Jest taka rzecz

która zawsze będzie nam się kojarzyła z Argentyną. Nie trudno się domyśleć, że chodzi o mate. Jakieś x lat temu mnisi przebywający tu na misji odkryli energetyzującą moc tego napitku…..
Trochę czasu trwało nim się napój ten rozpowszechnił. Ale jak już się to stało, to mate pije się wszędzie. Żeby nie być outsiderem w tym kraju i my udaliśmy się na nauki do pewnej pani (nasza nauczycielka hiszpańskiego – polecamy).
W skrócie napiszemy, że parę litrów tej mocnej herbaty z petami (tak smakuje jak się ją pierwszy raz próbuje) wypiliśmy 🙂 I co gorsza ją polubiliśmy. Po powrocie do Polski będziemy prawie jak Cejrowski – siorbiąc ją przy każdej okazji.

Zacznijmy od początku – czyli wybór sprzętu – no tutaj to chyba gorzej niż do Argentyny czy Urugwaju trafić nie można. Każda szanująca się kobieta (Reniu Kocham Cię) wie, że im większy wybór tym gorzej.

Na szczęście mężczyźni mają prościej bo w zależności od kraju pochodzenia biorą

  • najdroższe – Rosjanie
  • najtańsze – Poznaniacy/-nie, Krakowiacy/-nie oraz najbardziej skąpi Szkoci
  • pierwsze z brzegu z tych tańszych – ja

Najważniejsza (sprzętowo) w całym tym siorbaniu jest mate czyli ten mały fikuśny kubeczek. Generalnie występuje ich kilka rodzajów:

  • z drewna palo santo (święte drzewo) – posiada intensywny zapach – wzbogacający wyżej wspomniane doznania smakowe o ciekawą nutę
  • drążone w tykwie – wyglądają trochę jak trzeci gatunek wg. chińskich norm jakościowych – ale to całkowicie normalne zjawisko, że kubek wewnątrz się łuszczy
  • wydrążone w drewnie (często spotykaliśmy Lapacho), bardzo podobne do palo santo – tyle że nie pachnie
  • wynalazki gliniane, szklane, porcelanowe, plastikowe itd

Z zewnątrz naczynie to może mieć przeróżne wykończenie, ociągnięte skórą, obłożone metalem tudzież wsadzone w kopyto jakiegoś (teraz już niepełnosprawnego) zwierzęcia.

Tak więc wybieramy wedle uznania co nam pasuje – grunt żeby la boca czyli to wywinięcie na górze oraz cały otwór miały odpowiednio dużą średnicę, gwarantującą komfortowe korzystanie z niego.

Kolejny punkt programu to bombicha czyli w wolnym tłumaczeniu rura ssąca napój energetyczny – w skrócie siorbaczka – tak naprawdę ma ona marginalne znaczenie smakowe ale być musi, ja jako zakompleksiony facet kupiłem sobie najdłuższą dostępną 🙂

Ostatnim elementem wyprawki siorbacza jest termos – i wcale nie jakiś hipermega wyczesany z siedmiu warstw tytanowej blachy – ale prawdziwy staroświecki termos z ceramicznym  (tak to się chyba nazywało) wkładem. Ważne aby termos posiadał odpowiednią „nalewajkę” – umożliwiającą bardzo precyzyjne dozowanie wody.

tutaj jedna dygresja – byłem świadkiem stłuczenia przez pewnego Amerykanina takiego staroświeckiego termosu -w hostelu w Bs As – biedak nie mógł pojąć – skąd te drobne szkiełka się wzięły w termosie 🙂

Oczywiście występują jeszcze dodatkowe elementy wyposażenia (pojemniki na yerba, na mate, na cukier no i oczywiście pojemnik na te pojemniki w formie gustownej torby na ramię). Wariacji w temacie wykonania jest całe mnóstwo – ale pomijamy je jako nie wnoszące nic do tomar mate.

Niezbędnym elementem całego procesu jest przede wszystkim Yerba czyli to magiczne zioło jakim po pewnym czasie się zachwycamy. Gatunków i rodzajów jest niewyobrażalna ilość. Nam przypadła do gustu Rosamonte w wersji light czyli Suave. W zanadrzu mamy także wersję zwykłą, która daje zdecydowanie większego kopa – ale wymaga „uzdatniania”.

Mając już zgromadzone całe to ustrojstwo możemy przystąpić do przygotowania swojej mate do parzenia w niej yerby tu szkół jest wiele – generalnie naczynia drewniane – nie łuszczące się powinno się wysmarować wewnątrz masłem (naturalnym – nie margaryną) i pozostawić do wchłonięcia (równomiernego) się ewentualnie (to już dotyczy także tykwy) zasypać w 3/4 ziołami i zalać wrzątkiem – pozostawiając na 24h w naczyniu. Jest też szkoła tamtaram, która mówi że zalewa się wrzątkiem tylko tyle by zmoczyć zioła, a następnie dolać do pełna mocnego alkoholu i również pozostawić na dobę.
Są też ludzie, którzy olewają te zabiegi – a mate parzą świetną 🙂

Mając już odpowiednio przygotowane naczynie możemy przystąpić do ceremonii 🙂
1) Przygotowaną wodę (nie więcej niż 80stC – choć np. w Misiones preferują nieco cieplejszą) wlewamy do naszego termosu.
Mate wypełniam yerba w 2/3 do 3/4 objętości.
Nakrywamy naczynie dłonią (szczelnie) i energicznie potrząsamy. Zabieg ma na celu pozbycie się z naczynia pyłu z ziół. Jeśli ilość osadu na dłoni jest duża należy czynność powtórzyć.
formujemy wewnątrz „równie pochyłą” z najwyższym i najniższym punktem po przeciwnych stronach naczynia.
zalewamy wodą (delikatnie, tuż przy ściance w miejscu „dołka”) tak do wysokości 2/3 zawartości. To pierwsze zalanie nie jest dla nas – więc trzeba chwilkę odczekać aby się ładnie wchłonęło. Ważne aby część najwyższa pozostała sucha (przez przynajmniej kilka zalań).
wkręcamy bombiche w tak przygotowane zioła od strony „dołka”starając się aby dotarł jej koniec do ścianki przeciwległej nieco ponad dnem
dolewamy trochę wody
próbujemy – no i tutaj bywa różnie 🙂 niektórzy wypluwają pierwsze dwa zalania, inni je wypijają, co kto lubi. Tak czy inaczej pierwszy strzał otwiera nam szerzej oczy 😀

Kolejne są już dużo lepsze – choć wiele osób jak zauważyliśmy „uzdatnia” napar cukrem, przez cały czas jego siorbania..
Ważne aby woda nie była zbyt gorąca – wówczas zdecydowanie szybciej tracimy walory smakowe, za to pierwsze zalania są naprawdę mocne.

Mate powinno się pić w towarzystwie i w takich sytuacjach nie ma przypadkowości. Jest jedna osoba będąca „mistrzem ceremonii” to ona polewa i podaje kolejnym osobom (bombichą do przodu), czyni to zgodnie ze ruchem wskazówek zegara, to również ona czuwa nad tym aby napar miał wciąż dobry smak – i jeśli się „wypłuka” to wymienia zioła na świeże. Uczestnicy takiej „siorbawy” oddają mu mate w milczeniu lub ze słowami dziękuję jeśli już nie chcą pić. Nikt nie wyciera ustnika rurki – to taka informacja dla pedantów 😀 Kapitalne integracyjne przeżycie.

Napar pije się nie tylko z tych względów, daje on także duży zastrzyk energetyczny. Przez pierwsze dni ciężko było zasnąć – to naprawdę działa i to zdecydowanie mocniej niż np. kawa. Ma także kilka dodatkowych „zalet”: oszukuje żołądek, działa przyspieszająco na procesy trawienne – więc często jest stosowane przy dietach.
Wg naszych obserwacji piją przede wszystkim ludzie dorośli, choć najmłodszy siorbacz miał nie więcej niż 5 lat (w Iguazu)

Mate pije się także jako zimne – wówczas naczynie jest sporo większe, proporcje nieco inne (nie więcej niż 2/3 yerba) i zalewa się ją bardzo zimną wodą (nierzadko z wkrojonymi cytrynami, pomarańczami). Wiedzieliśmy takich „siorbaczy” w Paragwaju – choć nie mieliśmy jeszcze okazji spróbować. Wiedzieliśmy także ekstremistę zalewającego zioła gorącą kawą – chyba musiał być nisko ciśnieniowcem 🙂





ps.
spotyka się Polak, Irlandczyk, Amerykanin (ten od potłuczonego termosu) i Argentyńczyk w hostelu i piją mate. Lokales zagaja:
– Wy to byście zaraz nam tą tradycję przerobili na swoją modłę
– oj tam od razu przerobili – oburzają się przybysze – może co najwyżej je nieco udoskonalili
– ???
– np. zamiast nosić taki termos wbudowało by się go w plecak
– i dołożyło specjalną grzałkę żeby woda miała zawsze optymalną temperaturę
– i specjalną rurkę stale dostarczającą wodę do naczynia
– i wskaźnik zużycia wody i zioła
– i dozownik cukru – jeśli konieczny – no i słodzika dodał kolega z Kalifornii-
– i jeszcze adnotacje na plecaku, że przydatność do użycia 6 miesięcy, później grozi uszczerbkiem na zdrowiu i życiu – rzucił z uśmiechem Amerykanin.

2 Responses to Jest taka rzecz

  1. Wiola says:

    No i wreszcie wiem o co chodzi Cejrowskiemu 🙂

  2. Agnieszka says:

    Ach…cieszę się , że dołączyliście do grona ulubieńców mate 🙂 To napój bogów jak to niektórzy mówią, chyba ze względu na te swoje jakże rozległe, pozytywne działanie:)
    Poza tym rozumiem, że liczba gadżetów Wam się powiększa w miarę przemierzania kolejnych mil…:)
    Pozdrawiam serdecznie niezmęczonych podróżników, chciałabym powiedzieć z wiosennego Santiago de Chile, ale niestety, tylko z zimnej Polski 🙁

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *