Monthly Archives: September 2010

la boca

Kontynuując nasz przegląd dzielnic BsAs nie sposób pominąć La Boca. Niegdyś portowa, obecnie niby wciąż nad wodą leżąca, jednak tak turystyczna, że aż się niedobrze robi.

Pewnie każdy widział zdjęcia z dziesiątkami kolorowych domków skleconych naprędce (tak przynajmniej wyglądają) z arkuszy blachy falistej. Do tego pomalowanych wedle uznania ich właścicieli na takie kolory jakie akurat były w promocji w miejscowym sklepie z farbami. Tak więc jeśli ktoś was zawiezie w takie dziwne miejsce gdzie jest pincet osób na metr kwadratowy, dookoła pstrokacizna a na kurczaka mówią porzo – to jesteście właśnie tu.

Na szczęście jest tam masę miejsc gdzie normalni turyści się nie zapuszczają – z tych powodów z jakich my nie wyciągaliśmy tam aparatu. Sami Portenos mówią wprost, że to “ciężka” dzielnica i lepiej sobie darować zwiedzanie jeśli nie jest się z kimś z tamtąd. My spacer przeżyliśmy i wróciliśmy w komplecie 🙂 Dzięki tej wizycie wiemy już jak można wykorzystać beczkę po oleju silnikowym (a najlepiej dwie) konstruując z nich sporych rozmiarów grilla do przyrządzania asado (myślę, że wrócimy do tematu – bo choć temat trudny do przetrawienia to jednak warty opisania).

Miejsce to znane jest też dzięki klubowi takich kolesi co latają z wywieszonym jęzorem (ups. pomyliłem z reprezentacją Polski) za taką szmacianą piłką. Swego czasu biegał z nimi pewien straszny kobieciarz specjalizujący się także w piłce ręcznej. Obecnie mieszka gdzieś w okazałej willi pod Bs As i oddaje się swoim wyczerpującym zajęciom – nicnierobienie idzie mu chyba lepiej niż nam – bo z tego co nam wiadomo zdecydowanie szybciej mu z konta ubywa 🙂

Tak czy inaczej La Boca warta jest odwiedzenia, można na ten przykład zobaczyć ilu turystów może pomieścić jedno skrzyżowanie, kupić pięćset wersji plakatu z tańczącą parą tudzież z boskim Diego.

Oczywiście urok blaszanych kolorowych domków jest niezaprzeczalny, ale już plastikowe lalki i ich partnerzy odstawiający popisy tanga jakoś średnio nas zafascynowały. Ja osobiście również jestem świetnym tancerzem (nie chwaląc się) i do tego muzyka zupełnie mi w tańcu nie przeszkadza, ale nie widzę powodu by publicznie nadwyrężać swój kręgosłup robiąc różne “wygibasy”.

Wywiad w drodze – Daria i Tomek

Kolejny wywiad w drodze. Tym razem Daria i Tomek.

1.Trzy kraje bez których nie wyobrażasz sobie podróżowania.
Trochę dziwne pytanie. Nie ma kraju bez, którego nie wyobrażamy sobie podróżowania.
Na pewno nie będzie tu Polski bo po niej obydwoje mało podróżowaliśmy co mamy zamiar za jakiś czas nadrobić.
Zobaczyliśmy na razie niewielki ulamek tego świata a nasze 3 ulubione kraje to:
Indie, Turcja, Bośnia i Hercegowina

San Telmo

Niedługo po tym jak niemal nie udusiliśmy się od smogu w okolicach lotniska w Rio de Janeiro, wylądowaliśmy w Buenos Aires. Pierwszy szok – pogoda. Szaro buro i deszcz siąpiący z nieba. Do tego jakieś dziwnie małe lotnisko gdzie po wejściu do sali przylotów niemal wpada się na swoją walizkę 🙂 Przy kolosie z Dallas czy SF miłe to zaskoczenie że nie trzeba robić kilometrowego spaceru aby dojść we właściwe miejsce (plus jazda kolejką).

Kolejnym zaskoczeniem były taksówki do miasta – tańsze o ponad połowę niż te w Rio 🙂
Były więc plusy, które starały się nam przysłonić wszystkie minusy 🙂 Niestety dwa dni później pogoda się poprawiła i już nie było na co narzekać.
Na dodatek dzięki spożywczakowi na rogu serwującemu potrawy kuchni argentyńskiej w niewygórowanej cenie 10 pesos (8zl) za niecały litr i ten dżdżysty czas udało nam się przeżyć.
Jako że zatrzymaliśmy się w mało klimatycznej części Constitucion – nie bardzo było co robić w okolicy, skierowaliśmy więc swoje kroki do San Telmo – jako najbliżej położonej “atrakcji”.

Dzielnica uchodzi za mekkę osób uwielbiających starocie (co niedziela odbywa się tam wielki targ z rzemiosłem i starociami). Słowo wielki jest być może na wyrost – ale spróbujcie się przepchnąć:

Na Peronie (czwartym)

Dzięki uprzejmości kolegów z portalu turystycznego PERON4 pojawiliśmy się u nich.

Zapraszamy do czytania krótkiego wywiadu z nami i zapoznania się z tym ciekawym periodykiem.

Felipe Massa – takich tu masa

Mówi się, że południowcy szaleją na drogach, że Włosi, Hiszpanie, Grecy to wariaci, którym znikają instynkty samozachowawcze wsiadając do samochodu, widziałem ich wszystkich w akcji 🙂 Jednak to co wyczyniał kierowca autobusu 584 w Rio przekracza wszelkie granice i deklasuje wyżej wspomnianych już na wstępie.

Aby przybliżyć Wam to przeżycie musimy zacząć od początku. Centrum Copacabany, na przystanku pełno ludzi chcących się przedostać “gdzieś”. , zza zakrętu wyjeżdża ON  i jego bolid – autobus numer PIĘĆ OSIEM CZTERY, najodważniejszy z pasażerów doskakuje do krawężnika i  macha jak opętany ręką/teczką/siatką – celem zwrócenia na siebie uwagi JEGO. Tuż po tym rzuca się z poświęceniem w tłum oczekujących – którzy w momencie gdy autobus zaczyna manewr wjeżdżania na przystanek cofają się instynktownie o krok lub dwa (w razie awarii hamulców). Jeśli wszystko idzie zgodnie z planem ON widzi społeczną potrzebę przedostania się z miejsca A w miejsce B więc ofiarnie napada na przystanek autobusowy – bez względu na to na którym pasie aktualnie się znajduje. O dziwo efektowne zatrzymanie się następuje z dość dużą dokładnością – w obrębie przystanku – rzadziej już na chodniku 🙂

W środku wita nas uśmiechnięty MISTRZ – od razu widać, że ta robota jest jego pasją. Oczywiście nie na też żadnych zahamowań przed tym aby zaprezentować Ci wszystkie triki jakie poznał podczas jazdy po ulicach. Jako, że nie wie kiedy wysiadasz, to jazdy bez trzymanki można się spodziewać już od momentu ruszenia. Tak szybkiej zmiany biegów nie potrafi dokonać nawet skrzynia w autach Formuły 1 – teraz już wiemy od kogo uczył się Filipe 🙂

Co ważne w każdym autobusie na tzw. stanie jest też osoba sprzedająca bilety (z reguły niewiasta), która to siedzi bokiem do kierunku jazdy (tak ma ustawiony fotel) i wpuszcza wszystkich spragnionych mocnych wrażeń przez ciasny metalowy kołowrót. Jeśli znajdziecie się w autobusie i zauważycie, że “biletowa” mimo wszystko siedzi przodem do kierunku jazdy i to na tzw. pająka to znaczy że jesteście u MISTRZA w wozie 🙂 a wtedy nie pozostaje nic innego, jak również zasiąść w ten sam sposób 🙂

Nieco później mieliśmy przyjemność wynająć taksówkę na pół dnia aby “pojeździć” po górkach – wokółChrystusowych i nasz kierowca zapytany czy się wzoruje na brazylijskich kierowcach wyścigowych z dumą odpowiedział, że szkolił ich wielu ale teraz ze względów rodzinnych jeździ taksówką 🙂

Oj szybko nam zleciał czas w Rio – może miasto to jest wybitnie nie przystosowane do pobytu z dzieckiem, może i straciliśmy w nim aparat :(, jest cholernie drogie ale ma tak niesamowitą energię, że nie da się tego opisać. Jeśli będzie kiedyś okazja to z chęcią zawitalibyśmy tu jeszcze raz.

Wywiad w drodze – Pasikonik

Tym razem autor mojego ulubionego filmu 🙂

Pasikonik:

1. Trzy kraje bez ktorych nie wyobrazasz sobie podrozowania.

Polska – przede wszystkim. O swoim kraju powinno sie wiedziec. Powinno sie rozmawiac. Powinno sie rozumiec. Jako tako znac historie, powiazania, przyczyny i skutki. Powinno sie jako tako orientowac w polityce. A takze geografie znac. Zanim wyruszylem za granice nadwislanskiego kraju przemierzylem go autostopem wielokrotnie. Poznalem Mazurow, Hanysow, Kaszubow i Gorali. Mieszkalem w Jarocinie (tak, tym Jarocinie – stamtad pochodze), mieszkalem na Pomorzu, na Dolnym Slasku, a takze w Gorach Bystrzyckich. To byly roznorakie miejsca: bogaty dom, wynajete pokoje, mieszkania, wiejskie chalupy, strych, piwnica, namiot, melina az po odludny, drewniany domek w lesie. Dzielilem te miesjca z calym przekrojem polskiego spoleczenstwa, z ludzmi wyksztalconymi, z dziennikarzami, z artystami, ze studentami, z prostymi rolnikami i ich rodzinami, z pijakami i z narkomanami.Podroze po Polsce pozwolily mi lepiej zrozumiec polskosc we mnie i w innych Polakach. Odroznic szerokopojete cechy ludzkie od typowych nalecialosci polskiego pochodzenia.Straciloby na wartosci

Mój dom to te sza…. kolorowe ulice

Co o tym myślisz? – zapytał Mario tuż po tym jak odstawił swoją szklaneczkę piwa na plastikowy stolik w “osiedlowym” barze.
Hmm – odpowiedział siedzący na przeciwko białas – trochę mi się rozjaśniło, choć w dalszym ciągu trudne to do ogarnięcia… – jeszcze raz próbował sobie poukładać w głowie to wszystko. Nie było to łatwe – znał tylko “normalne” życie w Europie, a to tutaj ciężko było do niego porównać.
Zadziwiająca była wiedza tego dwudziestolatka. Doskonale wiedział, że jest potomkiem niewolników przywiezionych tutaj z Mozambiku. Nawet na temat tego kraju wiedział całkiem sporo, mimo, iż tu w faveli nie było łatwo o takie informacje.
Jedno piwo wcześniej spotkali się na “przedpolu” Rocinha – największej faveli w Rio de Janeiro. To tutaj umówił ich człowiek z agencji oferującej wycieczki do dzielnic biedy. Zapewniał, że to żadne ekstremum i tak naprawdę jest bezpieczniejsze niż kręcenie się po Copacabana po zmroku.
To, czy tak jest rzeczywiście, miało się okazać już za parę chwil…
Gringo, jak mówił na niego przewodnik słuchał uważnie wszystkiego co ten mówił o tym miejscu. W sumie te same informacje znalazłby w internecie ale będąc tutaj, to wszystko miało zupełnie inny wymiar.

Taki fach

– Dziwne to miasto

pomyślał Pablo wstając rano z łóżka. Miał prawo tak rzec, w końcu spędził tu ostatnie dwadzieścia lat, wiele widział i słyszał przez ten czas.
Wkładając pachnącą krochmalem białą koszulę uśmiechnął się do siebie….

ech wiele się zmieniło przez ten czas.

Wywiad w drodze – Filipontheroad

Tym razem kolej jednego z głównych pomysłodawców Filipa:

1. Trzy kraje bez ktorych nie wyobrazasz sobie podrozowania.

Indie, Stany, Kolumbia

Indie za magie, madrosc, mocne uderzenie od poczatku do konca, beczke smiechu, miliony nowych doznan duchowych i wizualnych, USA – za przeciwienstwo tego lubimy w podrozowaniu, za nauke pokory,

Dajemy znak

życia – tym razem z Argentyny – już z naszego własnego M (na najbliższy miesiąc) – chętnych do odwiedzin zapraszamy – tak jak pisaliśmy na FB. Nasz numer telefonu (lokalny) +54 (chyba taki jest kierunek do Argentyny)  911 5693 0862. Hasło: Krzyż (każdy zapamięta bo popularne słowo w ojczyźnie). W sprawach pracy proszę nie dzwonić (słaba bateria :D)

ps.

reszta Brazylii wkrótce