Penang

Długo trwało podjęcie decyzji o wyjeździe, a wszystko przez rześkie powietrze w Cameron Highland. Jedyne co nas ciągnęło dalej to ściągawka z zestawem potraw na każdą okazję i fakt, że 6 dni to bardzo długo jak na jedno miejsce

Kierunek obrany był już wcześniej pozostało tylko zdobyć się na opuszczenie herbacianych wzgórz.

Oczywiście wcześniej dwukrotnie podjęliśmy próbę pokonania trasy przez dżunglę o bardzo romantycznej nazwie 9A – jednak każdorazowo kończyła się ona w opuszczonym garażu na obrzeżach miasteczka, gdzie próbowaliśmy przeczekać deszcz. Zgodnie z oczekiwaniem nie kończył się on więc wracaliśmy do “naszej” knajpki na małe co nieco.
Mając do wyboru trzecie podejście na trasę lub odwiedzenie Georgetown wybraliśmy to drugie.

Na miejscu dopadł nas żar z jasnego nieba i praktycznie żadnej chmurki dającej nadzieję na wytchnienie.

Jak zwykle zgubiliśmy się, a bezpłatny autobus kluczył po jednokierunkowych uliczkach nie pozwalając nam zorientować się w naszym położeniu. Jako, że wyposażeni w cały dobytek w postaci córki, walizy bez kółek i urwaną rączką, plecaki i pomniejsze tobołki ledwo się mieściliśmy w coraz bardziej zapchanym autobusie – podjęliśmy heroiczną próbę wydostania się na zewnątrz. Już na drugim przystanku się udało – i chyba w sumie dobrze bo znajdował się on niemal na przeciw wielgachnego hotelu z pokojami za rozsądną cenę. Grunt, że była klima i niesamowity widok – bo pokój trafił się nam na piętrze ostatnim.







One Response to Penang

  1. Marta says:

    Fajne zdjecia 🙂 Kiedy znów ruszacie w droge?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *