Kelantan – po co tam jedziecie?

Słowem wyjaśnienia -jesteśmy “lenie” i dlatego nas długo nie było, dlaczego konkretnie o tym będzie później i będzie odpowiedzią na jedno pytanie, które pewnie wielu nurtuje…

Wracając do Malezji czyli miejsca gdzie “jesteśmy” –  mieliśmy plan, oczywista, że plan był wyśmienity (jak się zdawało) polegający na spędzeniu czasu na plaży jednej z malezyjskich wysepek. W tym też celu pojechaliśmy do Kota Bharu – stąd miało być blisko do plażowego raju… Nie łatwo było opuścić Georgetown bo to bardzo klimatyczne miejsce, ale w końcu kupujemy bilet i wyjeżdżamy (i dobrze bo już zaczynałem myśleć nad kolejnym dodatkiem do aparatu).

Jeśli chodzi o Kelantan to większość internetowych “fachowców” pisała, że to beznadzieja i nie ma tam nic do oglądania i robienia, z kolei z opisów “naszych” fachowców wynikało, że warto – tak więc wybór był prosty.

Ta część Malezji uchodzi za najbardziej konserwatywną i radykalną jeśli chodzi o wyznawców islamu. Kto wie czy nie należałoby napisać, ze najbardziej postępowa – w końcu islam w Malezji choć obecny dość długo to najbardziej ewoluował przez ostatnie kilkadziesiąt lat i okolice Kota Bharu są chyba najbardziej “do przodu” w tym temacie.

Pierwsze wrażenie jest dokładnie takie jak opisywała “większość”, o której wspomnieliśmy. Zakamuflowane kobiety, wszechobecny bród, szczury wielkości kota biegające w biały dzień po ulicach, obowiązkowe strzałki wskazujące kierunek modlenia się w pokojach hotelowych składało się na obraz jaki zobaczyliśmy na miejscu.

Z drugiej zaś strony, szczelny ubiór nie przeszkadzał dziewczynom w bardzo dynamicznych rozgrywkach w Street-basketball (temperatura była w okolicy 35stopni Celsjusza), mieszkańcy bardzo uprzejmi i w żaden sposób nie pokazujący swojej wyższości mimo naszego innowierstwa, jedzenie przepyszne i parę innych rzeczy typu “pod latarnią najciemniej” zdecydowanie podnosiły ocenę KB w naszych oczach.

Podnosiła do tego stopnia, że nie wyobrażaliśmy sobie utraty możliwości eksploracji tego miejsca na rzecz jakiejś plaży, inna sprawa, że jeśli mamy za własne ciężko zarobione pieniądze katować się w upale na jakiejś wyspie (pamiętajcie – że dla nas lato trwa już bez mała rok non stop) – to już raczej wolimy wrócić do Polski – albo zostać w Kota i nieco aktywniej spędzić czas.

5 Responses to Kelantan – po co tam jedziecie?

  1. bazior says:

    Wraz z zespołem “Radość” wybraliśmy się w zeszłym roku do Kelantan. Muszę przyznać, że w Malezji polskie zespoły ludowe cieszą się bardzo dużą sympatią mieszkańców. Planujemy powrócić tam w przyszłym roku.

  2. Wróbelki says:

    Witajcie:) Myślałam, że już wróciliście do ojczyzny i stąd to milczenie na blogu…Zamierzacie jeszcze odwiedzić Kuala Lumpur? Jeśli tak, to z radością się spotkamy! A tymczasem pozdrawiamy ciepło z deszczowego KL i życzymy miłego, aktywnego wypoczynku 🙂

  3. Mariusz says:

    Hej Wróbelki – dobrze by było…. My niestety już w ojczyźnie, a Marta byłaby wniebowzięta mając dwójkę kompanów do rozrabiania 🙂 Właśnie z powodu powrotu do Polski zaniedbaliśmy mocno bloga – ale mamy nadzieje, że do Świąt dokończymy co mamy dokończyć i bierzemy się za przygotowania do “reinkarnacji” 🙂

  4. maniek says:

    bo Ewelinko na bieżąco trzeba być;)

  5. Wróbelki says:

    Hej! Czekamy zatem na malezyjskie opowieści! Juniory też z chęcią pobrykałyby w towarzystwie Koleżanki…może następnym razem :)? Pozdrawiamy gorąco!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *