nasza usa

Co prawda od “jakiegoś” czasu jesteśmy już w tej “innej” Ameryce ale pozwoliłem sobie zebrać parę swoich przemyśleń w temacie tego kraju 🙂

Wielu ludzi wyraża swoją opinie na jego temat, co smutne zdecydowana większość z nich wysuwa pewne wnioski na podstawie bliżej nie określonych przesądów i podań ludowych krążących po naszym fantastycznym kraju.

No więc po pierwsze – formalności:

Pierwszy mit starannie pielęgnowany przez niektórych to poniżająca rozmowa z konsulem. Ja rozumiem że Kazik zapodał niezły kawałek w jednej ze swoich formacji muzycznych <El Dupa> gdzie o tym wspominał, tyle, że rzeczywistość wygląda zgoła odmiennie. Nie ma kolejek, chamstwa, i innych zachowań, które demonizuje się tu i ówdzie. Jest za to kulturalna rozmowa o umówionej godzinie, a największą przykrością (jak dla mnie) jest konieczność zapłacenia opłaty wizowej i wszelkich “hidden cost” 😀 Owszem są ludzie, którzy wizy nie dostają, ale z moich obserwacji wynika, że jest to z reguły typ: “turysta na Greenpoincie”.

Kolejny mit to urzędnik imigracyjny na lotnisku, który zrobi wszystko żeby nas nie wpuścić do tego raju na ziemi, faktem jest to, że często ma on “afroamerykańskie” naleciałości językowe i ciężko go zrozumieć, bywa też, że jest niemiły, bo taki akurat jest 🙂 ale nie zmienia to faktu, że nikt nikogo nie próbuje na siłę wywalić z jU eS and EJ. Co więcej z takim chamstwem jak np. na Poczcie Polskiej czy w okienku PKP nie spotkamy się chyba nigdzie na świecie, więc bredzenie o upokarzaniu przez urzędników to raczej urażone ego niektórych, którzy myślą, ze z dnia na dzień stali się Panami Świata. Możemy dużo więcej, nasza siła nabywcza rośnie, ale nie wymagajmy aby wszyscy całowali nas po stopach. Bo po tym jak się poobserwuje przeciętnego obywatela naszego kraju w podróży po świecie powinno nas dziwić ale to, że do tak niewielu krajów potrzebujemy wizę…

Kolejna sprawa – czyli poruszanie się i służby mundurowe

Następna teoria to poruszanie się po amerykańskich drogach – tutaj mamy kilka podkategorii

  • szybkość – wloką się niemiłosiernie, co kawałek policja, która rzuci nas na maskę samochodu i tego typu bajki. Otóż z naszego doświadczenia przejechanie stanów w szerz (dwukrotnie) i zrobienie łącznie mil 16000 dało nam średnią prędkość jazdy 50mph. Co przy prędkości maksymalnej jaką się rozwijało na drodze – ok. 80mph (co i tak było przegięciem o jakieś 5-10 mph w stosunku do dozwolonej), daje obraz tego, że się jedzie a nie stoi.
  • absurdalne ograniczenia – na autostradach 70-75mph, poza terenem zabudowanym 55-65mph, w mieście 35-55mph. O ile na autostradzie prędkość lepiej trzymać w rozsądnych granicach w stosunku do “Speed Limit” to już na normalnych drogach ruch odbywa się dużo szybciej tzn około 70-ki i jadą tak wszyscy – łącznie z szeryfem 🙂
  • policja – pomocna i uprzejma, nie zdziwcie się, że podchodzący do nas policjant – po zatrzymaniu odezwie się do nas po nazwisku (o ile auto wypożyczone na waszą kartę kredytową) 🙂 To że nie poopowiadamy sobie nawzajem kawałów to fakt, bo służbę traktują jak najbardziej poważnie, ale też taki policjant wygląda jak POLICJANT, a nie jak obszczymur jak to ma w zwyczaju wyglądać dość często przedstawiciel służb mundurowych w naszej ojczyźnie. Koleś budzi respekt i tak ma być, w sumie stoi za nim prawo a i dzięki temu obywatel X czuje się bezpiecznie (o ile to nie Al Capone) 🙂
  • kultura na drodze, no tutaj to nas biją na głowę – pod względem chamstwa 🙁 Większość skrzyżowań skonstruowana jest w taki sposób, że daje równe szanse wszystkim, są jednak takie gdzie musimy pierwszeństwa ustąpić i nie daj Boże aby był duży ruch, bez warszawskich odruchów stalibyśmy jak te gamonie pozostałe. Jak już Amerykanin jedzie to jedzie i na pobocze czy boczne dróżki nie patrzy… Nie znają również pojęcia “suwaka” przy zwężeniach, potrafią się ustawiać w kolejce już na 5 mil przed zwężeniem (bo tam np. jest pierwszy znak informujący o robotach), zawsze można przypalić głupa i jechać do bólu wolnym pasem i się wcisnąć – choć może być różnie – patrz wyżej.
  • kiepskie drogi…. oj gdyby nasze sztandarowe trasy miały standard amerykańskich “rough road” to nie byłoby na co narzekać. To że asfalt jest czasami frezowany (głośny) czy poklejony – nie zmienia faktu, że ciężko popsuć coś w zawieszeniu. Mają też patent z naciętym asfaltem na poboczu i przy liniach oddzielających przeciwne pasy ruchu – zjeżdżasz na chwilę i donośne wycie opon sprowadza nas na właściwą drogę.
  • Oznakowanie – operuje się przede wszystkim numerami dróg oraz stronami świata mamy więc I5 N czy np I40W i tak dalej. Sporo aut wyposażonych jest w kompasy co pomaga się zorientować w którą stronę jedziemy. Proste i czytelne, numery zjazdów z autostrad nie mają numerów kolejnych jak u nas ale numer mili na której są zlokalizowane. Wszystko kręci się wokół tych właśnie oznaczeń i działa.
  • genialny w swojej prostocie sposób “przydzielania”pierwszeństwa autom na skrzyżowaniach równorzędnych (większość) – wszyscy mają STOP i rusza ten który pierwszy się zatrzymał na linii.

Część trzecia – Jedzenie

smakowo bywa różne – ale zawsze jest DUŻO.

poczynając od śniadania jednoosobowa wersja full wystarcza dla trzyosobowej rodziny 🙂 w jej skład wchodzi:

niezliczona ilość dolewek płynu koloru brąz – o lekkim posmaku kawowym,

jakieś trzy tosty,

trzy jajka zrobione wedle uznania,

dwie kiełbaski z grilla,

kilka plasterków bekonu,

kopa grubo tartych lub krojonych – smażonych ziemniaków.

Wersja de luxe – zawierała także “plasterek” szynki – także na ciepło – “plasterek” miał grubość około 2-3 cm w zależności od tego jak się ukroiło kucharzowi.

oczywiście do tego były jeszcze nieśmiertelne trzy pankejki grubości zacnej, zupełnie nie przypominające naszych polskich naleśników.

Bomba energetyczna zjedzona samotnie pozwalała doczekać do kolacji.

tutaj przykład wersji “mini deluxe” (mniej jajek :D)

pozostałe posiłki – właściwe pozostaje tylko obiadokolacja po takim śniadaniu – w knajpach na trasie króluje nieśmiertelny hamburger – trochę inny niż ten z MCfastfooda, ale żeby był jakimś wykwintnym posiłkiem to można polemizować – ale zapycha wyśmienicie :). Są również knajpy o wszelkim zabarwieniu narodowościowym, a to włoskie, a to chińskie, zasada jest jedna – i tak kończysz z pudełkiem w ręku, w którym dzierżysz posiłek na kolejne pół dnia.

Nie można nie wspomnieć o wyśmienitych stekach i żeberkach – które również mają słuszny rozmiar.

Istnieją także sieci “All you can eat” – normalnie masakra – wjazd do lokalu 10 baksów i można siedzieć cały dzień – próbując coraz to nowych wynalazków. W tym upatrujemy delikatne skłonności do nadwagi wśród niektórych obywateli 😀

No i najczęściej poruszany temat

“same głupki modlące się do swojej flagi” – z naszych obserwacji wynika, że ilość idiotów jest na podobnym poziomie jak w każdym innym miejscu na świecie – nie pomijając Polski. Ilość flag – tu posłużymy się naszymi refleksjami z San Francisco gdzie przebywaliśmy w okolicy 4 lipca – muszą się dużo nauczyć od naszych 3-majowych demonstracji patriotyzmu 🙂

Że nie mają wiedzy na temat Europy (choć mogą zadziwić)? Że żyją zupełnie innymi problemami? Nie chce nikogo bronić – ale dopóty polski inżynier (czy inny wysoko wykształcony) rodak będzie się porównywał po powrocie do kraju do swoich współpracowników – czyli (z reguły) ludzi bez żadnego wykształcenia – z którymi wspólnie nosi po budowie “tu baj fory” to zawsze będziemy mieli obraz zidiociałego społeczeństwa.

My mieliśmy szczęście poznać ludzi z wyższym wykształceniem (zbliżonym do naszego :)) i to naprawdę inna liga.

I żeby już nie przynudzać kilka (ostatnich) refleksji:

  • Kraj bardzo bezpieczny – chodzi o miejsca turystyczne
  • świetna infrastruktura drogowo/restauracyjno/noclegowa
  • znikoma ilość hosteli
  • tanie/drogie paliwo – za litr wychodzi jakaś połowa tego co w Polsce – ale – no właśnie jest jedno ale – i wcale nie chodzi o paliwożerne samochody – bo przy tutejszym tempie jazdy mieści się ono w granicach zdrowego rozsądku (10l w aucie 3.5l V6 – 250KM)- ale o odległości które są ogromne
  • wiedzą jak zabawić Wasze dziecko 🙂
  • kraj ogromnych kontrastów zarówno krajobrazowych, pogodowych, kulturowych i materialnych

warto przyjechać i zobaczyć samemu – aby mieć swoją własną opinię – nie tylko opartą na tym co powiedzą inni lub zobaczymy w telewizji.

Jeśli ktoś ma mimo wszystko opory przed tym krajem to można polecić Kanadę – spokojniej, większe przestrzenie, piękne parki, fantastyczne Vancouver – tylko ceny trochę z kosmosu 🙂

5 Responses to nasza usa

  1. andi says:

    Calkiem uczciwy opis sytuacji 🙂
    Moze pare uwag, jesli mozna..
    – Jedzenie wyglada tak w wiekszosci tzw “srodkowych”
    stanow, ale w duzych miastach jak SanFran, NY czy LA,
    mozna jesc codziennie tylko w najlepszych restauracjach
    i sa one znakomite.
    Sushi jest lepsze niz w Japoni, kuchnia meksykanska bije
    Meksyk, z rozpedu chcialem napisac wloskie lepsze niz
    w Italii, ale sie troche rozpedzilem :)))
    Ale kuchnia jest absolutnie znakomita i nigdzie na
    swiecie nie ma tak znakomitego jedzenia. Oczywiscie
    kosztuje takie zywienie wiecej niz McDonalds, ale jest.
    Czego nie ma to chleb jak w Polsce czy Niemczech
    i kawa jak we Wloszech. WSZYSTKO inne jest.
    – Policja czesto zatrzyma sie, jesli np sama dziewczyna
    idzie chodnikiem by zapytac po prostu czy wszystko OK…
    Powodzenia by taka sytuacja byla gdzies w Europie…
    – Nie napisales, ze sa tu nieprzebrane cudowne miejsca,
    ktore bija absolutnie kazdy inny kraj na swiecie pod
    wzgledem “cudownosci” natury. Takiej roznorodnosci
    wspanialosci nie starczy by zobaczyc przez cale zycie.
    Nie da sie wymienic, ale Utah, California, New England,
    itd, itd, itd – same odloty.
    – Kultura i calkowita TOLERANCJA. Nikt sie nie zdziwi
    i przede wszystkim nie zbruzga z blotem na widok
    najdziwniejszych typow i to na serio najdziwniejszych.
    Ludzie sa grzeczni, mili, lubia innych, zachowuja sie
    zawsze grzecznie i chca pomoc. Brak rasizmu, brak
    oceny z gory kogos bo ma rozowe cos i kolczyki…
    – pracowitosc i poszanowanie swojej pracy. Nigdzie tak
    jak tu ludzie nie ciesza sie ze swojej pracy i w
    znakomitej wiekszosci ja lubia. Sa zadowoleni i klienci
    to odczuwaja. Znane z Francji czy oczywiscie Polski
    ciagle wkurzenie na wszystko i wszystkich – nie istnieje.
    – Bardzo dobra organizacja i najprostsze rozwiazania
    we wszystkich sprawach. Np. telefonicznie badz online
    mozna zaltawic absolutnie wszystko w 5 minut.
    Kolejka w urzedzie nie istnieje za wyjatkiem miejsc
    tzw. “rzadowych” jak poczta ale to inny temat :)))
    Sa oczywiscie gorsze strony, ale jak na 300 milionowy
    tak zroznicowany narod, to jest ich naprawde malo…
    – Te mity o “glupocie” Amerykanow nawet nie da sie
    komentowac, moze jedno tylko – tu zyje sie duzo bardziej
    swoja community, stad w newsach duzo informacji
    o zgubionych kotach czy pozarach, a nie bzdur o
    polityce np, ktorymi tak zyja np. Polacy. Szczerze –
    wole zdecydowanie koty niz ciagle obrazki pewnych
    mord w tv, ale to moze ja…
    Generalnie fajnie, ze dostrzegles tak wiele w tak krotkim
    czasie, duzy plus :)))

  2. Hubert Muchalski says:

    Moje 3 grosze (w odpowiedzi na powyższy komentarz):

    1. Kuchni i gustów kulinarnych nie komentuję po tym jak znajoma Chinka o mało nie zwymiotowała na widok i sapach sera Brie.

    2. Niezaprzeczając, że Amerykanie wiądą światowy prym w tolerancji, wciąż jest wiele w nich nietolerancji. Żeby jej doświadczyć wystarczy wylądować w jakimś community osadzonym w którymś z południowych stanów i powiedzieć, że jest się ateistą. Można też pójść na pogrzeb żołnieża (którego nikt o nic nie pytał i on sam nie mówił = DADT) i poczytać znaki “God hates fags.”

    3. Jak chciałem odłączyć kablówkę przez telefon, to przez 35 minut byłem “on hold.”

    Co ja lubię w Ameryce? (koljne 3 grosze):

    1. Wolność słowa. Dla kontrastu polecam poczytać o sprawie Simona Singh z UK.

    2. Taniocha. Powszechna. Może. Oprócz. Służby Zdrowia. (+ komnunikacja drogowa)

    3. Że mnie nauczyła, że stanów jest 50 i każdy jest inny. Tym groszem wnoszę poprawkę do mojej powyższej opinii, która sprowadza się tylko to jednego stanu.

  3. Mariusz says:

    To może i ja się dołączę do tej wymiany zdań 😀
    Co do jedzenia to Andi ma rację, kuchnie narodowe w dużych miastach gdzie istnieje spora koncentracja danej społeczności naprawdę dają radę – i często wcale nie są tak drogie. Polecamy prawdziwą kubańską kuchnię w Miami!!!
    Ja skoncentrowałem się na tym co jest w tej części – która dla wielu jest NICZYM – czyli gdzieś tam w Montanie, czy innej Arizonie.
    Co do pieczywa to rzeczywiście trochę kiepsko z chlebem – ale za to prawdziwe (nie pompowane) bagietki kupowaliśmy w sklepach Fred…. (nie pamiętam nazwy) i czasami w SafeWay.
    Co do “cudowności” to już w wywiadzie napisaliśmy, że od tego kraju częściowo się zaczęło i że jest “kosmiczny” 🙂 Nie ma co więcej na ten temat przynudzać – mógłbym tu wracać po wielokroć.
    Co do tolerancji to jednak nie jest tak różowo, owszem w większych miastach i tam gdzie miks kulturowy jest duży praktycznie nic ludzi nie dziwi, ale z drugiej strony w stanach “red neck people” wygląda to nieco inaczej. Czyli blisko tego co opisał Hubert. Nie można też zapomnieć o tym, że w kraju tym istnieje ogromna ilość gett na które potocznie mówi się “murzynowo” i nie są to miejsca ani przyjemne, ani bezpieczne, za to istnieją niemal w każdym mieście.
    Istnieją niepisane rynkowe zasady typu: Fajne osiedle dla średniej klasy, wprowadza się kilka rodzin murzyńskich (i nie jest to określenie rasistowskie – moim zdaniem) od razu ceny lecą w dół.
    Kolejna sprawa – to takie pytanie – ilu czarnoskórych turystów widzieliśmy na naszej trasie po stanach – może 5% całości – nie więcej – ciekawe?
    Co do załatwiania rzeczy przez telefon – to nie mogę się wypowiadać – ale te 35 minut Huberta to nic przy obsłudze UPC w Polsce 🙂
    Na poczcie kolejki były (tak 4-5 osób) za to paczka dochodziła do Polski po 5 dniach, a kartki z Alaski po dniach 3!!!
    No i najważniejsza rzecz – LUDZIE SIĘ UŚMIECHAJĄ DO SIEBIE – i nie ważne (dla nas) czy uśmiech jest szczery czy udawany – od razu się człowiekowi robi lepiej jak nie musi znosić czyichś humorów.

    Ja mam swoje teorie na temat tego kraju, a przede wszystkim jego organizacji, patriotyzmu itd. W końcu nie jest prostą sprawą kontrolować (a każde państwo kontroluje) tak ogromną masę ludzi. Patriotyzm jest do tego niezbędny, inaczej wszystko rozeszło by się i powstała wielka dziura. Wydaje mi się, że te wszystkie enklawy odmienności (LA, SF, NY, Las Vegas) to pewnego rodzaju zawór bezpieczeństwa w takim dużym społeczeństwie.
    Dla innej części społeczeństwa są różne “historic place” z których my Europejczycy z tak długą i bogatą historią śmiejemy się – a powinniśmy szanować to, że potrafią pielęgnować nawet tak niewielkie skrawki własnej historii.

  4. andi says:

    Hubert, nie dziw sie, chciales ODLACZYC serwis, wiec dali
    ci na hold, moze jeszcze zmienisz zdanie. Gdybys chcial
    NOWY serwis, to nie czekalbys nawet 5 sekund –
    jak najbardziej serio.
    Co do “murzynowo” to samo okreslenie pachnie mi
    polska nietolerancyjnoscia i nigdy sie z takim nie
    spotkalem. Pamietaj Mariusz, ze Czarnych jest tu
    wcale nie tak duzy procent, mieszkaja glownie w duzych
    miastach i moze nie lubia podrozowac…
    Np Latynosow jest juz sporo wiecej i przybywa szybko…
    Kazdy stan jest inny, srodkowe sa mniej tolerancyjne,
    sa bardzo tradycyjne, ale z kolei cenia tradycje i rodzine
    duzo wyzej. Fakt, ze np NASCAR to dosc niezwykle
    dla nieprzyzwyczajonych przedstawienie tej kultury 🙂
    O poczcie to byl zart albo raczej pol-zart.
    Poczta to ostatnia organizacja typu rzadowego, czyli
    powiedzmy komunistycznego. Czy sie robi czy sie lezy
    czy jakos tak. Gdyby ja sprywatyzowali jak wszystko
    inne dzialalaby bez zarzutu 🙂
    Ale i tak nie jest zla, jak sie przekonales…

  5. Hubert Muchalski says:

    Byłem “on hold” zanim im powiedziałem, że chcę odłączyć kablówkę. Dali mi później jeszcze sporo czasu na zastanowienie, ale się nie dałem 🙂

    Zgadzam się z Mariuszem. USA to kraj, po którym można by podróżować rok i tak trzeba by było wiele rzeczy ominąć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *