Dluga droga (z milymi przerywnikami)

IMG_3494

Ruszyliśmy, znaczy powoli wyturlaliśmy się z garażu i z zabójczą prędkością 35mph dotoczyliśmy naszą stodołę (która wygląda nad wyraz skromnie przy innych dwuśladach w tej części świata) do autostrady. Trochę z duszą na ramieniu bo 4,5l silnik chyba potrafi skotłować trochę paliwa na setkę- choć tutaj podaje się ile mil można strzelić na galonie. Producent obiecuje 14-16MPG co nie jest zbyt optymistyczne, ponadto obietnicę tą składał w 1997 jak samochód był piękny i młody, a nie w 2014 kiedy ma trochę nalatane na łożyskach, tłokach, i czym tam jeszcze, a i paliwo nieco zdrożało od tamtych czasów.

Oczywiście dość często robiliśmy sobie przystanki, bo i dzieciaki nie przyzwyczajone do spędzania dużej ilości czasu w fotelikach co też dały do zrozumienia już po godzinie jazdy, a i pojazd jednak ma swoje potrzeby, które trzeba zaspokajać w miarę regularnie, bo nie ma zbyt wielu chętnych do pchania dwóch i pół tony…

pic

Z tą jazdą przez Stany widać że łatwo nie będzie, młodsza część załogi weszła w stan pełnoetatowego uczestnictwa w buncie i choć jedno (starsze) dzieciątko daje się przekupić audiobookiem lub iPadem (grrrrr), to junior ma wywalone na wszelkie formy terroru/kumoterstwa/zachęty/oszustwa i innych ogólnie stosowanych metod wychowawczych. Chyba nie jesteśmy idealnymi rodzicami, a nasze pociechy idealnymi pociechami, które cudownie się uśmiechają z tylnej kanapy, szczebioczą słodziutko, malują, “czytają”, oglądają widok za oknem i robią tysiące innych rzeczy, które powodują, że miast ciśnienia rodzicom rośnie serce i mają powód do dumy. Co zrobić, jest jak jest, zostało cztery i pół tygodnia, może jakoś przeżyjemy.

Pierwszy etap ma tylko 750 km więc jak nie będzie większych awarii na drodze to za całą dniówkę powinniśmy dojechać do miasta muzyki country.

Niestety myśl o braku większych awarii przemknęła przez czaszkęw złym momencie bo I65 jest w remoncie, co przełożyło się na godzinne posuwanie w tempie spacerowym, ale Antek miał okazję odbyć pierwszą praktyczną lekcję prowadzenia samochodu.

Dzięki temu powożeniu zeszło nam nieco ciśnienie, podobnie jak poziom płynu do spryskiwaczy bo to ulubiona “wajcha” juniora jak już się dorwie do fajery.

Po drodze były pierwsze ulewne deszcze (chwilowo nic nie przecieka), nic się również nie urwało, spalanie zgodnie z obietnicami rady nadzorczej Toyoty czyli 15,8MPG, radio za to ma system ostrzegania przed zaśnięciem kierowce, dość prosty system realizowany strzałami w głośniki w bliżej nieokreślonych odstępach czasu. Co Lexus to Lexus… Klima wciąż działa…

Już po 30 galonach od wyjazdu dotarliśmy do Nashville gdzie nasi gospodarze czekali odpowiednio przygotowani (to ściema z tym zdjęciem bo inny był repertuar).

Żeby nie było, że się ojcowie tylko alkoholizują (przepraszam Hubert za ból głowy) to oczywiście odwiedziliśmy muzeum techniki dla dzieciaków, powbijaliśmy wspólnie gwoździe, zbudowaliśmy łuk triumfalny na cześć naszej ekstremalnej wyprawy. Poprawiliśmy spożycie z dnia wczorajszego i trzeba się było pakować w dalszą drogę.

Obrany cel był dość daleko (Colorado Springs) wypadło więc nocować po drodze, a że wybór nasz był trafny świadczyły komunikaty sieciowe jakie przesyłali nam operatorzy – a Marty repertuar brzmiał proroczo…

IMG_3494

IMG_3511Największy ubaw miał recepcjonista w motelu, który z kamienną twarzą nakręcał wycieczkę niemieckich turystów niebezpieczeństwem, nawet im wcisnął kiepskie pokoje na parterze, jak tylko spytali o to czy tornado może zniszczyć budynek. Jak już się rozeszli drżeć do pokoi darł łacha z nich, nie zważając na kolejnych gości (czyli nas). Tanich pokoi już nie było, ulokował nas więc w apartamencie na górze, za cenę jak najbardziej “parterową”. Dodał jeszcze, że taka burza to tu jest co dwa tygodnie i że gorsze bywały a pięterko wciąż stoi.

Naoglądaliśmy się trochę wiadomości pogodowych, o niesamowitej wręcz dokładności, na dwie godziny wcześniej wskazali dokładny moment (co do 5 minut) kiedy tornado miało przechodzić koło nas i jaki zjawiska będą towarzyszyły mu (grad wielkości calowych kulek), jak również kiedy nawałnica się skończy. Widać mają doświadczenie w tych sprawach – czego w przeciwieństwie do taniego paliwa, im nie zazdroszczę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *