Wyspa Świąteczna

Miało być o tym, jak drogie jest to miejsce i jak się tutaj wykorzystuje turystów (finansowo) itd… Ale jako, że blog powstaje z lekkim poślizgiem to następujące po Wyspie Wielkanocnej miejsca całkowicie zdeklasowały ją pod kątem kosztów. Co prawda jest tutaj drożej niż na stałym lądzie (południowoamerykańskim), ale nie są to jakieś zabójcze kwoty (choć z reguły x2). Co ciekawe w sklepach ceny mają charakter czysto umowny.

W skrócie lokales płaci zupełnie inną stawkę niż gringo – a ten z kolei jest dzielony na wiele różnych podkategorii, których przez cały pobyt nie udało się nam odkryć.
Oczywiście gringo Japończyk (o ile to gringo) płaci najwięcej, podobnie jak każdy niehiszpańskojęzyczny osobnik jaki tu zawitał. Inni uznaniowo, w zależności od widzimisia sprzedającego i kierunku wiatru danym dniu. Tak czy inaczej warto było zapytać parę osób w sklepie (z obsługi) o cenę danego produktu – nigdy nie usłyszeliśmy tej samej ceny 🙂

Za to nic nie stało na przeszkodzie powiedzieć pani w kasie, że na osoba na “warzywnym” mówiła o zupełnie innej kwocie co było zgodne z prawdą i powodowało zaoszczędzenie do 50% ceny.

No ale nie będziemy się rozwodzić w temacie wody za 10 czy 15 złotych czy obiadu za 50 bo nie mniejsze ceny funkcjonują nad polskim morzem w sezonie – czyli są “normalne”.

Wyspa sama w sobie jest niesamowicie malutka. Długość odcinków asfaltowych nie przekracza 60km, a z jednego końca na drugi jest nie więcej niż 25km (z grubsza). Dlatego wszystkie wypożyczalnie dają auto bez limitu kilometrów 🙂

To co rzuca się nam w oczy po wyjechaniu paru kilometrów za miasto to konie. Są ich setki, są wszędzie i mają absolutne pierwszeństwo (tak mniemamy z obserwacji)  na drodze. Nie jeden raz tylko moc naszego pojazdu uratowała nas przed zderzeniem (nie zdążyliśmy się rozpędzić) z jakąś Naszą Szkapą.

Nie bardzo wiemy co oni z nimi robią – bo w mięsnym za dużo koniny nie widzieliśmy, a i jeżdżących na koniach również niewielu (ci co byli zawsze boso).

No i jak na wyspę przystało wyposażona jest w linie brzegową, z której korzystają poławiacze pokarmu:

turyści “plażowi” wśród których przoduje middle class z Santiago – obnosząca się swoim stanem posiadania, płacąca za wszystko w dolarach (w swoim własnym kraju) i dziwiąca się na wieść, że są na Isla de Pascua miejca noclegowe za mniej niż 60 tys peso.




jako, że plaże są dwie, a właściwie półtorej bo ta druga po Anakena jest nieco mniejsza i zdecydowanie mniej popularna – za to oddalona o rzut kamieniem, to plażowicze uskuteczniają poranną pielgrzymkę wypożyczonymi Samurai’ami i Vitara’mi na drugi koniec wyspy, celem rozłożenia ręcznika pod jedną z paru palm na plaży.

Miejscowi odpuszczają sobie takie wyjazdy i korzystają z mini plaży w porcie Hanga Roa, tam też udało nam się ustrzelić dwóch Adonisów, których boskie ciała muskała woda Oceanu Spokojnego:

Niewielu wie, że wyspa jest też dość popularna wśród rodzimych surferów – co prawda to nie Oz czy Hawaje ale fale (podczas naszego pobytu) były.

Linia brzegowa przyciąga też turystów tzw. wzrokowych – czyli nas (jak już się wyleżeliśmy na plaży) – i przyznać musimy, że zaspokaja potrzeby estetyczne.




turyści luksusowi oglądają linię brzegową z pokładu samolocików lawirujących między falami – my też luksusowi – ale nie aż tak więc poprzestaliśmy na zrobieniu im zdjęcia 🙁

Wyspa obok linii brzegowej posiada (o dziwo) także jakiś środek – często nie mniej ciekawy niż to co nad wodą.


ale oczywiście to co najciekawsze to historia i ilość niejasności związanych z tym kim byli długousi, kim krótkousi, kto wyciął drzewa (ludzie czy też wymarły przez szczury), co posągi mają na głowie i chyba najważniejsze pytanie po jakiego grzyba tyle ich wykuli w kamieniu.

cdn.

2 Responses to Wyspa Świąteczna

  1. Hubert Muchalski says:

    Przepiękne antidotum na północnopółkulową zimową szarówkę. Dziękuję.

  2. Wiola says:

    po prostu, magia 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *