Symbol

a właściwie dwa są nierozerwalnie kojarzone z Sydney.
Pierwszy z nich to oczywiście Opera House. Chyba każdy zna tą charakterystyczną konstrukcję. Ale chyba niewielu wie w jakiej atmosferze powstawał budynek.
Oczywiście był konkurs, w którym wybrano pewnego Duńczyka (nasi dziennikarze i tak znaleźliby mu polskie korzenie) zwanego przewrotnie Utzon, w imieniu miał takie o z kreseczką – więc nie będę się produkował nie mając zainstalowanej duńskiej czcionki. Więc Duńczyk ów zabrał się do pracy w 1957 po to by atmosferze skandalu zrezygnować w roku 1966. Dość powiedzieć, że w tak zwanym międzyczasie zmienił się rząd Australii, a tym samym podejście do realizacji takich przedsięwzięć. Budowę zakończono definitywnie w 1973.
Jakiś sprytny księgowy podliczył finalnie koszt realizacji i wyszło mu $102 miliony. Co stanowiło przekroczenie pierwotnego budżetu o jakieś 1450%, opóźnienie zaś zmieściło się w 10 latach. W sumie to tyle co nic 🙂
Jak to zwykle bywa przy nieporozumieniach z architektem wyszedł pewnego rodzaju bubel – wymagający ogromnych nakładów pracy, zmiany przeznaczenia poszczególnych pomieszczeń (wraz z główną salą!) i nie do końca satysfakcjonującą akustyką tu i ówdzie. Ale tego nie widać na pierwszy rzut oka, za to zadziwia ogromna ilość paneli (4000) którymi obłożona jest fasada. I generalnie budynek ma to coś, choć jak twierdzą znawcy, gdyby Utzon miał szansę dokończyć ten projekt to powstałoby prawdziwe dzieło sztuki użytkowej.



To oczywiście nie wszystko, bo jest jeszcze druga ikona miasta, największy na świecie wieszak na ubrania. Wykonany ze stali, połączony za pomocą sześciu milionów nitów jest imponującym wytworem ludzkiej pomysłowości. Jako, że nie ma za wielu osobników noszących ciuchy w takim rozmiarze to znalazł on kilka innych zastosowań.
Przede wszystkim stanowi obiekt ostrzału fajerwerkami podczas nocy sylwestrowej, parę razy w roku organizowane są na nim pikniki dla mieszkańców, prowadzi przezeń jedna z najkrótszych “Hajłej” w Australii (jakieś 2,5km), i chyba najdroższa trasa wspinaczkowa na świecie (od 200 dolarów za wejście).
Czasami służy on także to postania sobie w korku i obejrzenia zeń opery.

One Response to Symbol

  1. Wiola says:

    no te foty są doskonałe 🙂 gratulacje

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *