znów

Przyznać muszę, że Fiji zmęczyło mnie swoimi urokami, nie to żeby im cokolwiek brakowało ale w myślach byłem już przy kolejnym celu naszej podróży.
Z biletu RTW wynikało, że teraz czas na jedną z największych skał na świecie. Mieniącą się kolorami ochry Uluru. Rzutem na taśmę załatwiony samochód i nocleg za zwalającą z nóg cenę w jedynym accommondation w okolicy Ayers Rock trochę zbiły nas z tropu (a właściwie naszą zdolność kredytową) – ale czego się nie robi dla realizacji ONCE IN THE LIFETIME – jak staramy się sobie wytłumaczyć te wydatki.  Dzięki przekupieniu trzyletniej obywatelki udało się zająć miejsce przy oknie i jeszcze z góry zobaczyć co „oni tam mają”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *