Pięć tysięcy trzysta pięćdziesiąt

Australia jest krajem wielkich przestrzeni – to nie podlega żadnej dyskusji. Jest krajem ogromnych pustkowi gdzie po horyzont nie ma na czym “zawiesić oka”. Jest też krajem, który tną ze znaczną prędkością ogromne ciężarówki. Jako, że ich rozmiar daleki jest od naszego “zdroworozsądkowego” wyobrażenia – to nazwano je Road Train. I ta nazwa naprawdę jest adekwatna do wielkości tych kolosów. Naoglądaliśmy się wielkich ciężarówek w USA, ale przy australijskich “tirach” – to jak “resoraki”. Przy długości dopuszczalnej (w Zachodniej Australii) 53 i pół metra i masie sięgającej 200 ton – jakakolwiek konfrontacja nie jest wskazana.
Niezmiernie rzadko podróżują one z dozwoloną prędkością – co wcale nie oznacza, że są zawalidrogami, wprost przeciwnie to chyba jedne z najszybszych pojazdów poruszających się po drogach outbacku.

W sytuacji takiej jak nasza – wyprzedzanie nie wchodziło w grę, i pewnie nawet po dodaniu kolejnych stu koni mechanicznych mielibyśmy z tym problem. Zdecydowanie bezpieczniej było zjechać nieco na bok jezdni by mogli w spokoju pędzić przed siebie. Raz nawet się zdziwiliśmy bo kierowca takiego zagadał nas na stacji paliw słowami:
– hej stary, skąd jesteście – bo na pewno nie z Niemiec? …..
To fakt – jadący z prędkością patrolową turyści – są największym utrapieniem dla pociągów drogowych. W sumie trudno się dziwić, rozpędzenie takiego zestawu mimo sześciuset konnego silnika trwa ładnych parę minut. A awaryjne hamowanie 200 ton nie należy do bezpiecznych manewrów.
Jako, że wszyscy nas ostrzegali przed zwierzętami na drodze to i o to zapytaliśmy – jak to jest i na ile przestrogi są realne. Gość z rozbrajającą miną powiedział, że kangur to żadne zagrożenie, nieco gorzej jest z krową lub ich stadem na drodze…
– a jak się cofa takim zestawem? – nie cofa się
– a ile czasu trwa sprawdzenie ciśnienia w kołach (86 sztuk) ? – nie wkurzaj mnie 🙂



Mając TYYYYLE przestrzeni i “niczego” ważne są miejsca gdzie można sobie odpocząć i uzupełnić zapasy. Takimi miejscami są Roadhouse rozproszone po całej Australii. Niemal każdy z nich ma swoją historie – z reguły bujną i właściciela będącego niezłym oryginałem. Na jedno z takich miejsc trafiliśmy w Menzies – tuż obok Lake Ballard, o którym wspominaliśmy w poprzednim wpisie.
Szkoda, że jego dni są policzone – bo trafiliśmy tam na tydzień przed zamknięciem – ciekawe czy nowy właściciel będzie miał równie oryginalny pomysł na wystrój:

2 Responses to Pięć tysięcy trzysta pięćdziesiąt

  1. Hubert Muchalski says:

    Zaznaczyłem w notesiku – nie podawać się za użytkownika autobanu podczas rozmowy z “maszynistą” na outbacku.

  2. Wow, świetne zdjęcia. Co do takich ciężarówek to bym chyba zawału na drodze dostał jakbym takiego kolosa zobaczył. Polskie ciężarówki to jakieś autka w porównaniu do tego : P

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *