Oni

Dziś będzie nieco na poważnie…

Nigdy nas kwestie wiary za bardzo nie wciągały, zwłaszcza tej odmiennej niż nasza. Stąd też pewnie wynika nasze zdezorientowanie w temacie muzułmańskim.

Żeby to nie było takie proste to jeszcze karmieni na co dzień wszechobecną propagandą, uczeni strachu bo terroryści, bo zamknięte środowisko, bo brak poszanowania kobiet, bo, bo, bo… wyrabiamy sobie mimochodem zdanie jakie inni chcą abyśmy mieli.

Pewnie dlatego z pewną niepewnością rozpoczęliśmy naszą eksplorację Malezji także pod kątem różnic kulturowych i religijnych.

Kraj to islamski ponad wszelką wątpliwość, ale równocześnie mocno postępowy w swym podejściu do innowierców i “obcych”. Z drugiej zaś strony czy ta “postępowość” rzeczywiście nią jest czy może wynika ze zdrowego rozsądku i nieco innej interpretacji Koranu to już kwestia bardzo subiektywnej oceny.

Dość powiedzieć, że niejednokrotnie byliśmy zaczepiani przez miejscowych “pasterzy” i wciągani w dyskusję o Islamie, Chrześcijaństwie i ich wzajemnym oddziaływaniu na siebie. O dziwo dyskusje te zawsze kończyły się bardzo pokojowo i uznaniem, że tak naprawdę jesteśmy w wielu kwestiach bardzo do siebie podobni.
Jasnym jest, że wszechobecne pozakrywane kobiety, mężczyźni patrzący nieco inaczej niż my na kobiety (o czym w ciekawy sposób napisano tutaj) są częścią tego innego świata, ale też nie wygląda on tak, że obwieszeni laskami dynamitu ekstremiści biegają po ulicach szukając zapalników z przeceny celem pokazania jednego z obliczy dżihadu.
Dlaczego jednego z? Bo ten najważniejszy dla każdego musli dżihad tzw. duży – to praca nad sobą – brzmi znajomo? a nie wysadzanie autobusów, porywanie samolotów czy inne akcje rodem z filmów prosto z Hollywood. Fakt, że paru kolesi z Al-Kaidy ma dobry Pijar, nieco wpływa na postrzeganie ich świata przez nas. Ale gdyby każdy z nich miał takie podejście to już dawno, żylibyśmy w rzeczywistości jak w Mad Max II, tymczasem nic takiego nie nastąpiło i pewnie nie prędko nastąpi.

Kilkukrotnie mieliśmy okazję odwiedzić kilka meczetów czy jedno z lepszych muzeów kultury islamskiej w KL. I to co w pierwszym momencie rzuca się nam w oczy to niesamowity spokój i cisza. Brak jest tu wszechobecnych obrazów umartwionych świętych, krwistych scenek rodzajowych z hinduskich czy buddyjskich świątyń, kapiących złotem zdobień, palących się świec i kadzideł. Jest jakoś tak…. jak chyba powinno być. Miejsce do zadumy i modlitwy, chłodne, ciche, przestronne. Fakt faktem to zrobiło na nas ogromne wrażenie i jakoś nie pasowało nam do walczących watah Talibów.

A wracając do ludzi to po raz kolejny przekonaliśmy się, że tu nie mieszkają terroryści (a przynajmniej nie w liczbie większej na 1000mieszkańców niż w Polsce), wcześniej podobną lekcję mieliśmy w US (gdzie ilość idiotów też była na porównywalnym poziomie jak w każdym innym miejscu na świecie)…









gdyby się ktoś zastanawiał to nie – nie zamierzamy zmieniać wiary – za bardzo kochamy kiełbasę 😛

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *