Władek tu był – my zresztą też

Szosa Transfagarska

Nim nawiążemy do tytułu to mała dygresja co do spędzania wolnego czasu przez miejscowych. G R I  L U   JĄ  – niby my naród wybrany/uciskany (wybrać w zależności od opcji politycznej) jesteśmy mistrzami barbekju – ale tylko nam się tak wydaje. Bo mistrzami są Rumuni. To absolutnie bezkonkurencyjny naród grillowaczy.

W okolicach co większych miast kilometrami ciągły się lasy i łąki, gdzie niemal jeden przy drugim zaparkowany był samochód. Obok blaszanego obiektu kultu zgromadzona spora gromadka oczekujących na kawał mięcha. Najmniejszy kawałek miejsca wykorzystany jest wręcz wzorcowo. Czy to polanka, czy przecinka w lesie, a może magistrala ciepłownicza biegnąca wzdłuż drogi, każde miejsce jest idealne lub super idealne.

Grillowanie nie zna podziałów klasowych – obok Mercedesa (nowego) stoi furmanka gdzie chabeta wolno skubie siano spod kół sąsiada.

Jeśli musztardy braknie komuś z pasażerów jednego z tych wozów – bez obaw sąsiedzi poczęstują, jeśli zacznie padać deszcz na pewno znajdzie się u jednego z nich kawał folii jaką można rozpiąć pomiędzy dwoma pojazdami i w pozycji “w kucki” dokończyć rytuał, rzecz jasna przy muzyce walącej z wnętrza “Mesia” pląsają dzieciaki jednych i drugich.

sport narodowyprzygotowania

Jak już się więc napatrzyliśmy na oddawanie się pasji przez miejscowych i zdegustowaliśmy co nieco Bukaresztem (choć rozmach Słońca Karpat robi wrażenie) to dojechaliśmy do Transylwanii, mitycznej ojczyzny pewnego Vlada co to w wielu filmach był pokazywany.

Dużo by pisać o tym miejscu, skromnym naszym zdaniem jest przepięknie. Fantastyczne góry, klimatyczne miasta (Brasov, Sybin, Sighisoara) i parę innych w tym miejsca kultu imć Drakuli dopełniają obrazu całości. I choć sam zamek lansowany na siedzibę krwawego włodarza tych ziem – jest po pierwsze niezbyt powalający, a po drugie nie jest tak naprawdę miejscem gdzie rzeczony żył, to cała Transylwania jest bombowa.

BukaresztSybinRasnovRasnovRasnov

Każdy z nas dobrze wie, że majówka to taki bardzo krótki okres czasu, podczas którego “prawie” nic nie można zrobić. Tak też było z naszą majówką w Rumunii. Czas przeleciał przez palce w tempie błyskawicznym, ale wracając wiedzieliśmy, że przy najbliższej okazji wrócimy tutaj.
Już po paru miesiącach takowa się nadarzyła więc wróciliśmy.
I to nic, że gdzieś wysoko w Karpatach zarwała się pod nami droga, i że połowa Transfagarskiej była we mgle, ważne, że udało się nam znów tu być i trafić do miejsc takich jak np. Viscri.

domekdachRumuniaw Viscriprzy szosie Transfagarskiej w Karpatach Szosa Transfagarska

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *