Cesarz

Naoglądaliśmy się przeróżnych lodowców na naszej drodze. Począwszy od alaskańskich, poprzez kanadyjskie i amerykańskie do argentyńskich i czilijskich. Z żadnym jednak nie mieliśmy okazji do wejścia w tak bliską komitywę jak z Franciszkiem Józefem.
Tą przewrotną nazwę nadano lodowcowi w miejscowości, która nie wiedzieć czemu nosi nazwę Franz Josef Glacier Village.
Tanio nie było to przyznać muszę, ale prędko się okazja nie nadarzy by połazić po takiej ilości zamarzniętej wody, co było więc robić. Pogoda dopisała dokładnie tak jak wskazuje na to statystyka dla tego regionu i ilość wody spadająca ten teren rocznie (jakieś 6+ metrów). Jednym słowem lało non stop kolor. Dobrze, że sobie kupiliśmy wodoodporny aparat – bo miałem okazję sobie przez cały dzień dreptania po lodowcu wypominać dlaczego go nie wziąłem ze sobą.

Przechadzka taka odbywa się pod okiem doświadczonego chudego rudzielca o angielskiej urodzie (innych nie widziałem – a było ich na trasie parunastu). Którzy w zdecydowanej większości dopiero jak zaczęło lać jak z cebra włożyli na grzbiet coś na kształt wiatrówki – wcześniej raźnie maszerowali w tiszercie i bezrękawniku.
Ja jako osobnik zdecydowanie zimnolubny czułem komfort termiczny ubrany w dwie pary spodni (jedne goretexowe), taką samą kurtkę (z windstopperem pod spodem) dwoma koszulkami, czapką, rękawiczkami itd. Z drugiej strony wycinanie nowych (tudzież odnawianie starych) schodów w lodowych taflach za pomocą kilofa jaki nieśli ze sobą na pewno pozwala czuć przyjemne „ciepełko”.
Z tego co udało się dowiedzieć to prace mają 5 dni w tygodniu – z czego przez 3 dni nie prowadzą turystów po lodowcu, a biegają z tym kilofkiem po Franciszku i naparzają celem wybudowania prowizorycznych szlaków. Ja osobiście dziękuję za taką robotę.

Nasz rudzielec wyjątkowo energicznie poczynał sobie z kilofem podczas 8 godzinnego „spaceru”. Ja zaś zdołałem się przekonać o tym że nie ma materiałów nieprzemakalnych, za to kapitalnie działają klasyczne wełniane rękawice, które nawet całkowicie przemoczone chronią przed chłodem.

2 Responses to Cesarz

  1. Hubert Muchalski says:

    Ale Ci pazury wyrosły na stopach od tego zimna.

  2. Marta says:

    Tez mialam rudzielca.
    Moze oni sie tam gdzies klonuja?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *