – no bo niby skąd oni tutaj?

znów

Przyznać muszę, że Fiji zmęczyło mnie swoimi urokami, nie to żeby im cokolwiek brakowało ale w myślach byłem już przy kolejnym celu naszej podróży.
Z biletu RTW wynikało, że teraz czas na jedną z największych skał na świecie. Mieniącą się kolorami ochry Uluru. Rzutem na taśmę załatwiony samochód i nocleg za zwalającą z nóg cenę w jedynym accommondation w okolicy Ayers Rock trochę zbiły nas z tropu (a właściwie naszą zdolność kredytową) – ale czego się nie robi dla realizacji ONCE IN THE LIFETIME – jak staramy się sobie wytłumaczyć te wydatki.  Dzięki przekupieniu trzyletniej obywatelki udało się zająć miejsce przy oknie i jeszcze z góry zobaczyć co „oni tam mają”.