już blisko

Rany ale ten czas leci,

tyle co planowaliśmy, szukaliśmy biletów, wskazówek, informacji, aż tu nagle uświadomiliśmy sobie, że zostały tylko 3 tygodnie do wylotu.

Czas zleciał w tak zastraszającym tempie (decyzja zapadła w kwietniu 2009), że zacząłem się zastanawiać czy planowana roczna podróż to nie za krótki okres czasu aby choć pobieżnie coś zobaczyć 😀 Niestety urlop bezpłatny mija w maju 2011 więc trzeba się będzie streszczać 🙂

Jak wspomniałem czasu zostało tyle co kot napłakał a my wciąż w proszku, lista rzeczy do zrobienia wciąż zajmuje pół drzwi do lodówki (niestety nie turystycznej) :/, na dodatek z hiszpańskim ja osobiście jestem w lesie. Na szczęście w języku migowym jestem dobry (zwłaszcza po %%%), a Renia znalazła takie cudo, tylko jak za pomocą takiego słownika błysnąć w towarzystwie ciętą ripostą ???? 😀

Renia dzielnie wydawała nasze oszczędności na lekcje hiszpańskiego więc zdam się na nią 🙂

Pewnie byłoby sporo łatwiej gdyby nie trzeba było myśleć o w miarę miękkim lądowaniu za rok (przynajmniej logistycznie bo mentalnie będzie ciężko => tani acz skuteczny psychoterapeuta za rok mile widziany  :D) .

Kiepsko wypadło wstępne pakowanie, nie wiem dlaczego kobiecie tak ciężko zrozumieć, że statyw jest podstawą takiego wyjazdu 😀 podobnie jak inne drobne szpeje, które na szczęście udało się sprytnie ukryć przed JEJ wścibskim wzrokiem 😀

Na dodatek te wszystkie wydarzenia ostatnich dni dość mocno odbierają entuzjazm przed-wyjazdowy.

Na wypadek gdyby ktoś doszedł do wniosku, że to ruskie są winne i trzeba im 1920 przypomnieć to lojalnie informuje, iż pierdziele stawianie się na jakiekolwiek mobilizacje czy inne pospolite ruszenia :D, my mamy WAKACJE!!!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *