Taki fach

– Dziwne to miasto

pomyślał Pablo wstając rano z łóżka. Miał prawo tak rzec, w końcu spędził tu ostatnie dwadzieścia lat, wiele widział i słyszał przez ten czas.
Wkładając pachnącą krochmalem białą koszulę uśmiechnął się do siebie….

ech wiele się zmieniło przez ten czas.

ALe przecież nie zawsze mu się dobrze powodziło. Zaczynał w jednym z tysięcy warsztatów motocyklowych w faveli na obrzeżach miasta, codziennie z mozołem czyścił dłonie ze smarów i oleju jakie pozostawały na nich po dwunastogodzinnej pracy. Wynajęta stęchła nora (nie miał tu nikogo, kto mógłby go przygarnąć) zajmowana wspólnie z dwoma innymi kolegami musiała mu wystarczyć. Wrodzona pracowitość i zdolności manualne szybko (już po pięciu latach pracy) pozwoliły dostrzec szefowi potencjał drzemiący w chłopaku. Awansował go na speca od gaźników – była to bardzo, bardzo wymagająca robota. Precyzja i szybkość były bardzo ważne. I co najbardziej istotne zarabiał większe pieniądze.  Jego szef wspólnie z Lordem otworzyli “Moto Taxi” by transportować ludzi i towary po swoim “osiedlu”. A że pojazdów było całkiem sporo to i pracy miał pełne ręce.

Zawsze wiedział, że nie jest to praca jego marzeń, a że chciał to zmienić to dbał o swój rozwój. Wieczorami uczestniczył w kursach doszkalających. To Raul, z którym wspólnie mieszkał wkręcił go tam. Nie to żeby były to jakieś profesjonalne szkolenia  – ale przy jego statusie materialnym była to zdecydowanie najwyższa półka na jaką mógł sobie pozwolić.
Uśmiechnął się po raz kolejny patrząc na swoje wypielęgnowane dłonie

– dobrą robotę zrobiła wczoraj dziewczyna z sąsiedztwa – Maria  na co dzień pracowała u kosmetyczki w centrum Copacabana.  Wieczorami zaś dorabiała u poleconych klientów robiąc to co przez resztę dnia – manicure, pedicure i inne zabiegi upiększające. Dzięki temu miała nadzieję już niedługo ściągnąć z północy siostrę.

tak nie ma na nich nawet śladu dawnego spracowania, kontynuował swoje rozmyślania wsuwając na palec sygnet i zapinając na ręce błyszczący zegarek… Zdecydowanie zniszczone dłonie nie pasowały by to do charakteru pracy jaką teraz wykonywał.

Zapiął złote spinki przy koszuli i zaczął wiązać podwójnego Windsora pod szyją. Dobrze się czuł pod krawatem i uwielbiał je wiązać. Wszyscy z sąsiedztwa nosili na uroczystościach jego dzieła 🙂
To biznes jaki prowadził narzucał mu styl ubierania się i dbałość o swoje ciało. Tak to już jest kiedy trzeba klienta przekonać sobą do swoich usług.

– tak to zwykle jest w handlu. Jesteś odrażający – nie masz klientów, jesteś elegancki to się pchają drzwiami i oknami.
Zakładając ciemną wełnianą marynarkę wspomniał jeszcze swoje pierwsze kroki w tym biznesie. Na początku nieudolne i mało intratne, ale z każdym dniem układało się coraz lepiej.  Zaczynał razem z kumplem Raulem, przez parę lat pracowali razem. W sumie to nawet niezły duet stanowili, niestety tamten za bardzo się pogrążył w narkotyki więc trzeba się było pożegnać i zacząć działać samemu. Komu jak komu ale jemu na pewno wyszło to na dobre. Miał niezależność, własny kąt w faveli i to taki z prądem i wodą, no i biznes w fajnym miejscu.
W końcu strefa wojskowa przy Sugar Loaf to niezłe miejsce, co najważniejsze bezpieczne i dyskretne. Nie ma tutaj chamstwa czy wyrostków atakujących turystów w biały dzień. Jest za to cisza i spokój i klientela jakiej potrzebował – obcokrajowcy.
Tak rozmyślając dotarł już do przystanku. Gdy nadjechał autobus machnął ręką, a ten zatrzymał się na przystanku. Nonszalancko podał swoją kartę “biletowej” i chwilę później już siedział na tyle autobusu. Obok dwójka białych turystów z dzieckiem – tak na oko trzyletnim.
Twarz mu zmarsowiała – ech co za świat – młodzi ludzie z dzieciakiem przyjeżdżają do Jego miasta, ba pewnie przylecieli samolotem (skrzywił się na samą myśl bo nigdy mu się nie udało lecieć). Co oni wiedzą o życiu? Czy pracowali kiedyś od świtu do nocy za mniej niż najniższa krajowa? Czy wiedzą jak to opłacać lokalnych policjantów (skorumpowanych do bólu) po to by móc normalnie funkcjonować i prowadzić interes? Wiedzą co to noc w faveli gdzie prąd jest tylko w kilku domach, a o bieżącej wodzie można tylko pomarzyć?
Dojeżdżali właśnie do celu podróży. Ta dwójka jak zauważył też wysiadała. Dziecko spało na rękach u matki, a ojciec siłował się z jakimś ustrojstwem wyglądającym jak plecak i trzymając w ręce dużą torbę.  Coś najwyraźniej się zaklinowało i nie bardzo mógł się ruszyć.
Co zrobić? Pomógł gościowi uwolnić się z potrzasku i razem doszli do drzwi. Przepuścił turystę i wysiadając przypomniał sobie pewną starą żydowską maksymę kupiecką:
“Pieniądze w handlu robi się kupując towar, a nie sprzedając“, uśmiechnął się do siebie. Oj tak, kto jak kto ale on wie jak kupić tanio, w tym jest naprawdę dobry…





– Renata? Brałaś mały aparat z kieszonki?
– Nie. A gdzie był?
– No tutaj w tej kieszonce.
– tu w tej? A kto wkłada aparat do tej kieszonki?
– nnnooo ja włożyłem….żeby go mieć pod ręką
– czekaj sprawdzę jeszcze w torebce


– nie ma…
– k@#$@@#a to ten murzyn
– jaki murzyn?
– no ten odpicowany jak szczur na otwarcie kanału…

– ?!?!?

– dobry był jebaniec…. 🙁

4 Responses to Taki fach

  1. Hubert says:

    Proza się leje z wpzs.pl 🙂
    “Pieniądze w handlu robi się kupując towar, a nie sprzedając“
    Dobre.

  2. Bejbusie says:

    tu Bejbusie i Januszki.Ale Mariuszku urosly Ci wlosy.Zdjecia obrazuja jak Wam jest dobrze.My sie tez byczymy i wracamy koncem wrzesnia.Calujemy mocno .Silna grupa.Usciski i buziaki dla DT.

  3. Mariusz says:

    no właśnie dzwonił do mnie mój stylista i udzielał wskazówek co dalej z fryzurą – sugerował pójście śladami ekipy z BoneyM 😀
    Mieliście być teraz u nas – a wam się zachciało Europy 🙁

  4. Pavel says:

    Pieknie, jestem pod wrazeniem, Jeszcze miesiąc w tej Ameryce i Coelho bedzie Was na konsultacje zapraszał

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *