Dakota

Po kapitalnej trasie przez Montanę przyszedł czas na Południową Dakotę. Jako, że tym razem podróżowaliśmy autostradą to i widoki mało ciekawe (ładnych parę mil strasznej nudy), na szczęście rozbawił nas typowo amerykański pomysł na robienie biznesu – tzn setki tablic reklamowych obwieszczających wszem i wobec, że za mil iXs  mamy szansę na darmową wodę z lodem, ewentualnie (już nie darmowe) inne ajs krimy. Pomysł ten jak się mogliśmy przekonać okazał się bardzo skuteczny bo właściciel ma teraz centrum handlowe zajmujące połowę „downtown” i pełny parking samochodów ludzi, którzy przyjechali na „wodę z lodem”.

Stara indiańska nazwa Dakota oznacza Złe Ziemie i oglądając park narodowy Badlands nie trudno o takie właśnie skojarzenia.
Ponoć to właśnie tutaj zaczynał się zachód, ten prawdziwy ze stadami bizonów pasącymi się na równinach i kowbojami pędzącymi bydło.
Niedaleko stąd istnieją do dzisiaj saloony o najwyższej umieralności wśród klienteli (główna przyczyna zatrucie ołowiem).
Sam park zaś trudny jest do zdefiniowania – bez wątpienia ma w sobie niesamowitą magię, którą potęgowała dość późna pora o jakiej przyszło nam go odwiedzić. Po monotonnych równinach nagle wjeżdżamy do zupełnie innego świata, pełnego skał i węży o czym przypominają tabliczki przy każdym parkingu.




ps.
Jest wiele takich rzeczy, miejsc, zdarzeń w czasie naszej podróży, których nie można nijak opisać by choć trochę oddały rzeczywistość, jednym z takich widoków jest rozgwieżdżone niebo nad Południową Dakotą.

Trudno też będzie zapomnieć ponad cztero-godzinną burzę, która przez cały ten czas rozświetlała niebo błyskawicami z częstotliwością raz na 5 sekund. Na początku myśleliśmy, że to obcy będą lądować i sobie świecą bateryjkami nie wiedząc czy się miejsce nadaje. Ale jak do wrażeń wizualnych (o dziwo prawie nie słychać było grzmotów) doszła ulewa wiedzieliśmy, że to nie są okolice jakiegoś Rosewell.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *