Jeden z miliona

takim właśnie ułamkiem wszystkich odwiedzających Yellowstone była nasza wesoła kompania. Nie wróżyło to dobrze dla naszej wycieczki po doświadczeniach z Glacier…

Nie mogło nas jednak zabraknąć w najstarszym parku narodowym Stanów, na dodatek uwiecznionego w „2012” jako miejsce gdzie się zaczyna duże „coś”. Podekscytowani dojechaliśmy do wjazdu i trochę obraz całoci zburzyła odpowiedź rangera na bramce pytanego czy jest dzisiaj w parku Miś Yogi, że on nie wie kto to i żeby może zapytać przy Old Faithful 😀

Na pewno nie można powiedzieć, że pachnie tu jak w Kanadzie 🙂 Zapach siarki i innych bulgoczących substancji roznosi się po okolicy. Za to księżycowe widoki temu towarzyszące warte są każdej ceny 🙂







Park ten słynie również ze sporej ilości Wielkich Biegających Steków aka Bizon. I my się nie zawiedliśmy bowiem ich ilość jest naprawdę duża. Tętent kopyt i chmura kurzu jakie temu towarzyszą również robią ogromne wrażenie. Przesympatyczny ten zwierz wyznaje zasade „zawsze jak szedłem do biegłem”, a że obca mu jest zasada ograniczonego zaufania to przelatuje przez jezdnie w dowolnie wybranym przez siebie miejscu nie bacząc na nic. A że takie przebieżki urządzają sobie z reguły w większych grupach to bywa ciekawie na drodze i niejednemu kierowcy pampers wypełnił się po brzegi gdy ten próbował uciec z trasy przelotu tych 1000 kilogramowych zwierzaczków.

Jedynym problemem wynikającym z podróżowania wśród obywateli kraju dostatku wszelakiego jest pewne schorzenie genetyczne tudzież pewna cecha charakteru – upodabniające ich do XVIII wiecznego konia chłopa pańszczyźnianego pomieszkującego w Galicji. Szkapina owa miała w zwyczaju obowiązki swe wykonywać w specjalnych klapkach na oczach pomagających w skoncentrowaniu się na wykonaniu powierzonego zadania. Obywatel ten ma takie same klapki zamontowane fabrycznie – tyle że włączają się one automatycznie w momencie zajęcia miejsca za kierownicą. Czym to skutkuje? ano tym że bez odruchów “warszawskich” nie ma najmniejszych szans na włączenie się do ruchu z drogi podporządkowanej. Nic nie istnieje poza NIM, jego maszyną i kawałkiem szosy pod kołami którą musi pokonać, cała reszta w tym Ty biedny włączający się do ruchu może się cmoknąć w szynki. Póty podróż odbywa się po drodze głównej jest git – jak przyjdzie z niej zjechać i później “wrócić do gry” to można stać za takim delikwentem (kolegą tego z klapkami) kwadrans lub dwa. Wynika to pewnie z rozwiązań organizacji ruchu drogowego przyjętych w tym “Lepszym Świecie”, które to z reguły zwalniają z myślenia podając na tacy rozwiązanie (all way stop itp. wynalazki). My na szczęściem wyuczeni na szosach Warszawy posiadamy odruch znanych tylko pilotom japońskich jednorazówek z czasów drugiej wojny – pozwalający robić rzeczy niemożliwe 😀

No więc jak już delikwent taki odczeka swoje do momentu, że na dwie wiorsty nic nie widać to wjeżdża na drogę – ale ponieważ bestia pamiętliwa to zrobi wszystko żeby nie dopuścić do podobnej sytuacji w przyszłości. I tu już niestety nie ma na nich bata (znaczy jest ale niestety nie podróżujemy T-34). Tak więc jeżdżąc po parku (kręte wąskie drogi) upatruje nasz Miszcz ciekawych obiektów do sfotografowania (z reguły chodzi o te Wielkie Biegające Steki) i jak już takowe znajdzie to zatrzymuje się na środku drogi. Niby można by go wyprzedzić na tzw. szybkęsa ale manewr udaremnia nam rodak Miszcza, który to właśnie dostrzegł to samo ze swojego pickupa i zaparkował tuż obok….


Muszę przyznać, że choć podróż nauczyła nas cierpliwości to czasami się człowiek “uniesie”, przynać muszę – że tym razem byłem w miarę spokojny – dopiero jak przyszło nam wracać z parku przez góry słynną 212 w Montanie w nocy to się wkurzyłem. I nie chodzi o trudności techniczne drogi o milionie zakrętów – bo to lubię – ale o to, że podróżując po ciemku straciliśmy szansę podziwiania Rocky Mountains z perspektywy trasy poprowadzonej na wysokości ponad 3000 m n.p.m. ( i to przez kilkanaście kilometrów).

One Response to Jeden z miliona

  1. krystyna says:

    jak czuć siarkę to może jakiś diabeł w okolicy urzęduje…. to ponoć niezłe przystojniaczki…a zdjęcia nie zrobiłeś 🙁

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *