Pięćdziesiąty

Zanim dotarliśmy do tego pięćdziesięcioletniego, pięćdziesiątego stanu Stanów 🙂 był Redwoods (poniżej), gdzie drzewa najwyższe na świecie, a człowiek przy nich jak mrówka. Tuż przed i po chyba najlepsza trasa jaką można zrobić STI 😀 czyli kawałek stojedynki przed wjazdem do parku i 199 w kierunku I5. Obie moim zdaniem nakrywają czapką Hajłej 1 – co prawda nie koniecznie poprowadzone są nad brzegiem Pacyfiku – ale mają coś w sobie. No i najważniejsze nie ma na nich Mustangów :D.


oraz Seattle i to miasto zasługuje na osobny wpis – ale to po naszym powrocie.
Jak zwykle nasza podróż nie mogła być “zwykła” czyli wstajemy, jedziemy na lotnisko, lecimy i lądujemy… Jak już się wyspaliśmy do trzeciej i zapakowaliśmy do hotelowego busa to obskoczyliśmy stacje paliw w okolicy – bo Hindus zapomniał nalać do shuttle – na lotnisku zdarli z nas kolejne 15 dolków  za bagaż (o dziwo tylko za walizkę bo fotelik i nosidełko poleciały za free), to mogliśmy rozsiąść się w fotelach naszego samolotu Alaskan Airlines. Normą jest podczas lotu po stanach, że na pokładzie jedyne co serwują (mowa o klasie ekonomicznej :D) to cola z lodem i precle o smaku cytrynowym lub cynamonowym (fuj), tak więc trzeba najeść się przed wylotem. My na szczęście wiedzę tą posiedliśmy już wcześniej i mieliśmy kanapki 😀 Niestety ciężko tutaj kupić swojską kiełbasę, więc nie było czym drażnić sąsiadów 🙂
Widok z okna samolotu nad Anchorage nazwać można “obiecującym” 😀


Tuż po wylądowaniu przejąłem naszą tajną broń w podróżowaniu po tym ogromnym stanie. Auto doskonale znane z naszych polskich dróg – tyle że tutaj występujące w wersji sedan 🙂

Specjalnie pod kątem tego auta musieliśmy się dość mocno przeorganizować bo to co się mieściło w bagażniku Chargera lub Fusiona wymagałoby minimum dwóch takich japońskich “cacuszek”. Myślę, że Alamo jest w zmowie z Majkelami i za nasze wcześniejsze komentarze pod ich adresem pokarał nas tym wozem 😀
No cóż na Alasce się nie wybiera tylko bierze co jest (jeśli liczy się swoje pieniądze) bo to najdroższy stan Ameryki. Podobnie jest z noclegami – na szczęście po naszym pobycie w Meksyku nie mamy już praktycznie żadnych wymagań pod kątem noclegu :D.
Wracając do naszego mega wyczesanego wozu to jest to wersja znana również w Polsce – często wybierana przez duże korporacje dla swoich pracowników – czyli Ascetic 🙂
Najbardziej zaawansowany elektronicznie urządzeniem w tym wozie (poza radiem i licznikiem przebiegu) był jeszcze wczoraj pozostawiony tam przez nieuwagę telefon Nokia 6310i z początku XXI wieku. Pisze był, bo dzisiaj go przyniosłem :D. Ma to wszystko kilka ważnych zalet – przede wszystkim nie ma się co popsuć, bo i szyby na korbkę, i lusterka na patyk, a brak centralnego zamka świetnie trenuje pamięć i gibkość rąk (magiczne “knefle” przy klamkach do odblokowywania zamków). Za to zabójcza pojemność 1,5litra jak na razie daje radę i nie jeździ się (pod kątem dynamiki) gorzej od Fusiona (o litr więcej). Do naszego pierwszego wozu (który najczęściej wspomina Marta =>zna się na rzeczy) nie ma oczywiście porównania – ale tam było jeszcze o litr więcej 😀
Przy wypożyczaniu samochodu pani w okienku ze śmiertelnie poważną miną uświadamiała mi, że absolutnie nie wolno jeździć autem z wypożyczalni po drogach szutrowych, no i posłuchałem ją…. pierwszego dnia 🙂

Na drogach głównie pickupy i 4×4 – co raczej zrozumiałe ze względu na panujące tu warunki (nawet teraz temperatura nie przekracza 20 stopni i pada kilka razy dziennie). Paliwo droższe niż w Kaliforni 🙁 na szczęście naszą odpowiedzią jest wspomniana już “zemsta Majkela”
Ponieważ dość wcześnie zaczęliśmy nasz dzień to i dopadło nas zmęczenie wczesnym popołudniem, po przebudzeniu zebraliśmy się na zakupy i jakąś wczesną kolację.
W momencie gdy przynieśli nam jedzenie, od niechcenia, spojrzeliśmy na zegarek i …. 22.15…  na dworze dzień w pełni, a my zaczynamy kolację. Sprawdziliśmy w motelu, że zachód, owszem ma być – ale dopiero o 00.30 🙂 Poniżej zdjęcie zrobione o północy z naszego pokoju – generalnie i tak już dość ciemno było bo burzowe chmury zasnuły niebo 🙂 Spokojnie można było czytać gazetę 🙂

Dzięki o Panie za zasłony nie przepuszczające światła 🙂

2 Responses to Pięćdziesiąty

  1. magda says:

    Alaska mniam mniam. Piszcie duzo i czesto!!!

  2. Mariusz says:

    Generalnie można powiedzieć, że latem pogoda jest w kratkę albo jest pochmurno i kropi albo leje 😀

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *