Monthly Archives: January 2011

Przerwa

ze względu na kolejnego już psikusa firmy Apple – musimy zawiesić działalność blogową do czasu naprawy/zakupu zasilacza i może czegoś jeszcze 🙁

Mordor – cd

tytułem uzupełnienia tej fascynującej produkcji filmowej.

Mordor

110114_NZfarNorth_195

Far North

Samochód się nam kurczy – powiedziała z niesmakiem Szyja Rodu – jeszcze parę dni temu mieściliśmy się bez problemu a teraz patrz... – to mówiąc po raz kolejny naparła swoim ciałem na walizkę —yyyyyyy no nie wejdzie
– a może… – odezwał się nieśmiało Przywódca Stada – by tak wyjąć tą butelkę mineralnej, która blokuje walizkę
– mineralnej?!? – wykrzyknęła Szyja – skąd się tam wzięła mineralna?
– no ktoś ją tam włożył… – wyszeptał Samiec Alfa – wykonując krok w tył by znaleźć się poza polem rażenia swojej Najdroższej Małżonki.
– ghrrrhhrr – wyrzuciła z siebie Oaza Spokoju – zbliżając się do linii demarkacyjnej

Drewniak

Waipoua Forest leży na północ od Auckland w regionie zwanym Northland, rosną w nim drzewa Kauri osiągające dość pokaźne rozmiary, będące przy tym bardzo delikatnymi i wrażliwymi np. na deptanie korzenie, służą również do produkcji gumy bla bla bla.
To mniej więcej można znaleźć w przewodnikach, wikipediach i innych periodykach.
Przeczytanie tego nie budzi większego zainteresowania (przynajmniej w nas) ale być i zobaczyć to coś zupełnie innego. I to nie dlatego, że są tak unikalne, że tak duże (choć po sekwojach i redwoods z zachodniego wybrzeża Stanów – możemy śmiało napisać, że wielkością nic nas nie zaskoczy w tej kwestii) ale…

Nowa

Długo nas nie było, bo wiadomo stres związany z konkursem i obawy z tym, że może nic nie wyjść z naszego nieustannego parcia na szkło – spowodowały niemoc twórczą i ciszę w eterze.

No ale teraz jak już zainwestowaliśmy pięć podobizn takiej jednej Elki za parę megabajtów transferu to coś musimy naskrobać.

Nowe nastało – i to w wielu odmianach.

po pierwsze nowy sposób przemieszczania się i pomieszkiwania – bo oto…

Symbol

a właściwie dwa są nierozerwalnie kojarzone z Sydney.
Pierwszy z nich to oczywiście Opera House. Chyba każdy zna tą charakterystyczną konstrukcję. Ale chyba niewielu wie w jakiej atmosferze powstawał budynek.
Oczywiście był konkurs, w którym wybrano pewnego Duńczyka (nasi dziennikarze i tak znaleźliby mu polskie korzenie) zwanego przewrotnie Utzon, w imieniu miał takie o z kreseczką – więc nie będę się produkował nie mając zainstalowanej duńskiej czcionki. Więc Duńczyk ów zabrał się do pracy w 1957 po to by atmosferze skandalu zrezygnować w roku 1966. Dość powiedzieć, że w tak zwanym międzyczasie zmienił się rząd Australii, a tym samym podejście do realizacji takich przedsięwzięć. Budowę zakończono definitywnie w 1973.
Jakiś sprytny księgowy podliczył finalnie koszt realizacji i wyszło mu $102 miliony. Co stanowiło przekroczenie pierwotnego budżetu o jakieś 1450%, opóźnienie zaś zmieściło się w 10 latach. W sumie to tyle co nic 🙂
Jak to zwykle bywa przy nieporozumieniach z architektem wyszedł pewnego rodzaju bubel – wymagający ogromnych nakładów pracy, zmiany przeznaczenia poszczególnych pomieszczeń (wraz z główną salą!) i nie do końca satysfakcjonującą akustyką tu i ówdzie. Ale tego nie widać na pierwszy rzut oka, za to zadziwia ogromna ilość paneli (4000) którymi obłożona jest fasada. I generalnie budynek ma to coś, choć jak twierdzą znawcy, gdyby Utzon miał szansę dokończyć ten projekt to powstałoby prawdziwe dzieło sztuki użytkowej.

upside down

Zawsze mi się kojarzyło to stwierdzenie z typem amortyzatorów w Subaru Impreza, które zresztą notorycznie stukały doprowadzając do szewskiej pasji ich właścicieli.

Ale może się też kojarzyć z mityczną krainą gdzieś tam po drugiej stronie – do której całkiem niedawno przybyliśmy. Tym bardziej, że tu wszystko postawione na głowie. Mikołaj w kąpielówkach, choinka (sztuczna) obok palmy, kierownica nie tam gdzie wydawało się nam, że być powinna. Na dodatek doszły problemy…. nazwijmy je techniczne, które nieco nas ograniczyły przez pewien czas (zwłaszcza fotograficznie).

Tak czy inaczej już jest lepiej i wkrótce częstsze relacje.

Aby nie być gołosłownym kilka zdjęć z Sydneja – tam rzeczywiście wszytko jest…. dziwne.

Czepiają się pieszych:

słynne fajerwerki jakie oglądacie pierwszego w TV to podrasowany riplej pokazu dla rodzin z dziećmi jaki się odbywa o 21.00.