Nareszcie :)

po kilku dniach spędzonych w aucie, bez zbyt wielu wyszukanych rozrywek 🙂 I konieczności wydania paru dolców w Best Buy na samochodowy odtwarzacz DVD oraz zestaw bajek na dłuuuugą drogę (Papaj rządzi), morale załogi spada. Zaczyna się dociekanie czy to cały czas tak będzie? Bo przecież tutaj nic nie ma!!! Sam już powoli zacząłem się zastanawiać czy to co widziałem tutaj parę lat temu rzeczywiście było takie “och” i “ach” jak mam zakodowane w podświadomości.

Dodatkowo zaczynaliśmy od Monument Valley, którego nigdy wcześniej nie widziałem więc nie byłem do końca pewien czy będzie wystarczająco wystarczające na to by reszta powiedziała – Warto było! Przewodniki krzyczą – “świetne”, “jedyne” ale my już znamy takie miejsca 🙁 Np. LA, które miało być takie odjazdowe a jest atrakcją na poziomie Koluszek (i chyba Koluszki mają więcej do zaoferowania).

Drugie pytanie co z Martą? Uwielbia wodę, fontanny, baseny – a tego się tutaj nie uświadczy, tylko piach, skały, skały, skały, piach, skały, skały, skały……

Nawet się rano wybrałem zobaczyć czy Monument jeszcze stoi czy go rozebrali i przenieśli w inne miejsce 🙂
Pomijając widoki to to co najbardziej zaskakuje to amplituda temperatur, w nocy temperatura spada do 10 stopni po to by o 14 była już w okolicy 35 kreski.




Po dojechaniu na miejsce uśmiech pojawił się na naszych twarzach, bo niby widok pamiętamy z wielu amerykańskich filmów ale bycie tutaj i poczucie ogromu otaczających nas okoliczności przyrody wywołuje automatycznie skurcze mięśni twarzy. Oczywiście co poniektórzy wyrażali swój podziw w sobie tylko właściwy sposób krzycząc “Łonderful”, “Asom” no i oczywiście: “Tejk łan mor pikczer!!!!”.
Marta zaraz zaproponowała, żeby się wdlapać na tą skałę, na szczęście szczeniak zwiedzający te tereny na tyle ją zaabsorbował, że odpuściła temat 😀

Przemieszczanie po parku odbywa się szutrową drogą, która nie wzbudzała naszego zaufania (Dodge to nie Subaru), ale widok sunących po niej Cadillaców spowodował, że ruszyliśmy w dół 🙂 Na drodze obowiązują ograniczenie prędkości, które i tak ustawione są pod kątem Hummera bo osobowym autem (a takich było 90%) nie dało się jechać szybciej niż “piątala”.



Widzieliśmy również jak kończą pickupy 🙂

A co do Marty? Można zbierać kwiatuszki, można rzucać kamyczkami, można grzebać w piasku, można oglądać kolonie mrówek – tak więc dziewczyna spisywała się na medal. Nareszcie mogła się wybiegać po trzech dniach w aucie.

One Response to Nareszcie :)

  1. Hubert says:

    “Tejk łan mor pikczer!!!!” 😀

    Zawsze dziwili mnie ci turyści, którzy oglądają świat przez czterocalowe monitorki w aparacikach fotograficznych.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *