Buja – wersja Renaty

dzień pierwszy:
fajny statek, i nawet mamy niezłą kajutę. Tylko Marta wciąż się wspina na te łóżka piętrowe. Ja przez te ich zabawy dostanę zawału.
Muszę wymyślić jakiś sposób zabezpieczenia łóżka Marty, żeby mi nie spadła. Mariusz jak zwykle kwituje moje starania: „No przecież do góry nie poleci”. Co za człowiek.
Kolacja nawet zjadliwa – łosoś.

dzień drugi:
rano: buja, o Jezu chyba nie przeżyję tej podróży 🙁 Tabletka,
przy obiedzie powiedzieli, żeby wziąć tabletkę,
tabletka,
gdzie moje łóżko?
wieczór: to rano to nie było bujanie….tabletka, tabletka, jest dobrze, tabletka….

dzień trzeci
czy ja żyję? Oni (Marta i Mariusz) spali jak zabici, a ja czułam każde bujnięcie, nie ma sprawiedliwości….

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *