okolica

kiedyś trzymali standard...

Bardzo blisko miejsca gdzie teraz mieszkamy (a jeszcze bliżej tego gdzie pewnie niedługo mieszkać będziemy), jest pewne małe muzeum Bardzo Ważnych Rzeczy.

Nigdy nie było okazji aby się tam pojawić. Przejeżdżając więc pewne dnia przez Otrębusy Marta krzyknęła: “Tato! stop! Co to za stary autobus?!” tak, tak, zdziwiło nas to bardzo – bo dotąd eR wymawiała jak eL – a tu taka zmiana. Miejsce, którym się zainteresowała to małe muzeum motoryzacji mieszczące się w tej podwarszawskiej miejscowości. Zainteresowanie autami może być zrozumiałe – bo robię wszystko by dziewczyna była z tych co raczej portki noszą, miast wszystkich różów i cekinów. Generalnie wychodzi to różnie – ale bez problemu odpytuje mnie z budowy samochodu/motocykla i na moje wymijające odpowiedzi zaraz strofuje – że np. skrzynia biegów służy do jechania szybciej wolniej, a nie jak próbuje jej wmówić do pompowania kół 🙂

Samo muzeum może nie powala na ziemię, ale jest warte odwiedzenia, tym bardziej, że jest odzwierciedleniem pasji garstki osób – a nie jak np. w Detroit świadectwem milionów dolarów pompowanych w przybytek. Zdecydowanie bardziej przypominało nam Vintage Cars Museum z Geraldine w Nowej Zelandii – które to działało na podobnych zasadach – choć skala też była nieco inna.








Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *