Welcome back

Nie wiedzieć czemu miło nam się zrobiło na sercu na samą myśl, że wracamy do Argentyny. Chyba ten twórczy nieład po tej stronie Andów bardziej nam przypadł do gustu.
No i mamy przejściówkę do gniazdka 🙂
Co prawda Chile nie chciało się nas pozbyć bo najpierw godzinny rajd autobusem pod nieco zakorkowaną górę, tylko po to by tam okazało się, że na przejściu parę aut już jest.
Kierowca dał nam czas wolny i poprosił by za jakieś dwie – trzy godziny zacząć się powoli zbierać do autobusu. Mając tyle czasu nawet półtora godzinne oczekiwanie na kanapkę nie robiło wrażenia. Gdy więc po trzech godzinach wróciliśmy okazało się, że już niebawem (za godzinę) wjedziemy na terminal.

No a potem to już z górki: 40 minut na wezwanie do okienka po stempelek, tam parę minut stania (jako podróżni z dzieckiem czasami mamy pierwszeństwo – nie dotyczy Chile), powrót do autobusu, pół godzinki czekania na kontrolę bagażu, potem 15 minut i już jedziemy. Spóźnienie nie duże bo 6 godzinne co stanowi jakieś 100% planowanego czasu jazdy. W sumie dobrze, że wyjechaliśmy rano bo mógłby być problem z noclegiem, a tak trafiliśmy pod skrzydła naszego rodaka Kuby – aka Wujka, aka Barman, w jego fantastycznym gringo-hostelu.
Odbębniliśmy imprezę Helloweenową, skosztowaliśmy drinków, pograliśmy w Counter Strike’a, sporo pogadaliśmy i tak nam trzy dni zleciały na błogim nicnierobieniu.
Pojawiła się jeszcze “fryzura na lato” bo układanie loków każdego ranka mocno męczące jest.



2 Responses to Welcome back

  1. Hubert Muchalski says:

    Kto nie zaznał goryczy ni razu…

  2. bejbusie says:

    ladnie Ci Mariusz tej “czapeczce”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *