Buja – wersja Marty

dzień pierwszy:
ho ho ale wielki statek. Jest specjalne miejsce do biegania oraz sala koncertowa gdzie mogę pośpiewać – no i kapitalne łóżka piętrowe na które można się wspinać. A najfajniejsze jest jak już na samej górze nie mogę iść dalej więc się puszczam i tata mnie zawsze złapie.
No i ruszyliśmy, ale fajnie, płyniemy – tylko mało buja więc trochę lipa z tym morzem.

Dzień drugi:
rano: no nareszcie jakieś lekkie bujanie 🙂 myślałam, że będzie więcej – ale dobre i to.
południe: no i znowu lipa bo przestało bujać – normalnie nuda jak w polskim filmie…
mama jakaś taka niewyraźna… może coś zjadła? a i na kolacji jakoś tak mało ludzi i nie ma komu śpiewać.
noc: ho ho ale buja, nareszcie coś dla ciała. czytanie książek przy takim bujaniu to super zabawa. O i jak fajnie butelki się toczą po podłodze.
Ale się fajnie spało, cały czas było w górę i w dół 🙂

Dzień trzeci:
eee tam, ja wysiadam – tu w ogóle nie buja…..

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *