Seward Hgw

Na Alasce już tak jest, że co ważniejsze drogi mają swoje nazwy, które to funkcjonują równolegle do ich numerów. Oczywiście odpowiednia nazwa jest kojarzona z miejscami, do których prowadzi, ewentualnie z jakąś historyczną osobistością. Dodatkowo każda z nich w różnym stopniu cieszy się powodzeniem wśród turystów – ponieważ każda ma inny stopień “kultowości”. Wg tego kryterium najwyżej stoi Dalton Hgw – głównie ze względu na jej odległość od cywilizacji i nawierzchnię (głównie szutrową 🙁 ), zdecydowanie słabiej ze względu na swoją banalną dostępność (zaczyna się w Anchorage i biegnie na południe płw Kenai) wypada Seward Hajłej. Rekompensują to ponoć niezłe widoki :). Ponieważ świat nie składa się tylko z “pomyleńców” chcących zaliczyć to co najbardziej kultowe i odległe – najlepiej w saniach zaprzęgniętych w niedźwiedzie polarne – ale także z pozostałych “szaraczków” – zwracających uwagę przede wszystkim na tak przyziemne aspekty podróżowania jak ilość stacji benzynowych to i najbardziej obleganą jest Seward Hajłej. Nazwano ją tak na cześć kolesia, który razem z zespołem odpowiednio trunkowych negocjatorów pochodzenia polskiego (jeden miał na imię Włodek :D) był zakupił te ziemie od przyjaciół Moskali.

Jako, że początkowo miano go za wariata, to aby oddać mu honory nazwano jego imieniem tą drogę i parę innych rzeczy na Alasce.

Ponieważ Alaska może się poszczycić tym, że latem jest pogoda w kratkę (jednego dnia pochmurno i kropi, kolejnego leje) to tuż po przejechaniu kilkudziesięciu mil z Anchorage słońce się schowało.
Tyle co udało się nam uwiecznić  grupke moczykijów skłonnych wydać 100+ dolarów* na taką przyjemność, której ja nigdy nie zrozumiem.

*Dokładnej ceny nie znam, ale na Alasce przysłowiowe NIC kosztuje pięć dych – więc taka łódka jest na pewno więcej warta 🙂 – dla wątpiących – woda ma taki właśnie kolor:

W dalszej trasie zdjęć już nie robiliśmy bo obudowa do zdjęć podwodnych została w Seattle 😀
Kolejnego dnia udaliśmy się do miejscowości o wymownej nazwie Homer. Nie mogło tam przecież zabraknąć takich artystów jak my…

To co nas uderzyło to stopień zahartowania miejscowych – temperatura oscylowała w okolicach 10 stopni C a w porcie przy zacinającym drobnym deszczyku praca wrzała:

w porcie aż się roiło od wozów pamiętających prezydenturę Lincolna :), przynajmniej od razu widać jakie marki się trzymają najlepiej mimo upływu lat.

To co zaskakuje na południu stanu (zwłaszcza okolice Anchorage i Kenai) to spora ilość rzeczy “wyeksploatowanych” – porzuconych w najdziwniejszych miejscach. Trochę to dziwi kogoś, kto wyobrażał sobie, że to raj na ziemi nieskażony rękami ludzkimi.

Następnego dnia niespodziewanie wyszło słońce więc udaliśmy się do Seward zobaczyć czy ta droga rzeczywiście taka ciekawa widokowo…


i czy samo miasto warte jest odwiedzenia

One Response to Seward Hgw

  1. Hubert says:

    To ja odpowiadam na postawione pytanie: Tak!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *