miasto na S.


Gromadząc informacje na temat różnych miejsc w stanach często spotykaliśmy się z opinią, że Seattle “to jest to” – tudzież “tam ciągle leje”. O ile drugiej z nich nie możemy potwierdzić bo spędziliśmy tam w sumie 5 dni i pogoda była rewelacyjna, to pierwszą jak najbardziej. Pewnie na kimś kto przyjedzie tutaj prosto z Europy nie zrobi ono wrażenia – ale dla nas po dwóch miesiącach oglądania różnych miast i miasteczek tej “ziemi obiecanej” zrobiło nie mniejsze wrażenie niż San Francisco. Oczywiście są to kompletnie różne twory ale oba mają bardzo fajny klimat, dzięki któremu bliżej im do Starego Świata niż do swojego rodzimego kraju.

Tak więc po kolei – miasto jest kapitalnie położone nad zatoką, co więcej Downtown swoimi stromiznami niewiele ustępuje tym z SF, samo centrum znajduje się tuż nad nadbrzeżem, serwując z okien drapaczy chmur kapitalne widoki. Kolejna istotna rzecz to to, że samo centrum jest na tyle “kompaktowe”, że daje się rade zrobić je z przysłowiowego “buta”. Jakby tego było mało to mamy tutaj około tysiąca kawiarni na km kwadratowy – i co gorsze 🙂 w żadnej z odwiedzonych nie podawali typowej amerykańskiej lury w kolorze brązowym – tylko PRAWDZIWĄ KAWĘ, której bliżej było do tej znanej z włoskich knajpek (znaczy tych we Włoszech :D) . W końcu to właśnie stąd wywodzi się Starbucks – mający około 50% wszystkich kawiarni w mieście i dyktujący ceny 🙂 Ciesząc się więc z możliwości spożycia ciężko się było opamiętać, no i zasnąć wieczorem 🙂

Oczywiście to co powyżej nie koniecznie musi zadowolić odwiedzającego/mieszkańca więc aby zapobiec głosom niezadowolenia na horyzoncie majaczy sobie szczyt Mt Rainer – niby nic ale jednak fajnie zasłania okolice, dodatkowo świetnie wygląda o zachodzie słońca – przybierając kolor pomarańczowy – myślę, że w jego efektownym podświetleniu maczali palce pracodawcy w okolicznych biurowcach – im dłużej siedzisz “na zakładzie” tym fajniejszy masz widok 😀

Ewentualnych malkontentów można wysłać do Seattle Centre gdzie też ciężko się nudzić. Sami spędziliśmy tam cały dzień (przez połowę próbując przekonać “dziedziczkę”, że już wychodzimy z “The Childrens Museum”). Pobyt w tymże przybytku z dzieckiem jest kapitalnym pretekstem, żeby samemu się świetnie bawić – ale do tego wrócimy później.

Aby jednak te wszystkie plusy nie przysłoniły minusów – warto dodać, że centrum jest drogie (parkingi po 8 dolków za 2godziny, hotele za jakieś kosmiczne pieniądze – w SF bez problemu znaleźliśmy w samym centrum za grubo poniżej $100 za noc i to z parkingiem – tutaj nierealne),  no i plaże reklamowane jako konkurencja dla kalifornijskich  – cóż chyba nawet folderu z plażami np. Santa Monica (w sumie kiepskimi) nie widział ten co takie hasło dla nich wymyślił – jedyne co to widok na miasto jest z nich niczego sobie.

Nie można też zapomnieć o tym, że to właśnie stąd wywodzi się coś takiego jak “grunge” (Soundgarden, Nirvana, Alice in Chains, Pearl Jam) – jest też kilka stacji radiowych, które non stop puszczają “właściwą” muzykę :D.

Mają tu jeszcze pewien koncern, który zmonopolizował świat oprogramowania na świecie i jednego z największych producentów samolotów – jednym słowem dzieje się wiele.

Osobiście zazdrościmy tym, którzy tu mieszkają i tym, którzy już niedługo mieszkać tu będą 🙂







8 Responses to miasto na S.

  1. Michael says:

    Fajny tekst i fajne fotki 🙂 Miasto faktycznie malowniczo położone. Czekam na kolejną relację!

    Pozdr,
    M.

  2. Mariusz says:

    już się bałem, że się obraziłeś za moich Majkelów 😀

  3. magda says:

    Ten ośnieżony szczyt w tle wygląda bosko!

  4. monika.wrc@gmail.com says:

    ejjJ a gdzie foty z “dziecinnego muzeum”? dawac no tu 🙂
    wasz blog dodaje usmiechu na twarzy i podnosi tem. otoczenia..aktualnie w D’dorfie 16..trzy dni temu w Calpe-42..
    pzdr dla calej ekipy WPZS 🙂

  5. Mariusz says:

    Monika z tych dwóch to ja już wolę 16 stopni :), wracasz do Polszy?

  6. Wiola says:

    Ciekawy tekst 🙂 PIĘKNIE jest w Seattle… mmmm…..

  7. Joanna Vargas says:

    Przeczytalam i bardzo sie ucieszylam. Zwlaszcza z tego ostatniego zdania 🙂

  8. andi says:

    Miasto jest fajne, nie wspomniales o naprawde ciekawej
    architekturze, chocby biblioteka w centrum, czy muzeum
    nauki w ktorym maczal palce Frank Gehry.
    Warto (bylo) zwiedzic fabryke Boeing’a, mozna zobaczyc
    na wlasne oczy 787 (tak, on istnieje :))
    Problemem dla mnie sa spore ilosci dziwnych typow
    w centrum wlasnie z powodu tej kompaktowosci.
    I nie chodzi mi o homeless guys, ale raczej naprawde dziwnych…
    Najlepsza kawa jest w takim miejscu naprzeciwko
    drzwi wejsciowych do REI. Jak we Wloszech, maluja
    fajne ksztalty na latte 🙂
    Najfajniejszy aktualnie hotel to nowy dosc Four Seasons,
    choc W jest tez calkiem OK…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *