Prawie Wild West

Jadąc na spotkanie przedstawiciela imperialistycznego mocarstwa (czyt. amerykańskiego pogranicznika) mijaliśmy po drodze całkiem spore młyńskie koło, które już dawno zmieniło przeznaczenie będąc teraz magnesem. No a magnes jak to magnes od razu przyciągnął osobnika wyczulonego na takie atrakcje – czyli DT.
Po zajechaniu na miejsce okazało się, że mamy do czynienia z czymś na kształt skansenu demonstrującego wygląd pionierskiego miasteczka.
Jeszcze w Polsce nie przepadałem za atrakcjami tego typu, jakoś nigdy klimaty starych łowickich czy góralskich chałup mnie nie interesowały, tutaj jednak było inaczej. Pewnie wynika to z młodzieńczego zamiłowania do prozy Karola Maya czy filmów typu „3.10 do Jumy”. Tak czy inaczej niesamowite jest znaleźć się w takim miejscu gdzie wszystko jest odtworzone z ogromną pieczołowitością, co więcej część ekspozycji była żywa – np. warsztaty kowala i hydraulików, szkoła, piekarnia itd. Cóż, miała być atrakcja dla Marty a okazało się, że to atrakcja dla mnie – choć wszyscy się dobrze bawiliśmy wałęsając się po miasteczku pionierów.
Zabrakło mi w tym miejscu dwóch przybytków: prawdziwego biura szeryfa z kilkoma celami (co prawda była tego namiastka w Goverment Office) oraz klimatycznego saloonu z „pięterkiem”. Cóż pewnie takie rzeczy to tylko w filmach….







Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *