Wielki Kanion – w pigułce

Jak już się tak nacieszyliśmy towarzystwem obywateli z poprzedniego wpisu to udaliśmy się do mniej uczęszczanego parku w okolicy Moab. Wybór padł na Canyonlands. Do miejsca tego  prowadzi fantastyczna trasa wśród przeróżnych formacji skalnych. Część z nas nieustanie próbowała oszacować prawdopodobieństwo zerwania się tych kamyczków i przysypania drogi. Nawigator “chlapał” w swojej krowie nic sobie nie robiąc z ewentualnych kataklizmów jakie mogły nas dotknąć na skutek wyników skomplikowanych obliczeń statystycznych.
Po dotarciu na miejsce upewniłem się, że kupiony w Arches “annual pass” rzeczywiście działa i że nie trzeba nic dopłacać 😀
Park rzeczywiście praktycznie pusty, a widoki jakie otaczają człowieka robią piorunujące wrażenie, tym bardziej, że turystów praktycznie nie ma, więc można sobie po-obcować z kamiorami w ciszy i spokoju.
Nawet przez chwilę mi brakowało tabunu japończyków, ale może to i dobrze bo pewnie zaraz by któryś spadł w niczym nie zabezpieczoną przepaść i byłaby afera międzynarodowa.



W ciekawy sposób są w parkach (dotychczas odwiedzonych) rozwiązane oznakowania szlaków, po prostu poustawiane są na sobie kamienie wskazując kierunek. Zastanawialiśmy się przez chwilę czy by kogoś w błąd nie wprowadzić ale wrodzone lenistwo oraz obawa przed spoceniem odwiodła nas od tego pomysłu. Zresztą część tych znaków chyba ustawiona była ciężkim sprzętem bo strasznie wielgachne były. Biorąc i ten czynnik pod uwagę powróciliśmy do kontemplowania landszafcików i trening w naciskaniu migawki w aparacie (jakby się trzeba było z jakimś Majkelem zmierzyć).

Jak widać na poniższym obrazku ożenek z tą kobitką był niezłą inwestycją bo ma niezłe widoki.


ps.
Hubert czyż nie piękny T-shirt włożyłem na okoliczność zwiedzania tego parku? 😀

2 Responses to Wielki Kanion – w pigułce

  1. Hubert says:

    Piękny, czy nie piękny—to już sprawa gustu. Ja się pytam, czy echo poprawnie odgrywało kantry mjuzik?

    BTW, świetne zdjęcia. Jak zawsze.

  2. Mariusz says:

    Taki byłem zaaferowany pysznieniem się w koszulce z Nashville, że zapomniałem wydać odgłos paszczą w kierunku dziury. Dzisiaj powinniśmy to nadrobić bo jedziemy na North Rim.

    a zdjęcia to jak zawsze – poszperało się w sieci 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *