Majkele w Zion

Zion to taki park do góry nogami – to po czym się chodzi jest zimne jak górski strumyk, zadziera się głowę do góry a nie na dół żeby coś zobaczyć no i nie można robić zdjęć z własnego samochodu – czyli lipa 😀 Na dodatek pogoda się popsuła i było mocno ponad 30 stopni – wcześniejsze miejsca trochę nas rozpieszczały – temperaturami polskiego lata w górach. Na szczęście organizm działał jak pompa ciepła – pompując zimną krew z nóg do góry i dało się przetrwać.

Po parku porusza się parkowymi busami – oczywiście wszystko za free (a raczej w cenie rocznego biletu na wszystkie parki), co zwalnia z konieczności kombinowania z parkowaniem samochodu. W miesiącach listopad-kwiecień można się poruszać po parku własnym autem.

No więc jedziemy sobie zadowoleni z siebie środkiem komunikacji publicznej i nagle na jednym z przystanków widzę pięciu Majkelów Dżeksonów w swoich nieśmiertelnych kapeluszach, maskach no i oczywiście rękawiczkach (kolorystycznie trochę nie konweniowały z całokształtem – już by się jakiś Jacykow na nich wyżywał, że za mało Majkela w Majkelu). Oczywiście wyposażeni w lustrzanki Nikona, które tylko na moment odsunęli od oczu – coby nie wyrżnąć na schodach w busie. Usadowili się naprzeciw wesoło gaworząc po ichniejszemu co rusz waląc zdjęcia każdemu drzewku za oknem i skałom jakie były widoczne. Skała zwana Pielgrzymami została zaszczycona jakimiś 89 zdjęciami (na głowę) i to mimo że zanim wsiedli do busa to mieli fantastyczne miejsce do jej fotografowania i nie trzęsło jak w parkowozie, no i można to było robić z pod drzewa dającego miły cień a nie prosto w słońce – ale ja się tam na tym nie znam, pewnie tak jest lepiej – w końcu oni robią 20x więcej zdjęć.
Jak już się znudziła skała to Citizens of Sake Country zaczęli się interesować Martą. Generalnie nie mamy nic przeciwko jak ktoś ją zaczepia, uśmiecha się i zagaduje. Ale oni mieli inną metodę, aparaty do oka i walą zdjęcia jak opętani – kurna – myślę sobie – może jakiś skurcz mięśni dłoni ale żeby tak wszyscy na raz? Rzucam im co rusz spojrzenie z typu tych co nawet kamikaze narobiłby w pieluchę – ale oni nic (właściwie to chyba Majkele były płci pięknej więc one – ale ponieważ maski dość mocno ich/je zasłaniały to trudno powiedzieć czy naprawdę tak było). Nawet Marta zaczęła się czuć nieswojo bo cyrk trwał już z pięć minut i nic wskazywało na to żeby miał się wkrótce zakończyć. Na ratunek przyszła gazetka parkowa, która choć niewielka na chwilę nas zasłoniła (prośba do zarządu parków narodowych o drukowanie gazetek w formacie Trybuny Ludu).
Na chwilę przerzucili się na fotografowanie innych osób w autobusie (!!!) ale wystarczyło na chwilę opuścić gazetkę w dół i od nowa się zaczynało. Byli szybcy jak rewolwerowcy dwa wieki temu w tych okolicach. Na szczęście najstarszy Majkel zarządził wysiadkę (chyba skończyło się miejsce na kartach) na przystanek przed nami więc mogły nam ręce trochę odpocząć 😀
Ja rozumiem, że są różnice kulturowe – ale myślałem, że trzeba się dostosować do reguł panujących w kraju do którego się przyjeżdża a nie przywozi takich dzikich obyczajów ze sobą. Oczywiście my też robimy zdjęcia ludziom ale staramy się to robić za ich przyzwoleniem i nie waląc 3 klatek na sekundę z odległości jednego metra.


Warto dodać, że do parku prowadzą dwie drogi jedna od południowego zachodu, druga od wschodu. Ta druga jest absolutnie niesamowita widokowo, tyle że otwarta jest jedynie parę godzin dziennie ze względu na prace remontowe. Tak więc trzeba na nią wjechać przed 9-tą rano tudzież po 16-tej. Inaczej trzeba nadkładać jakieś 100 mil aby dotrzeć do parku od strony wschodniej. Nam w sumie te sto mil już nie zrobiło różnicy 😀 Godzina snu dłużej jest bezcenna – w końcu to wakacje 😀 Jakby ktoś jechał to radzę nawet nie stawać w Hollywood Utah jak szumnie zwie się Kanab. Wiele “NIC” już w życiu widziałem – ale to bije je wszystkie na głowę.

Za to droga właściwa prowadzi między innymi przez (swego czasu) najdłuższy tunel w Ameryce w którym jedynym doświetleniem są okna w skale.

a ponieważ droga mało uczęszczana to ilość zwierząt przy drodze zaskakuje

nie mogło też zabraknąć absolutnie przecudnych kolibrów przy specjalnie przygotowanych dla nich poidłach:

One Response to Majkele w Zion

  1. […] byli i zeszli dopiero jak zrobili się całkiem fioletowi. Była też ekipa moich ulubieńców z Zion tym razem polujących na grubego zwierza – czyli wieloryby – uzbrojeni w sprzęt […]

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *