Street life

To ostatni zaległy post z Meksyku – nie do końca wiem dlaczego się nie opublikował

Dotarliśmy tutaj w nocy 7 maja, ulica wyglądała na opustoszałą, kiedy jednak nastał dzień również i jej “luźny” charakter odszedł w zapomnienie.

Na ulicy kupisz wszystko, jedzenie, ubrania, płyty, wiertarkę, biżuterię, wycieczkę itd, do tego dochodzą sklepy, które przyciągają klientów ogromnymi głośnikami, których mocy nie wahają się użyć 😀

Skutek tego jest taki, że panuje tutaj ogromny hałas, do którego ciężko się przyzwyczaić (choć muszę przyznać, że dla mnie Mexico City jest naprawdę ciekawym miejscem – choć reszta wycieczki tej opinii nie podziela).

Pewnego dnia popołudniu zaczął padać dość intensywny deszcz, odetchnęliśmy z ulgą na myśl o chwili ciszy i spokoju – nic z tego już po 2 minutach było dwóch wyspecjalizowanych handlarzy peleryn i parasoli 😀


Generalnie jest to miasto, które albo się pokocha albo znienawidzi -praktycznie od razu, chyba ciężko znaleźć coś pośrodku. Na mnie zrobiło pozytywne wrażenie, mimo iż brudne (mniej więcej standard Bukaresztu), głośne i zatłoczone to ma w sobie to coś.
Klimat uliczek handlowych wcześnie rano, kiedy to sprzedawcy szorują wodą z płynem chodniki przed wejściem, inni otwierają dwudziestą piątą kłódkę (jeden miał taki pęk kluczy, że obawiałem się o jego przepuklinę). Nawoływania sprzedawców, zapachy z pospiesznie rozstawionych jadłodajni. Wymieszany tłum ludzi zarówno tych w garniturach jak i Indianek w strojach regionalnych.




2 Responses to Street life

  1. Krystyna says:

    jestem zaniepokojona….sprawdzaliście Marcie trzeźwość!????

  2. Mariusz says:

    Ponoć teraz się wcześniej zaczyna, więc musimy trzymać rękę na pulsie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *