Brat biźniak

Posiadanie bliźniaka na pewno niesie za sobą wiele korzyści (można na ten przykład zagarać wspólnie w „O dwóch takich co ukradli księżyc” albo być innym bratem Mroczkem czy jak mu tam). Szczęście jego posiadania nie ominęło także parku narodowego Jasper, od południa bowiem graniczy on z p.n.Banff.

Podział pewnie bardziej historyczny (Banff jest bodajże najstarszym kanadyjskim przybytkiem tego typu) niż geograficzny bo oba oferują bardzo podobne krajobrazy i przyrodę. Na dodatek łączy je Icefileds Parkway „najbardziej widokowa trasa na świecie” jak określają ją w przewodniku. Przyznać musimy, że tych „najbardziej na świecie” to już przejechaliśmy kilka i nam mocno spowszedniały. Cała trasa to ponad dwieście kilometrów – co niewątpliwie powoduje, iż jest ona jedną z nadłuższych tego typu atrakcji. Podróż normalnym tempem i zatrzymywanie się w co ciekawszych miejscach zajmuje około 6-8 godzin. My zmieściliśmy się w tym krótszym czasie ale tylko dlatego, że się „trochę” zepsuła pogoda.

Jest ponoć takie porzekadło (dotyczące obu parków): „Jeśli nie podoba Ci się pogoda jaką zastałeś poczekaj kwadrans”. Tak więc burza jak gwałtownie przyszła tak gwałtownie się skończyła, przy okazji zostawiając po sobie basen w miejscu parkingu w naszym hotelu:)

Oczywiście sama trasa to tylko jedna z atrakcji parku, pewnie dla części najważniejszym miejscem jest hotel Banff Spring Hotel lub Chateau Lake Louise, ten drugi moloch stoi nad jeziorem o podobnej nazwie.. Ponieważ średnio nas interesowała „czysta” noc w tym hotelu i to w pokoju bez widoku – bo też w tym z view za przysłowiowy milion dolarów kosztowała „czysta” ale na twarz (oczywiście bez śniadania – bo im lepszy hotel tym mniejsza szansa na śniadanie po tej stronie oceanu).

Niesamowite wrażenie robi turkusowy kolor wody w rzekach i zbiornikach wodnych*
Nie udało się nam znaleźć w internecie czym oni ją farbują – ale jak tylko się to uda to wrzucę info 😀





* nazwa koloru dobrana losowa gdyż jak każdy mężczyzna znam tylko 5 podstawowych barw + róż majtkowy….

6 Responses to Brat biźniak

  1. Syn says:

    Jabar, co raz (czy coraz?) bardziej zazdroszcze Wam tej wycieczki! 🙂

  2. andi says:

    udal ci sie ten smyk, caly czas usmiech od ucha do ucha.
    Gratuluje 🙂
    Jesli moge cos radzic, nie jedz do Calgary, lecz od razu
    w dol do Glacier NP. Nie bedziesz zalowal 😉

  3. Mariusz says:

    tak właśnie jechaliśmy 🙂 blog ma lekki poślizg

  4. Hubert says:

    Stawiam na złoża niklu lub kobaltu.

  5. andi says:

    ok, wiec teraz pewnie juz jestes w yellowstone 🙂
    czekam na relacje. gdy bedziesz nizej w grand teton,
    koniecznie zahacz o taka boczna droge miedzy
    teton village (czyli jackson hole) a glowna droga 390.
    prowadzi ona przez las, gdzie masz murowane
    spotkania twarza w twarz z losiami. w ogole w teton
    village fajnie jest sie zatrzymac, duzo niezlych hoteli
    i restauracji, kolejka gorska wjezdza tam wysoko w gory.

  6. Mariusz says:

    no Yellowstone też już za nami, obecnie w NY – niestety na Grand Teton brakło czasu, pora się powoli pakować i zmieniać kontynent.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *