Monthly Archives: October 2012

zielsko

nawet “Ciudad del Este” ma okolice

Dużo by pisać o innych wyuzdanych rozrywkach jakie oferuje turyście Łeba. Dom do góry nogami, Fokarium z czterema fokami i hit sezonu czyli wystawa postaci z bajek i masek filmowych. To ostatnie wprawiło nas w tak wyśmienity humor, że nawet rozważaliśmy powrót w to miejsce. Bez bicia się przyznamy – opacznie zrozumieliśmy dopisek “w skali 1:1”. Wchodząc do tego przybytku kinematografii liczyliśmy na sesję zdjęciową ze Shrekiem, Lordem Vaderem czy choćby Myszką Miki. W tym miejscu należą się słowa uznania twórcy tej wystawy, napięcie budowane było stopniowo, plakaty na każdym słupie w mieście, później wyłożona czarnym suknem droga do wejścia, później pani “biletowa” i okazyjny bilet rodzinny, wreszcie jest…

Dobra nie będziemy kopać leżącego, w każdym razie zawsze jak nam było smutno to sobie przypominaliśmy i darliśmy przysłowiowego łacha z samych siebie.

wersacze, rej ben i tag hoja

Kankikuła po polsku

No właśnie, dotarliśmy do celu.
Podróżując po Świecie zbieramy masę wspomnień i doświadczeń. Siłą rzeczy, w każdym kolejno odwiedzanym miejscu dostrzegamy coś spośród wcześniej widzianych miejsc.

Oczywiście można pisać, jak to zawsze szukamy czegoś nowego i unikamy niesprawiedliwych porównań. Tyle, że my mamy w nosie to czy porównanie jest sprawiedliwe czy też nie, z tym szukaniem czegoś nowego też różnie bywa… Za to przybywszy do Łeby mieliśmy nieodparte wrażenie, że już gdzieś to widzieliśmy – może nie dosłownie to samo ale klimat jakby podobny… Tylko gdzie?

Widząc setki szczęśliwych osób przemierzających główne arterie miasteczka nie można mieć wątpliwości. Jesteśmy w wakacyjnej stolicy naszego kraju.

frombork2

po drodze

Mazury zaskoczyły nas bardzo, głównie tym, że komarów było jak na lekarstwo, za to deszczu i szerszeni niezliczone ilości. W sumie to rozpogodziło się tylko na chwilę w Reszlu i kolejny raz na jednej z wycieczek rowerowych. Pozostały czas spędzaliśmy głównie na suszeniu przemoczonych elementów garderoby, tudzież opatrywaniu ran ciętych (kocim pazurem). Plus z obrażeń Marty taki, że chwilowo lobbowany jeszcze niedawno pomysł powiększenia inwentarza domowego o kotka – aka “sierściuch”,  został odłożony ad acta i nasza w tym głowa aby zbyt szybko nie wrócił na agendę.

Pozytywne zaś były doniesienia pogodowe znad pięknego polskiego morza. Gdy więc zakończył się agroturystyczny etap naszych wakacji, ruszyliśmy na północ. Metoda odnajdywania właściwej drogi jest u nas prosta. Najpierw jedziemy w dowolnym kierunku z obecnego miejsca przebywania jakieś 15km (najchętniej w stronę gdzie cywilizacja zanika), a następnie włączamy nawigację (mapy z brodą) i ustawiamy miejsce docelowe oraz najkrótszą trasę.