FWP Biała Ryba

Radość ogromna jakiej dostąpiliśmy po przekroczeniu granicy kanadyjsko-amerykańskiej (zapomnieliśmy o czymś przy wyjeździe – taka mała biała karteczka, stemplowana przez immigration officera przy wjeździe – ponoć jak się jej nie odda przekraczając granicę to już nie wpuszczą) ustąpiła niestety sporemu zdziwieniu gdy rozpoczęliśmy poszukiwania noclegu w jednej z miejscowości (wydawać się może) położonej w rozsądnej odległości od bram parku (na tyle rozsądnej żeby zostało w kieszeni na obiad 🙂 )

Dostępność miejsc była znikoma, a ceny okazywały się na tyle zaporowe, że zaczęliśmy szukać w coraz bardziej podejrzanych miejscach. Jednym z nich okazał się wręcz niesamowity pod względem klimatu obiekt wypoczynkowy. Już oglądając go z zewnątrz nasze skojarzenia powędrowały w lata 80te, kiedy to dzięki obywatelskiej postawie rodziców w służbie budowy Państwa Socjalistycznego mieliśmy szansę bywać nad naszym pięknym Bałtykiem. Były to czasy gdy na wybrzeżu królowały kwatery prywatne, pola namiotowe oraz sieć ekskluzywnych ośrodków Funduszu Wczasów Pracowniczych ponadto lato było latem – ale tego nie będziemy pisać aby nie drażnić rodaków. W czasach tych zamierzchłych pomieszkiwało się na terenie ośrodka w tak zwanych domkach kempingowych – obecnie należałoby użyć określenia „bungalow” (sama nazwa powoduje wzrost ceny o 20%). Tak więc szczęśliwi z posiadania miejscówki w domku kempingowym jak żywo przypominającym te z Rewala wkroczyliśmy na salony…

Ucieszyliśmy się, iż nie doliczono nam dodatku za pomieszkiwanie w tak fantastycznym „historic place”, który na dodatek ostatni większy „serwis” sprzątający widział pod koniec lat osiemdziesiątych. Miał to taką zaletę, że nie dawało szansy osobom postronnym na dostrzeżenie co w środku się dzieje.
Nie mniejsza niespodzianka czekała na nas pod prysznicem gdzie nie jeden archeolog mógłby prace doktorską napisać studiując tylko i wyłącznie warstwy farb schodzące z lamperii. Na okrasę był także stylowy prysznic połączony misterną siecią rurek z sercem całego układu. A że serce nie młode to i arytmia spora powodowała dużą zmienność temperatury wody, a sam osobnik zażywający kąpieli miał świetną rozgrzewkę przed np. mistrzostwami świata w gimnastyce artystycznej – sam nie byłem świadom jak szybko i jak bardzo mogę się zgiąć uciekając przed strumieniem wrzątku.

W różnych miejscach bywaliśmy ale to było kiepsko wydane 100 (sto) dolarów 🙁



Nawet nie wiecie z jak wielkim żalem przyszło nam opuścić to miejsce. Jednak obietnica zwiedzenia PN Glacier była wystarczającą zachętą do udania się w podróż.
Niestety sam park (zapewne piękny) okazał się mega niewypałem i tak naprawdę stratą czasu, a to za sprawą gigantycznych korków spowodowanych remontami (ruch wahadłowy z częstotliwością zmiany kierunku 20 minut) i to kilka razy. Na parkingach przy szlakach postawione dziesiątki maszyn budowlanych ograniczały ilość miejsc parkingowych do minimum tak więc wyjście na szlak również było niemożliwe. Być może wrócimy tu jeszcze kiedyś by zobaczyć piękno Going To The Sun jak nazwali Amerykanie tą trasę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *